Dyplomy zamiast dzieci. System niszczy demografię.

Na obradach Małopolskiego Sejmiku 30 marca 2026 odbyła się burzliwa dyskusja dotycząca rodziny i dzietności. Przewodniczący Sejmiku prof. Jan Tadeusz Duda stwierdził, ze słowo „rodzina” jest niemile widziane przez Komisje Europejską i samorząd sejmiku musiał się wycofać z karty praw rodziny, bo komisja groziła wstrzymaniem funduszy. Padło też wiele różnych argumentów dotyczących dzietności i zakładania rodziny, ale nie najważniejsze.

Na wstępie, przestańmy się oszukiwać, że młodzi obecnie mają za trudno, żeby założyć rodzinę. Dostępność mieszkań jest dużo większa niż 40 lat temu, bezrobocie minimalne. 40 lat temu nie było tez 800+ i wielu przywilejów dla rodziców.

W 1983 roku wskaźnik dzietności w Polsce wynosił ok. 2,3 – kobieta rodziła średnio ponad dwoje dzieci. W 2025 roku spadł do ok. 1,1. Jesteśmy w ścisłej czołówce najniższej dzietności na świecie.

Co się zmieniło? W 1983 roku tylko kilka procent Polaków miało wyższe wykształcenie. Dziś – ponad 45%. A przecież dzisiaj dostęp do wiedzy jest na wyciągnięcie palca: każdy za darmo może oglądać wykłady z najlepszych uczelni świata, uczyć się języków, zdobywać praktyczne umiejętności. W karierze liczy się doświadczenie i odpowiedzialność, nie tylko papierek. Poświęcone 5 lat na dyplom to biologicznie czas, który powinien być przeznaczony na założenie rodziny i budowanie domowego ogniska. Na naukę nigdy nie jest za późno – na rodzinę niestety tak.

Do tego urzędy same tworzą dogmat konieczności studiów, wymagając wyższego wykształcenia na stanowiska urzędnicze. To lobby akademickie i lewicowe podejście na uczelniach windują cenę dyplomu, choć merytorycznie często jest on niewiele wart.

Mamy też kryzys męskości. W 1983 roku przeszkolonych wojskowo mężczyzn były miliony (pobór powszechny). Dziś – brak poboru, wyszkolenie zanika. Mniej zahartowanych, zdyscyplinowanych i odpowiedzialnych mężczyzn, a więcej pełnoletnich maminsynków, którzy nie potrafią obsłużyć wiertarki czy zabić kury na rosół.

Rząd traktuje osoby do 26. roku życia jak dzieci – ulga podatkowa, ubezpieczenie, ale bez wymagania dorosłości. Efekt? Przedłużone dzieciństwo, bez odpowiedzialności za założenie rodziny.

System emerytalny promuje karierę. Dobre jest zestawienie dwóch kandydatów na prezydentów w wyborach 2025. Prof. Joanna Senyszyn chwali się bezdzietnością, ma emeryturę ok. 13 tys. zł, ma kilka mieszkań i milionowy majątek. Matka Marka Wocha – wychowała szóstkę dzieci – dostaje najniższą emeryturę, bo nie pracowała etatowo. Ale to jej dzieci pracują na emeryturę Pani Profesor. System karze rodzicielstwo. Młoda kobieta to widzi i myśli: wolę karierę i majątek – niech inni wychowują dzieci, które będą na mnie pracować.

Media podnoszą poprzeczkę: piękne kobiety i bogaci mężczyźni jako wzór. Efekt? Wygórowane oczekiwania, szukanie ideału, samotność. Do tego depresja i wizyty u psychologów biją rekordy. Samotność kwitnie, dziadkowie są odcięci od wnuków, bo te się nie rodzą, albo są daleko. Do tego młode matki co do wychowania dzieci bardziej ufają medialnym psycholożkom i infuencerkom, niż swoim matkom.

A tryb życia? Praca przy biurku, brak ruchu, stres, przetworzona żywność. To nie jest życie w zgodzie z naturą. Skutek? Problemy zdrowotne, spadek libido, niższa płodność.

Do tego konieczność bezstresowego wychowania dzieci. Dziś przemoc domowa to nie tylko przemoc fizyczna, ale przemoc psychiczną i ekonomiczną. Lawinowo rośnie liczba „niebieskich kart”. Dziecko może zgłosić przemoc rodzica za to, że odcięto mu internet albo nie daje pieniędzy na gry komputerowe. To rozbija rodziny.  W szkołach i przedszkolach nauczycielowi nie wolno użyć słowa kara. Nie wolno dziecka odesłać do kąta. Młode „europejskie” pokolenie nie tylko jest nieliczne, ale i słabe.

I oczywiście, to jest kierunek, który nadaje nam Unia Europejska. Pierwotnie tworzona jako Europejska Wspólnota Węgla i Stali, a dziś, Europejska Głupota Klimatyzmu i Genderyzmu.

Odeszliśmy od konserwatyzmu i wiary. A na świecie najwyższą dzietność mają kraje muzułmańskie – często 3-4 dzieci na kobietę. Ta kultura rośnie w siłę. Nie łudźmy się: złudne prawa kobiet w cywilizowanym świecie nie przetrwają, jeśli nie będziemy rodzić. Zamiast chrześcijańskiego konserwatyzmu w Europie może przyjść szariat, gdzie kobieta jest poddanym męża, może być bita i nie może się uczyć. To nie straszenie – to trend demograficzny i najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Należy skończyć z dogmatem studiów i dyplomów, ale politycy nie mają odwagi o tym mówić. Jeśli chcemy dbać o demografię, to nie oszukujmy się. Wiek 20-25 lat to biologiczny czas na zakładanie rodzin, a na naukę nigdy nie jest za późno. Dziś wiedza jest na wyciągniecie palca w telefonie.