WOŚP i media nadal wprowadzają ludzi w błąd.

Dziś trwa kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W mediach słyszymy „na koncie WOŚP jest już 30 mln zł”, albo „Mamy już 30 mln zł”. Jest to nieprawda, bo w rzeczywistości jest to znacznie więcej. Według sprawozdań finansowych na koniec 2021 roku na kontach WOŚP było 265 mln zł, a sam zysk w 2021 roku wyniósł 59 mln. Sprawozdania finansowego za 2022 rok jeszcze nie ma, ale nie wykluczone, że przed zbiórką w 2023 roku na koncie było już 300 milionów zł.

Poniżej sprawozdanie finansowe WOŚP za 2021 rok, uzyskane ze strony :

https://sprawozdaniaopp.niw.gov.pl/

Po wpisaniu KRS: 0000030897

WOŚP i media ukrywają fakt, iż na kontach fundacji znajdują się zyski z poprzednich zbiórek w łącznej kwocie 265 mln, a może i 300 mln zł. Czy ludzie tak chętnie popierali by WOŚP i wpłacali pieniądze, gdyby mieli świadomość, że tak olbrzymia kwota leży na kontach WOŚP, zamiast ratować zdrowie i życie dzieci? Dodatkowo, przez 20% inflację wpłacone przez ludzi kwoty do WOŚP straciły na wartości ok 50 mln zł. Oczywiście, inflacja to nie wina WOŚP, ale podstawowym celem fundacji charytatywnej powinna być pomoc potrzebującym i realizacja celów, a nie zabawa w fundusz inwestycyjny.

Poniżej nagłówki z popularnych redakcji:

https://www.newsweek.pl/polska/wosp-2023-31-final-orkiestry-jurka-owsiaka-na-co-zbieraja/r9fwgmq
https://wiadomosci.wp.pl/31-final-wosp-czas-zaczac-gra-wielka-orkiestra-swiatecznej-pomocy-6860706460924608a

https://www.se.pl/warszawa/ile-zebrala-wielka-orkiestra-swiatecznej-pomocy-w-2023-roku-czy-podczas-31-finalu-wosp-padnie-kolejny-rekord-aa-GVDg-ThpL-yUH5.html

O marnotrawstwie pieniędzy w WOŚP piszę już od kilku lat, tu przykład:

Będzino ukazało patologię polskiej demokracji.

Dotychczasowy wójt gminy Będzino uzyskał ledwo 12% poparcia w przedterminowych wyborach organizowanych w styczniu 2023. Został zdeklasowany przez nową konkurentkę Sylwię Halamę, która uzyskała 88% głosów. Problem w tym, że były wójt Mariusz Jaroniewski poparcia społecznego nie miał już od dawna, a trwał u władzy dzięki przepisom, które go chroniły. Takich przypadków trwania przy korycie niechcianych włodarzy w Polsce jest zapewne setki, jednak ten w Będzinie to dobitny dowód, który warto przeanalizować i wyciągnąć wnioski, zwłaszcza w kontekście nowelizacji ustawy o samorządzie w 2018 roku i wydłużeniu kadencji z 4 do 5 lat, a w stosunku do obecnej kadencji, nawet 5,5 roku.

Zacznijmy od tego, że mieszkańcy Gminy Będzino już z początkiem 2021 r. podjęli działania w celu odwołania wójta, zarzucając m.in. niegospodarność, nieskuteczność w pozyskiwaniu dotacji zewnętrznych i brak należytego wykonania budżetu, mimo iż gmina dostała extra 3 mln zł odszkodowania za wiatraki. Mieszkańcy rozpoczęli zbiórkę podpisów pod inicjatywą referendum odwoławczego, co spotkało się z atakiem ze strony wójta i groźbami, a następnie procesami sądowymi, które wytoczyli szkalowani i zastraszani inicjatorzy wobec aroganckiego wójta. Wyroki sądów na szczęście były korzystne dla obywateli – wójt został prawomocnie skazany za zniesławienie, a dodatkowo musiał wypłacić 8 tys. odszkodowania.

Zebranie podpisów pod referendum to nie lada wyzwanie. W dużych miastach – trudne do przeprowadzania, ale w małych gminach – jak niespełna 10 tysięczna gmina Będzino – realne. Groźby i pomówienia nie zraziły mieszkańców i wymaganą ilość podpisów, jaką nakazuje ustawa (tj. przynajmniej 10% wyborców) zebrali w stosownym terminie (tu ustawa daje tylko 2 miesiące) i złożyli wniosek do komisarza wyborczego, który najpierw wyznaczył termin na maj, a następnie przesunął go na czerwiec 2021.

W praktyce, od decyzji obywatelskiej inicjatywy do przeprowadzenia referendum trzeba liczyć nawet 5 miesięcy. W tym czasie wójt może za pieniądze podatników zintensyfikować lokalną propagandę, ale również w rożny sposób zniechęcać ludzi do podpisywania się pod referendum, a następnie zniechęcać do udziału w referendum. Włodarze maja do tego oczywiście publiczne pieniądze mieszkańców, za które mogą „przekupić” radnych czy sołtysów remontami dróg czy wykorzystać lokalne organizacje takie jak kluby sportowe, które staną za murem za włodarzem i w zamian za np. remont boiska będą dokuczać i utrudniać działanie inicjatorom referendum. Jako przykład można też podać Wieliczkę, gdzie w styczniu-lutym 2021r. po rozpoczęciu obywatelskiej  inicjatywy referendalnej burmistrz nagle znalazł dodatkowe 6 mln zł na nakładki asfaltowe na wsiach i w mieście, zaczął nagle aktywnie współpracować z sołtysami, dla których wcześnie nie miał czasu. W lokalnych gazetach trwała intensywna kampania propagandowa o świetności gminy i wspaniałych osiągnięciach burmistrza. Plakaty informacyjne inicjatorów referendum zaklejane były przez ludzi burmistrza plakatami z akcją „DIALOG”, która miała polegać na konsultacjach społecznych i wskazywaniu przez mieszkańców nowych terenów zielonych, a w Internecie pojawiły się videoprezentacje ukazujące nowe rozwiązania zakorkowanych skrzyżowań.

Videoprezentacja nowego skrzyżonwania w Wieliczce, źródło FB Miasto i Gmina Wieliczka

Takie działania są stosunkowo skuteczne, bo ludzie nie widzą i nie znają kwot wydanych na propagandę, a wizja naprawy dróg i odkorowania miasta nastraja ich pozytywnie, nawet jak nie dojdzie do skutku. W Wieliczce wymaganej ilości podpisów zebrać się nie udało, choć sama akcja miała wiele pozytywnych skutków. Burmistrz Wieliczki zatem trwa w przekonaniu, że ma ok 55% poparcia, które zdobył w wyborach, choć obecnie w rzeczywistości to poparcie może być nawet o połowę mniejsze. Podobnie jest z Prezydentem Tarnowa, który kilkukrotnie nie uzyskał absolutorium, w kilka miesięcy temu zadeklarował nawet, że zrezygnuje, ale w ostateczności „dla dobra” Tarnowa pozostał na stanowisku.

W gminie Będzino zebrać podpisy się udało, jednak wywołanie referendum przez mieszkańców to jednak połowa sukcesu, bo kolejną barierą do pokonania jest próg referendalny. I tu pojawił się problem. Mimo iż w czerwcu 2021 aż 93% glosujących w referendum chciało odwołania wójta, wśród ok 6,7 tys mieszkańców uprawnionych do głosowania zabrakło ok 200 głosów, aby referendum osiągnęło próg referendalny i było wiążące.

Należy tutaj zaznaczyć, iż przy takich referendach włodarze zwykle przybierają tę samą strategię: twierdzą, że referendum to strata pieniędzy (trzeba opłacić członków komisji) i nawołują do bojkotu referendum. Innymi słowy, ten kto idzie na referendum, jest wrogiem włodarza. Taka sytuacja wypacza tajność głosowania i jest sprzeczna z Konstytucją, ponieważ osoba idąca na głosowanie do lokalu wyborczego, gdzie zwykle w komisjach zasiadają przedstawiciele włodarza, z automatu staje się wrogiem panującej władzy, za co mogą spotkać ją konsekwencje w postaci zwolnienia z pracy w urzędzie czy wykluczenia z zamówień publicznych dla urzędu, czy innego rodzaju wrogich konsekwencji. Dotyczy to nie tylko samej osoby, która uda się do lokalu wyborczego – ryzyko ponosi cała rodzina.

Wracając do gminy Będzino, przez próg referendalny cały wysiłek inicjatorów spełzł na niczym, a niechciany wójt miał przynajmniej 10 miesięcy spokoju, bo to gwarantowała mu ustawa o referendum lokalnym. W praktyce jest to jednak więcej, bo po złożeniu wniosku z podpisami do komisarza trzeba jeszcze odczekać dodatkowe 2-3 miesiące na samo referendum, a 10 miesięcy to najwcześniejszy termin na ponowne złożenie wniosku z podpisami po nieudanym referendum.

Nieudane referendum zwykle dodaje pewności włodarzowi miasta czy gminy, bo to poniekąd jego zwycięstwo, choć w zwykle jest to zwycięstwo patologicznego, antyobywatelskiego prawa w Polsce.

Mieszkańcy gminy Będzino byli jednak niezłomni i nie zamierzali pozwolić na to, by arogancki wójt z ich podatków trwał na ciepłej posadce do końca kadencji. Z pomocą przyszła rada gminy, która nie udzieliła wójtowi absolutorium, a następnie widząc wysiłek i starania mieszkańców, podjęła uchwałę o drugim referendum w sprawie odwołania wójta. Drugie referendum odbyło się w lipcu 2022 r i tym razem udało się przełamać barierę progu referendalnego, a ponad 90% mieszkańców zagłosowała przeciwko wójtowi.

wyniki drugiego referendum, źródło FB Rzeczywistość w Gminie Będzino

Wydawać by się mogło, że to już koniec kariery wójta. Nic bardziej mylnego, polskie prawo daje możliwość odwołanemu wójtowi ponownego startu w przedterminowych wyborach, z czego niechciany wójt gminy Będzino skorzystał. I może to i dobrze. Opinia publiczna przekonała się o jego rzeczywistym poparciu, bo w wyborach progu już nie ma, a więc tu już wójt nie zniechęcał, lecz zachęcał do udziału. Na niewiele się to zdało, wynik 12% to sromotna porażka, a frekwencja w wyborach przedterminowych była niewiele wyższa niż w referendum, które zdecydowało o odwołaniu. W referendum brało udział 2,2 tys mieszkańców, w wyborach przedterminowych 2,7 tys, przy 6,7 tys uprawnionych.

protokół z wyborów przedterminowych, źrdódło FB Rzeczywistość g minie Będzino

Podsumowując, wójt gminy Będzino, mając rażąco niskie poparcie społeczne, trwał sobie na stanowisku, które gwarantowało mu prawo i gdyby nie ogromne zaangażowanie i determinacja obywateli w referendum i dodatkowe kilkaset osób, dzięki którym udało się przełamać próg referendalny, trwałby sobie do końca kadencji i robił co mu się podoba, nie przejmując się opinią publiczną. Trzecie referendum byłoby już niemożliwe, ponieważ wg przepisów kolejny wniosek może być złożony po 10 miesiącach, ale nie później niż 8 miesięcy przed wyborami. Ponieważ wybory maja być na wiosnę 2024, pozostaje za mało czasu na okienko referendalne.

W ostatnim czasie z inicjatywa odwołania włodarza miasta w referendum wystąpili też mieszkańcy Elbląga. Niestety, nie udało się zebrać wymaganej ilości podpisów, więc referendum nie będzie, choć pamiętajmy, że nawet jak by było, to szanse na przekroczenie progu w większym mieć są marne.

Pojawia się zatem pytanie, czy obywatelskie inicjatywy referendalne mają w ogóle sens? Szanse na skuteczne odwołanie wójta tą drogą są niewielkie – natomiast ryzyko szykanowania obywateli-inicjatorów ze strony władz – bardzo duże. Straszeniem referendum można jednak co nieco wyegzekwować od włodarza miasta, tak jak to się stało w Wieliczce w 2021 roku, gdzie w końcu po 20 latach oczekiwań wielu mieszkańców dostało asfalt na dziurawe drogi.

Oczywiście, referendalną inicjatywę odwołania lokalnego włodarza ma też rada gminy czy rada miasta. Skorzystali z tego prawa właśnie radni gminy Będzino przy drugim referendum, które okazało się skuteczne. Trzeba mieć jednak na uwadze inną ordynację wyborczą w małych gminach, gdzie obowiązują jednomandatowe okręgi wyborcze, dzięki czemu radni są bardziej niezależni (mogą powołać swój komitet do wyborów, nie muszą prosić się o miejsce na listach). Natomiast w gminach i miastach powyżej 20 tys. mieszkańców, po reformie w 2018 roku, zmieniono ordynację na listy wyborcze tworzone przez komitety. I tak w wielu miastach i gminach włodarz wygrywa wybory ze „swoimi” radnymi w jednym komitecie, którzy następnie stoją za nim murem w głosowaniach nad absolutorium, bo zwykle mają powiązania z urzędem, spółkami komunalnymi lub inne interesy wynikające z wdzięczności włodarza za przychylność.

W sejmie od ponad roku leży poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o referendum lokalnym, który jest mniej „zaporowy” wobec obywateli jeśli chodzi o ilość podpisów oraz próg referendalny. Byłyby to z pewnością korzystne zmiany, które pozwoliłyby skuteczniej eliminować patologię z samorządów, jednak nie rozwiązuje kwestii tego, że nadal ktoś musi wystąpić z inicjatywą referendalną, co jednocześnie oznacza narażenie się obywateli na szkalowanie i groźby ze strony włodarza i jego układu.

Warto zatem rozważyć, czy przy wydłużeniu kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów do 5 lat, nie należałoby wprowadzić obowiązkowego referendum absolutoryjnego w połowie kadencji. Obowiązkowego w sensie, że w każdym mieście i gminie w Polsce takie bezprogowe referenda poparcia dla włodarza by się odbywały z automatu, bez inicjatorów, którzy muszą tracić czas na zbiórkę podpisów, wykładać swoje pieniądze na promowanie inicjatywy i prawników.

Przy okazji takiego referendum lokalnego można by było przeprowadzać referendum merytoryczne, tj. zadawać mieszkańcom pytania w kluczowych sprawach lokalnych. Prawo do ustalania pytań miałaby rada miasta czy gminy oraz mieszkańcy po uzbieraniu odpowiedniej ilości podpisów.

Obecne prawo chroni patologię w samorządach i w praktyce uniemożliwia skuteczną kontrolę obywatelską oraz niezwłoczną eliminację włodarza, który nie ma poparcia społecznego. Dzięki zaporowemu prawu niechciany włodarz i jego prezesi w spółkach mogą arogancko trwać przy władzy pobierając sowite wynagrodzenia i opłacając swój układ z podatków mieszkańców.

Bez zmian w prawie patologia w samorządach jest bezpieczna, a kontrola obywatelska jest fikcją. W obecnym stanie prawnym w Polsce słuszne jest powiedzenie, że obywatele przed wyborami są wyborcami, a po wyborach już tylko podatnikami.

Bartłomiej Krzych („Pan Bartek”)– ekonomista-analityk, działacz społeczny, bloger na stronie www.panbartek.pl. Przedstawiciel Stowarzyszenia Otwarta Wieliczka, działającego na rzecz ochrony praw obywatelskich w Wieliczce i okolicach. Miłośnik kominków, przeciwnik przepisów zakazujących drewna, walczący z kłamliwą propagandy alarmów smogowych. Zwolennik szwajcarskiego modelu społecznego.

UEK w Krakowie: basen zamknięty, polityka otwarta.

Basen przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie od pół roku jest zamknięty. Najpierw wakacyjny remont, później – rzekome oszczędności na prądzie, których równie dobrze można było poszukać w zarobkach dwóch polityków zatrudnionych na uczelni. Nagłośnienie tematu polityki na uczelni na niewiele się zdało – basen na uczelni pozostaje zamknięty, a polityka na uczelni nabiera tempa.

Basen przy UEKu miał być nieczynny do końca I semestru. Nie jest jednak wiadome, co dalej z basenem po feriach. Według doniesień medialnych, decyzja o tym czy będzie otwarty od nowego semestru ma zapaść w przyszłym tygodniu.

Dla przypomnienia, pierwotnie po remoncie basen miał być udostępniony studentom w październiku z początkiem roku akademickiego. Tak się jednak nie stało, a rektor Stanisław Mazur tłumaczył to koniecznością ograniczania kosztów, przy czym za jego kadencji rektorskiej tylko dwóch pracowników, będących równocześnie politykami samorządowymi z Nowego Sącza i Tarnowa, zarobili w ciągu roku więcej, niż te basenowe oszczędności. Mowa o dr Krzysztofie Głuc oraz dr Jakubie Kwaśnym – przewodniczących rad miasta Nowy Sącz i Tarnów. Ich kariera menedżerska na uczelni przyśpieszyła za czasów rektora Mazura, który powołał ich na nowe stanowiska bez konkursów. Temat szczegółowo opisywałem we wpisie na blogu, który był apelem o ograniczenie polityki na Uczelni i racjonalne gospodarowanie Uczelnią w interesie studentów.

Na tę sprawę uwagę zwróciła również Gazeta Krakowska:

https://gazetakrakowska.pl/krakow-uniwersytet-ekonomiczny-oszczedza-na-studentach-ale-upolitycznieni-radni-zarabiaja-coraz-wiecej/ar/c5-16910545

Rektor i władze uczelni jednak nic sobie nie miały do zarzucenia i wydały oświadczenie, które można skrócić do jednego zdania „te pieniądze im się po prostu im się należały”.

Dla przypomnienia, wg oświadczeń majątkowych uczelniane dochody dr Głuca podwoiły się za rządów rektora z 240 tys. do 514 tys., a dr Kwaśnego ze 166 tys do 313 tys zł. To kosmiczne kwoty w porównaniu do przeciętnych zarobków wykładowców.

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kpina-i-katastrofa-pracownicy-uczelni-pokazuja-nam-paski-z-w,nId,6330720#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Jak widać, polityka na UEKu popłaca, i to słono.

To jednak nie wszystko. Mimo szumu w mediach w tej kontrowersyjnej sprawie, rektor Mazur nie przejął się zbytnio i nie zamierzał  ograniczać polityki. Pod koniec października brał udział w konferencji polityków samorządowych w Wieliczce, gdzie burmistrz również zamknął basen po remoncie. Opisałem to również na blogu:

W Wieliczce basen jednak ruszył od listopada, basen na UEK nadal zamknięty i niepewne jest jego ponowne otwarcie od przyszłego semestru. Co prawda, spoglądając na plan finansowo-rzeczowy Uczelni, rok 2023 ma się zamknąć ponad 7 milionową stratą, podobnie jak rok 2022, jednak inne uczelnie, jak i małe gminy takie jak Niepołomice dają sobie radę i basen utrzymują otwarty. Jak to zatem jest, że na uczelni kształcącej menedżerów basen jest zamknięty, a uczelnia przynosi coraz większe straty? Poniżej tabela z planu rzeczowo-finansowego uczelni na rok 2023 (w tysiącach zł)

https://bip.uek.krakow.pl/zarzadzenie/2894/zarzadzenie-nr-r-0211-80-2022

Z pewnością przyczyniają się do tego rosnące koszty energii, ale wiele wskazuje na to, że przyczyną jest również polityka. Spore zarobki 2 politycznych wykładowców to tylko dwa udowodnione przypadki rozpasania działaczy politycznych na uczelni, ilu ich jest w praktyce, trudno powiedzieć.

A polityka na UEku rozkręca się na dobre. Rektor wziął udział w dwóch sondażach wyborczych na prezydenta Krakowa. Mimo, iż poparcie w sondażach miał w okolicy 1%, nie zraża go to do dalszej aktywności politycznej.

Pod koniec roku rektor zorganizował szereg wykładów rektorskich z politykami opozycji. Zaproszeni byli znani politycy m.in. Szymon Hołownia, Jerzy Buzek, Jacek Majchrowski.

Z początkiem stycznia rektor Mazur spotkał się z burmistrzem Wieliczki Arturem Koziołem, szykującym się do startu w wyborach do parlamentarnych wraz z innymi włodarzami miast. Spotkanie dotyczyło organizacji konferencji w zadłużonej po uszy Wieliczce. Hasło konferencji Samorząd 6.0.

Burmistrz Wieliczki od dłuższego czasu unika kontaktów z mieszkańcami, pojawia się tylko na imprezach, na których wszyscy są uśmiechnięci. Tam, gdzie są samorządowe problemy – tam go nie ma. Dobitnym tego przykładem było zebranie mieszkańców w Wielickim magistracie dotyczące szerzącej się „patodeweloperki” wynikającej z błędnie uchwalonego planu zagospodarowania. Na umówione spotkanie sala magistratu wypełniła się mieszkańcami, ale przez 20 min nie mieli z kim rozmawiać, bo nie było ani burmistrza, ani jego zastępców. W końcu na pytania mieszkańców odpowiadali radni i urzędnicy, którzy jednak do rozmowy nie byli za bardzo przygotowani. Burmistrz Wieliczki jednak olewa nie tylko mieszkańców, ale i radnych, bo zwykle nie pojawia się na sesjach rady miejskiej. Patologii samorządowych w Wieliczce można by mnożyć, choćby kuriozalny budżet obywatelski, który od wielu lat co roku jest wygrywany przez spółdzielnie stworzone przez radnych i sołtysów. Taka to demokracja i samorząd 6.0 po wielicku.

https://uek.krakow.pl/artykuly/aktualnosci/uek-wspolorganizatorem-miedzynarodowej-konferencji-w-wieliczce

Wróćmy jednak do rektora Mazura. Skąd nagle to zamiłowanie do samorządu? Oczywiście, można to jakoś podczepić pod ekonomię, zwłaszcza pod katedrę z której profesor się wywodzi, tj. gospodarkę i administrację publiczną. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że chodzi tu bardziej o promowanie się jako samorządowca, który zasługuje na miano prezydenta Krakowa.

Rektor podejmuje już nie tylko wizerunkowe kroki polityczne, ale również formalne. Jak się okazuje w ostatnim czasie zostało zarejestrowane stowarzyszenie Lepszy Kraków, zarejestrowane w okolicy Uniwersytetu Ekonomicznego, przy ul. Rakowickiej, gdzie pomieszczenia ma katedra Gospodarki i Administracji Publicznej, związanej z rektorem.

Jak widzimy w rejestrze, prezesem Stowarzyszenia Lepszy Kraków został Tomasz Wojtas, związany również z fundacją FUNDACJA GOSPODARKI I ADMINISTRACJI PUBLICZNEJ, gdzie widnieje jako wiceprezes.

Stowarzyszenie Lepszy Kraków ma już swój profil na Facebook i kanał na youtube z jednym krótkim filmikiem – na którym przemawia nie kto inny, jak właśnie Pan Stanisław Mazur, który zachęca do pracy nad „lepszym Krakowem”.

Na profilu facebook Stowrzyszenia możemy już zobaczyć relację ze spotkania inauguracyjnego, które wypełniło salę Teatru KTO. Skąd nagle setki zacnych osób w jednym miejscu na zaproszenie Stowarzyszenia, która działa 3 miesiące? Kto miał do czynienia z organizacją takich eventów wie, że takiego przedsięwzięcia nie da się zorganizować bez zaplecza politycznego i finansowego. Stowarzyszenie jest promowane przez wykładowców związanych z UEK, m.in. byłego ministra gospodarki Jerzego Hausnera, zasiadającym m.in. w radzie Fundacji Gospodarki i Administracji publicznej oraz radzie nadzorczej miejskiej spółki Trasa Łagiewnicka SA.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to stowarzyszenie to projekt polityczny na nadchodzące wybory samorządowe i wypromowanie rektora na kandydata na Prezydenta Krakowa.

Kilka dni temu sam rektor Stanisław Mazur na swoim Facebooku udostępnił posty Stowarzyszenia Lepszy Kraków ze spotkania inauguracyjnego, zachęcając do współpracy.

https://www.facebook.com/StanislawMazurKrk/posts/pfbid05Fnjie4A521KnixazvxsoU5MSfLmjEMvHXerCqi62gfcvNB7QSjtZ8FANYrKQaCZl

Rektor chce, żeby Kraków był lepszy, otwarty. Czy aby jednak jest w tym wiarygodny? Czy jego zarządzanie uczelnią zmieniło ją na lepszą i otwartą? Czy raczej uczelnia zaczęła służyć do budowania zaplecza politycznego kosztem studentów?

Póki co, uczelnia przynosi rekordowe straty, basen pozostaje zamknięty, a otwarta została polityczna kampania wyborcza do wyborów samorządowych na urząd prezydenta Krakowa.

#uek #krakow #wieliczka #mazur #koziol #basen #gospodarka #wybory #polityka

Walka ze smogiem: powietrze lepsze, życie krótsze.

https://obserwatorgospodarczy.pl/2022/11/02/spodziewna-dlugosc-zycia-w-polsce-wrocila-do-poziomu-z-2003-r/

Od 10 lat mamy w Polsce intensywną walkę ze smogiem, która kosztuje nas ogromne pieniądze i mocno odbija się na polskiej gospodarce zwłaszcza w czasie kryzysu energetycznego. Mimo znacznej poprawy powietrza, słynna liczba 45 tysięcy zgonów rocznie z powodu smogu wcale się nie zmniejszyła, a co do długości życia cofnęliśmy się wręcz 20 lat wstecz.

Jak podał niedawno portal Obserwator Gospodarczy, oczekiwana długość życia w Polsce spadła do poziomu z 2003 roku. Co prawda w głównej mierze jest to efekt ograniczenia dostępu do służby zdrowia podczas covidowych lockdownów, aczkolwiek na wykresach widzimy, że długość życia w Polsce w zasadzie przestała rosnąć już od 2014 roku.

Z powodu czystszego powietrza nie zmniejszyła się również ilość zgonów. Bazując na oficjalnych danych w ostatnich latach była ona rekordowa, nawet 100 tys. wyższa niż w latach wcześniejszych.

https://twitter.com/rafalmundry/status/1551483766723469312

Ciekawsza jest jednak to, ze teoretyczna ilość tzw. przedwczesnych zgonów przypisywanych „smogowi” (zanieczyszczeniom powietrza), wyliczana przez Europejską Agencję Środowiska  również wzrosła. Jest to ta słynna liczba 45 tysięcy, często podawana w mediach, np tu:

https://businessinsider.com.pl/polityka/zanieczyszczenie-powietrza-w-polsce-ilu-polakow-umiera-z-powodu-smogu/8qr37r4

W raporcie z 2015 roku czytamy, że w 2012 roku dla Polski szacowano 44,6 tys przedwczesnych zgonów przypisywanych pyłom zawieszonym PM2.5, których wtedy średnioroczne stężenie dla kraju wynosiło 23,9 ug/m3.

Do 2018 rok stężenia pyłów zawieszonych PM2.5 w Polsce udało się obniżyć  o ok 10%, jednak wyliczona liczba zgonów nie zmalała, a wręcz wzrosła – do 46,3 tysiąca – tak wynika z danych raportu Europejskiej Agencji Środowiska z 2020 roku.

Podobnie jest ze stężeniami tlenków azotu NO2. Dla Polski w 2012 roku przy wyższych stężeniach liczbę przedwczesnych zgonów przypisywanych tlenkom azotu szacowano na 1600, a w 2018 – mimo poprawy powietrza, już na 1900.

Z czego wynikają te wzrosty? Europejska Agencja Ochrony Środowiska po prostu zwiększyła sobie przelicznik… i stąd ta różnica. W praktyce liczba 45 tys. jest liczbą abstrakcyjną, wyliczoną wg wzoru matematycznego na podstawie liczby ludności kraju, poziomu stężeń zanieczyszczeń oraz dobranego przelicznika zgonów. Nijak ma się to do rzeczywistości i ewidencji z kart pacjentów, w których ewentualnie można by się w Polsce dopatrzeć ok 50 (nie tysięcy) zgonów rocznie spowodowanych zanieczyszczeniami powietrza – głównie w wyniku zatrucia tlenkiem węgla, czyli czadu.

Co ciekawe, w większości krajów Europy, np. Francji i Włoszech  szacowana liczba przedwczesnych zgonów spadła wraz ze spadkiem stężeń pyłów PM2.5.

Polska nie jest jednak osamotniona – mimo poprawy powietrza liczba przedwczesnych zgonów przypisywanych pyłom PM2.5 wzrosła również w Niemczech do poziomów niemal o połowę wyższych niż w Polsce, tj. 63 tysięcy, o czym się w mediach oczywiście nie mówi.

Poniżej tabela porównawcza i linki źródłowe do raportów Europejskiej Agencji Środowiska (EEA).

https://www.eea.europa.eu/publications/air-quality-in-europe-2015

Table 9.1, 9.2     s.43       

https://www.eea.europa.eu//publications/air-quality-in-europe-2020-report

Table 10.1 s. 108

Więcej ciekawostek w obywatelskim raporcie o smogu pt „Walka ze smogiem: walka o nasze zdrowie, czy o nasze pieniądze?”.

Jest dostępny online tutaj:

https://panbartek.pl/wp-content/uploads/2022/02/Obywtelski-raport-o-smogu-stop-gazolobby-2022.pdf

Wniosek do Okręgowej Izby Lekarskiej w kwestii wypowiedzi lekarzy o smogu

W ostatnim czasie kilku lekarzy, którzy nie powielali covidowo-szczepionkowej propagandy strachu, spotkali się z ukaraniem przez Izby Lekarskie, mimo iż czas pokazał, że mieli rację i opierali się o argumenty naukowe. Tymczasem wielu lekarzy w kwestii wpływu smogu na zdrowie wypowiada publicznie tezy zupełnie nieoparte o naukę i ewidencję medyczną. W związku z tym, złożyłem wniosek do Okregowej Izby Lekarskiej o zbadanie, czy te wypowiedzi lekarzy o smogu nie są naruszeniem kodeksu Etyki Lekarskiej. Przykład na filmiku poniżej, a pod filmem treść wniosku.

Treść wniosku z uzasadnieniem:

Kontrowersje w plebiscycie Gazety Krakowskiej. Czy taka wygrana to powód do dumy?

Od połowy listopada do 12 grudnia trwał Plebiscyt Edukacyjny na najlepszego wykładowcę akademickiego, organizowany przez Gazetę Krakowską.  Głosować można było SMSami lub wykupionymi przelewem pakietami. Tryb głosowania sprawiają, że wygrana w zasadzie zależy od zaangażowanych środków pieniężnych. I tak właśnie było w tegorocznym głosowaniu, gdzie liczba głosów zwyciężczyni w 10 minut wzrosła niemal czterokrotnie.

Wyniki głosowania w konkursie dostępne są na stronie:

https://gazetakrakowska.pl/p/plebiscyt-edukacyjny-2022,1014641/

Przypadki takich rozstrzygnięć w tych plebiscytach są znane od dawna. Przykładowo, rok temu w powiecie wielickim w ostatnim dniu głosowania wystrzeliły w górę liczby głosów kandydatom – znajomym burmistrza Wieliczki Artura Kozioła. Byłemu wiceburmistrzowi, obecnemu prezesowi basenu w Solnym Mieście, w jeden dzień liczba głosów wzrosła ze 176 głosów aż do 1485 głosów. Podobnie było w przypadku kolegi burmistrza ze szkolnych lat, nauczyciela Marka Czerwińskiego, który w komentarzach internetowych nie przypisywał sobie żadnego udziału w manipulacjach głosami. Jemu również przybyło masowo głosów ostatnim dniu głosowania w kategorii działalność społeczna, co dało pewne zwycięstwo m.in. nad inicjatorką wielu charytatywnych akcji powiatu wielickiego Anną Kowal czy piszącą wielickie kroniki i organizującą historyczne prelekcje Jadwigą Dudą. Cóż, może burmistrz zrobił taki prezent swoim znajomym bez ich wiedzy, a być fani i znajomi burmistrza skrzyknęli się w ostatni dzień głosowania?

https://www.facebook.com/groups/wieliczaniepl/posts/744247659577419/

Oczywiście sami kandydaci mogą się bronić – że to nie oni. Teoretycznie nawet mogą nie wiedzieć kto nabił im tych głosów, może jakiś cichy wielbiciel? A być może redakcja Gazety Krakowskiej dopisuje głosy, aby wybrać kandydatów, którzy im się podobają? Tego nie wiemy, bo głosowanie jest tajne i nie widać kto ile głosów oddał. Jeśli ktoś nie śledzi i nie spisuje danych, nie dowie się również w jakim tempie kandydatom przybywało głosów.

Trudno jednak nie nabierać podejrzeń, że takie rzeczy dzieją się przy udziale tych kandydatów, którzy mają parcie na szkło i chcą wybić się w mediach.

Natomiast to co się stało w tegorocznym plebiscycie na nauczyciela akademickiego roku było wyjątkowo ordynarne. Głosowanie trwało do 21:30 i jeszcze o 21:20 Małgorzata Snarska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, od początku liderka rankingu, miała niemal dwukrotną przewagę – 640 do 354.

Zaledwie pięć minut później liczba głosów dr Inż. Natalii Schmidt-Polończyk wzrosła trzykrotnie do 923, dając jej bezpieczne prowadzenie.

Finalnie o godz. 21:30 z wynikiem 1281 głosów reprezentantka AGH w Krakowie wygrała plebiscyt:

Trudno sobie wyobrazić, żeby w te 5-10 minut nagle tysiąc osób tak sprawnie wysłało SMSy. Taki przyrost głosów wynikał raczej z zakupu dużego pakietu głosów i szybkim wykorzystaniu go w ostatnich 10 minutach głosowania. Sympatycy z elitarnego koła naukowego Index i studenci z Koła Analizy Danych przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, którym patronuje Małgorzata Snarska, wspierali głosami swoją wykładowczynie i analizowali przebieg głosowania spisując dane i robiąc zrzuty ekranu.

Czy warto w taki sposób wygrywać konkursy i czy taki styl stawia zwycięzcę w pozytywnym świetle?

Kupno 1000 głosów to wydatek ok 3600 zł – w przypadku zajęcia 1 miejsca – zwraca się, bo nagroda główna to 3000 zł, a dodatkowo zwycięzca zostanie wymieniony w artykule prasowym i może sobie dopisać sukces do CV. Zatem z ekonomicznego punktu widzenia, warto było zaryzykować i „zainwestować” w głosy dające wygraną, jednak czy takie postępowanie faktycznie przysparza sympatyków i daje poczucie dumy wygrywającemu?

Redakcja Gazety Krakowskiej i jej odpowiedników w innych regionach powinna przemyśleć tryb głosowania. Być może należałoby rozważyć wartościowanie głosów – np. w taki sposób, by te oddane na początku  były więcej warte, niż te oddane pod koniec głosowania. Trudniej byłoby wtedy o takie manipulacje w końcówce. Można również jako zwycięzcę uznawać tego, kto przez najwięcej dni znajdował się na 1 miejscu.

W obecnej formie, udział w tym plebiscycie staje się kontrowersyjny i zniechęca niektórych do udziału. Przykładowo, znana polska skrzypaczka Agnes Violin w 2021 roku odmówiła udziału w podobnym plebiscycie i zażądała wycofania jej kandydatury.

https://www.facebook.com/AgnesViolin/posts/pfbid031J6nU7BZarz3ztxMS3yr3jDoki16u1VJz3tRsH5PEQhmeiNtu5m1ukmyjmpyG7g6l

Wyrok ws. wicemarszałka Urynowicza to wielki krok ku idiokracji

Były wicemarszałek wielokrotnie kłamał i poniżał Pana Bartka z Wieliczki – inicjatora obywatelskiej inicjatywy „TAK dla palenia drewnem”, ale 1 grudnia krakowski sąd wydał wyrok uniewinniający wbrew dowodom i zasadom prawa.

W filmie analiza całego procesu krok po kroku, z dowodami i fragmentami rozprawy.

Film można oglądnąć w przyspieszonym tempie na przykład 1,5x

Więcej informacji i dokumentów o obywatelskiej inicjatywie jest tu:

https://panbartek.pl/stop-gazolobby/

Petycja o unieważnienie zakazu aut i motocykli spalinowych w Krakowie (strefy SCT)

23 listopada Rada Miasta Krakowa podjęła uchwałę, która już od lipca 2024 roku ma ograniczyć możliwość wjazdu starszych auta spalinowych do Krakowa. Stowarzyszenie Otwarta Wieliczka wystosowało petycję do Wojewody Małopolskiego z wnioskiem o stwierdzenie nieważności uchwały Rady Miasta Krakowa w sprawie ustanowienia Strefy Czystego Transportu (SCT) na terenie całego Krakowa, wskazując na irracjonalność tych zapisów.

27 listopada drogą elektroniczną wysłaliśmy Wojewodzie poniższą petycję.

Stowarzyszenie OTWARTA WIELICZKA*
32-002 Strumiany 9 (gm. Wieliczka)
kontakt@panbartek.pl  
      Sz. P. Łukasz Kmita
WOJEWOWODA MAŁOPOLSKI
ul. Basztowa 22, 31-156 Kraków
wojewoda@malopolska.uw.gov.pl

PETYCJA W SPRAWIE UNIEWAŻNIENIA
ZAKAZU AUT I MOTOCYKLI SPALINOWYCH W KRAKOWIE

Jako przedstawiciel Stowarzyszenia Otwarta Wieliczka, mając na uwadze działanie na rzecz praworządności i obrony praw obywatelskich, działając w interesie wielu sympatyków Stowarzyszenia z Wieliczki, Krakowa i całej Małopolski,

sprzeciwiam się wprowadzeniu tzw. „Strefy Czystego Transportu” (SCT) na terenie całego Krakowa i zwracam się do Wojewody jako organu nadzoru o wydanie rozstrzygnięcia nadzorczego stwierdzającego nieważności uchwały Rady Miasta Krakowa z dnia 23 listopada 2022 z powodu irracjonalności jej zapisów, a konkretnie:

1. Jej sprzeczności z:

– uchwały Program Ochrony Powietrza dla Województwa Małopolskiego z dn. 28 września 2020 r.

– ustawy prawo o ruchu drogowym art. 22 ust. 2

– ustawy o drogach publicznych art. 19 ust. 5.

– art. 31 oraz art. 64 Konstytucji Rzeczpospolitej Polski

2. Negatywnych aspektów społecznych dotykających nie tylko mieszkańców Krakowa, ale i całej Małopolski.

UZASADNIENIE

Na wstępie należy zaznaczyć, iż w konsultacjach społecznych nad projektem uchwały SCT zdecydowana większość uwag nie popierała projektu. Niejasne są zapisy co do motocykli (gdzie dać nalepkę) czy wydawania  nalepek (tylko korespondencyjnie, co utrudnia szybkie uzyskanie). Najbardziej kontrowersyjnym aspektem jest jednak objęcie SCT całego Krakowa, w jego granicach administracyjnych, które są przeciętnemu obywatelowi nieznane. Objęcie SCT całego Krakowa jest niezgodne z Programem Ochrony Powietrza (POP), który przewidywał pilotażowe wprowadzenie pilotażowej strefy w ramach II Obwodnicy Krakowa oraz docelowej strefy wewnątrz IV obwodnicy Krakowa.

W przeciwieństwie do całkowitego zakazu spalania paliw na terenie Krakowa, SCT nie dotyczy tylko mieszkańców Krakowa. Do krakowskich firm, szpitali czy instytucji na co dzień dojeżdża wielu mieszkańców całej Małopolski, a ponadto turyści z całej Polski i Europy. Należy mieć na uwadze, że kierowca zjeżdżając z autostrady A4 czy drogi ekspresowej S7 w Krakowie, automatycznie trafia do SCT, bez możliwości zawracania. Podobnie wjeżdżając do miasta z drogi wojewódzkiej czy krajowej, w wielu przypadkach dojeżdżający nie będą mieli możliwości zawrócenia lub zjechania w inną drogę, ponieważ granice administracyjne Krakowa, na których będą obowiązywać zapisy SCT, w większości przypadków nie będą dawały możliwości zjazdu czy zawracania.

Innymi słowy, granice strefy SCT powinny być tak ustanowione, by dać możliwość zawrócenia lub zmiany kierunku jazdy w celu ominięcia SCT zgodnie z przepisami Prawo o ruchu drogowym.

Należy mieć na uwadze, iż Miasto Kraków jest zarządcą dróg krajowych, wojewódzkich i powiatowych jedynie w granicach administracyjnych miasta, a więc nie może ustanawiać znaków informujących o SCT przed granicami miasta w miejscach umożliwiających zjazd lub zawracanie.

Ustanowienie SCT na terenie całego Krakowa oznacza również, że obrzeża miasta takie jak Swoszowice, os. Wadów czy Przylasek Rusiecki, gdzie ruch samochodowy jest znacznie mniejszy, również będą objęte tym zakazami. Na obrzeżach Krakowa ponadto problem zanieczyszczeń powietrza jest znacznie mniejszy, niż w centrum Krakowa. Objęcie SCT całego Krakowa jest zatem nadmierną ingerencją władz państwowych w prawa i wolności obywatelskiej (art. 31 Konstytucji) oraz naruszeniem prawa własności (art. 64) Konstytucji, ponieważ wielu właścicieli zostanie pozbawionych prawa do korzystania ze swoich aut bez odszkodowania w imię fałszywych sloganów o czystym powietrzu, którego w Krakowie nigdy nie będzie z uwagi na postępującą, bezmyślną zabudowę i brak przewietrzania.

Wspomniana uchwała ma też szereg negatywnych aspektów społecznych. Utrudnia dojazd biedniejszym mieszkańcom Małopolski (mających starsze auta) do krakowskich szpitali czy nawet do punktów przesiadkowych na komunikację miejską P+R. Ponadto Uchwała nie przewiduje się dopłat do wymiany aut ani zintensyfikowania połączeń komunikacji publicznej, która jest obecnie ograniczana w Krakowie.

Ponadto wprowadzenie SCT nie będzie miało istotnego wpływu na poprawę powietrza w Krakowie, podobnie jak wprowadzenie całkowitego zakazu spalania paliw nie miało istotnego wpływu na poprawę powietrza. Od czasu uchwalenia całkowitego zakazu paliw stałych w Krakowie powietrze się poprawiło we wszystkich miastach wojewódzkich w Polsce bez wprowadzania całkowitego zakazu. Odbyło się to dzięki wymianom pieców i rozsądniejszej polityce zagospodarowania przestrzennego, która w Krakowie jest nieprzemyślana i pro-smogowa.

Zapisy uchwały o SCT utrudniają poruszanie się starszymi motocyklami i skuterami, które mają spalanie na poziomie 2-3 litrów paliwa na 100 km, a dopuszczają poruszanie się przez pojedyncze osoby nowszymi autami terenowymi lub sportowymi spalającymi np. 20 litrów paliwa na 100 km.

Ruch samochodowy powoduje zwiększenie zanieczyszczeń powietrza nie tylko przez emisję spalin, ale wzniecanie pyłów na drodze oraz wydzielanie pyłów z klocków hamulcowych czy zużytych opon – to dotyczy również aut nie objętych restrykcjami SCT.

Czas lock-downów związanych z COVID-19 pokazał, że ograniczenie ruchy samochodowego o ponad 50% nie spowodowało poprawy powietrza. W dniach 1-11 kwietnia 2020, kiedy obowiązywało rozporządzenie o zakazie przemieszczania się, stężenia zanieczyszczeń w Krakowie były podobne, jak w dniach 1-11 kwietnia 2019 r.

Ponieważ krakowska uchwała o SCT jest w pierwszą w Polsce i może być wzorem dla innych miast, szczególnie ważne jest jej wnikliwe zbadanie i niedopuszczenie bubla do obrotu prawnego.


Bartłomiej Krzych
Przedstawiciel Stowarzyszenia OTWARTA WIELICZKA

Załącznik. 2 Mapki sytuacyjne zjazdów z A4 i S7 na granicy Krakowa i Wieliczki.
Przykłady niepotrzebnych odcinków SCT przy zjazdach z A4 i S7 między Wieliczką a Krakowem.

Importujmy inflację ze Szwajcarii! Tylko 3% i spada, w Polsce 18% i rośnie.

https://wroclaw.tvp.pl/60710794/mam-nadzieje-ze-pieniadze-z-kpo-zostana-uruchomione-na-przelomie-roku

Czy inflacja w Polsce jest importowana, tak jak mówił m.in. Premier Morawiecki? Jeśli tak, to dlaczego nie importujemy jej ze Szwajcarii, gdzie inflacja wynosi tylko 3% i spada, a w Polsce 18% i rośnie. Skąd ta różnica ? Dlaczego w Szwajcarii nie ma „Putinflacji” ani „Glapinflacji? W tym artykule sobie to wyjaśnimy.

Formalnie za politykę pieniężną (walkę z inflacją) odpowiedzialne są banki centralne, które w teorii mają być niezależne od władzy. W Polsce jest to Narodowy Bank Polski (NBP), a w Szwajcarii – Narodowy Bank Szwajcarii (Swiss National Bank – SNB). W Polsce szefem banku centralnego jest Adam Glapiński, który w 2016 r zastąpił Marka Belkę, a w Szwajcarii szefem banku jest Thomas Jordan, który w 2012 r. zastąpił Philipa Hildebranda. Wpływ na inflację mają jednak też rządy poprzez swoją politykę wydatkową czy energetyczną.

Zacznijmy krótko od poprzedniego prezesa NBP. U końca kadencji Marka Belki mieliśmy w Polsce tzw. deflację, innymi słowy wskaźnik inflacji był ujemny, ceny spadały w tempie ok 1% rok do roku przy stopach procentowych na poziomie 1,5% roku. Oznacza to, osoby i firmy trzymające oszczędności na lokatach zarabiały realnie 2-3% w ciągu roku. To były te czasy, kiedy emeryci dostawali śmieszne 5 zł waloryzacji, ale z racji że ceny spadały – realnie zyskiwali więcej, niż 5 zł. To jednak ma swoje minusy – firmy wolały oszczędzać na kontach, niż inwestować na drogi realnie kredyt, bo po co ryzykować rozwój biznesu, skoro ma się pewne 3% w skali roku? Z mojej strony krytykowałem wtedy Marka Belkę za to, że Polska miała realnie najwyższe realne stopy procentowe na świecie, a utrzymująca się deflacja -1,5% to znaczne odchylenie od celu inflacyjnego na poziomie 2,5%. Czeski bank centralny w tym czasie utrzymywał stopę procentową na poziomie 0,05%, a więc blisko zeru, mimo, iż w Czechach nie było deflacji.

W tym samym czasie również deflację (ujemną inflację) na poziomie 1,5%  miała też Szwajcaria , a ich bank centralny utrzymywał stopy na ujemnym poziomie -0,75% (jako pierwszy kraj na świecie). Ujemne oprocentowanie miało zniechęcić nadmierny napływ kapitału spekulacyjnego, który zbytnio umacniał franka szwajcarskiego.

Mamy zatem dwie europejskie gospodarki: Polską i Szwajcarską, które w latach 2014-2017 miały podobny wskaźnik inflacji, a raczej deflacji – wynikającej z globalizacji procesów gospodarczych, optymalizacji kosztów produkcji i postępu technologicznemu, a to wszystko w dużej mierze dzięki Chinom, które wyspecjalizowały się w taniej produkcji i handlu międzynarodowym.

Powróćmy teraz do poprzedniego szefa SNB – Phillipa Hildegranda. Został on szefem szwajcarskiego banku centralnego w 2010 roku i musiał zmierzyć się z wyzwaniem, jakim było pogłębiające się umocnienie franka związane z dodrukiem pieniądza na świecie i napływem kapitału do Szwajcarii jako bezpiecznej przystani. Umacniający się frank teoretycznie obniżał konkurencyjność szwajcarskiej gospodarki i powodował ryzyko długotrwałej ujemnej inflacji, czego szef SNB chciał uniknąć. Ponadto umacniający się frank powodował księgową stratę banku centralnego, ponieważ waluty obce były wyceniane po niższych kursach. Warto tu wspomnieć, że w Szwajcarii bank centralny jest prywatną spółką notowaną na giełdzie, w której większość udziału mają podmioty publiczne (samorządy – kantony) a część to również inwestorzy prywatni, którym ogromne straty księgowe banku się nie podobały. Hildebrandowi zarzucano również brak doświadczenia i relatywnie młody wiek.

We wrześniu 2011 r. Hildebrand podjął decyzję o oficjalnej interwencji na rynku walutowym i dokonał dewaluacji poprzez wprowadzenie sztywnego kursu wobec Euro na poziomie 1,20. Oznaczało to, że SNB zobowiązał się do skupu euro po kursie 1,20 za franka, podczas gdy rynek wcześniej ustalał ten kurs na 1,10. Działanie to zaskoczyło rynek walutowy, ale pozwoliło ustabilizować na kilka miesięcy kurs franka powyżej 1,21-1,24 za euro. Jednak popyt na franka nie słabnął i pod koniec roku kurs znów się umacniał zbliżał się do 1,20. Pojawiło się wtedy pytanie, jak wyjść z tego sztywnego kursu. Taka decyzja nie mogła być wcześniej zapowiedziana, ponieważ byłaby to okazja dla spekulantów, którzy najpierw sprzedawali by bankowi centralnemu Euro po 1,20, a po zniesieniu kursu, kupowaliby po niższym.

Kontrowersje wokół działań Hildebranda spowodowały nacisk na jego odejście. Pod presją opinii publicznej zrezygnował w styczniu 2012, oficjalnie z powodu prywatnych transakcji walutowych swojej żony, która zarobiła ok 50-60 tys. Franków, co jest jednak śmieszną sumą jak na zarobki prezesa banku centralnego, którego miesięczna pensja wynosi więcej. Hildebrand jednak wolał zachować pewne standardy bankowości, a że nie miał partyjnych pleców, to pewnie też nie był zbyt pewny siebie na piastowanej funkcji, więc zrezygnował, tłumacząc to dobrem wizerunku banku centralnego.

W taki sposób Hildebrand po 2 latach odszedł ze stanowiska i stał się najkrócej szefującym prezesem Szwajcarskiego Banku Narodowego, a jego zastępca Thomas Jordan miał do wykonania brudną robotę wyjścia ze sztywnego kursu do euro, czego dokonał bez oficjalnej zapowiedzi 15 stycznia 2015, co doprowadziło do silnych wahań na rynkach walutowych a za tym bankructwa wielu firm i niewypłacalności brokerów.

https://stooq.com/q/?s=eurchf&c=10y&t=c&a=lg&b=1

Wiele instytucji i dziennikarzy miało za złe Thomasowi Jordanowi tę decyzję i wprowadzanie rynków w błąd (miesiąc wcześniej nie przewidywał rezygnacji ze sztywnego kursu), jednak trudno było inaczej rozwiązać problem, który stworzył jego poprzednik. A być może (to moja hipoteza) chodziło właśnie o to, by celowo naruszyć zaufanie do Szwajcarskiego Banku w celu osłabienia franka w dłuższym terminie? Takie przemyślenia są uzasadnione zwłaszcza, ze w 2018 roku Szwajcaria ograniczyła tajemnicę bankową i dopiero wtedy frank szwajcarski po krachu z 15 stycznia 2015 powrócił do poziomi 1,20, choć później znów zaczął się umacniać w kierunku 1:1 do euro.

https://en.wikipedia.org/wiki/Philipp_Hildebrand

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że Szwajcarzy wyciągnęli konsekwencje wobec bankiera, który zachował się w sposób nieprzemyślany, a do tego pozwolił sobie na spekulacje walutową w rodzinie.

Dla zainteresowanych bliżej tym tematem, odsyłam do mojej pracy dyplomowej, którą obroniłem na studiach NBP. Przedmiotem pracy była analiza działań SNB w latach 2011-2015. Praca dostępna jest poniżej:

http://docplayer.pl/494286-Uniwersytet-ekonomiczny-w-krakowie-krakowska-szkola-biznesu.html

Dodatkowo, dla zainteresowanych giełdą i rynkami finansowymi, odsyłam to bardzo ciekawego wpisu pod tytułem „Mój Soros Trade” na stronie traderblog.pl, gdzie autor opisuje, jak uczciwie zarobił krocie w zasadzie bez żadnego ryzyka, dzięki temu że przewidział decyzję SNB.

http://www.traderblog.pl/moj-soros-trade/

Wróćmy teraz do Polski. Poprzedni prezes NBP – Marek Belka, choć może nie prowadził idealnej polityki monetarnej (pozwoliłby inflacja znacznie odbiegła od celu inflacyjnego i doprowadził do deflacji), to jednak prowadził konserwatywna i odpowiedzialną politykę banku centralnego. Przekazał stery Adamowi Glapińskiemu bank centralny w bardzo dobrej kondycji, Polska miała stabilny wzrost gospodarczy i stabilne ceny, nie było widma wysokiej inflacji. Adam Glapiński został prezesem NBP dzięki przejęciu władzy przez PiS i wieloletniej znajomości z prezesem Kaczyńskim, tu oni razem na zdjęciu (Glapiński po prawej)

Reformy gospodarcze nowego rządu PiS od 2016 roku (głównie 500+) nieco obudziły inflację, ale nadal nie była ona problemem i krążyła poniżej celu inflacyjnego na poziomie 2,5%. Nie wiązało się to ze znacznym dodrukiem pieniądza ze strony banku centralnego a jedynie z przekierowaniem dochodu narodowego wewnątrz gospodarki.

Pierwsze rysy na działalności Adama Glapińskiego pojawiły się na przełomie 2018/2019 r, gdy opinia publiczna poznała zarobki nowych dyrektorek NBP, tzw. „aniołków Glapińskiego”. Dwie urocze blondi na stanowiskach dyrektorskich zarabiały niebotyczne pieniądze, choć z polityką monetarną niewiele miały wspólnego.

Prezes Glapiński dość arogancko bagatelizował sprawę i nie widział w tym nic złego. W skrócie można powiedzieć, że, „te pieniądze się im po prostu należały”.

Problemy z inflacją zaczęły pojawiać się w połowie 2019 roku. Poniekąd wynikały one z polityki prezydenta Donalda Trumpa, który nakładał cła na Chiny, co wyhamowało proces globalizacji wymiany handlowej i niższych kosztów wytwarzania. W Polsce dodatkowo presja inflacyjna wynikała z rosnących kosztów pracy – coraz wyższych pensji wynikających z braku rąk do pracy i spadku bezrobocia do 5%. 500+ sprawiło, że część społeczeństwa nie musiała już pracować, albo przynajmniej nie chciał brać nadgodzin. Koszty usług w budowlance wzrosły.

Jak NBP wywołał inflację?

Inflacja w czerwcu 2019 wyniosła 2,6%, a więc ponad cel inflacyjny NBP, który jest na poziomie 2,5%. Co istotniejsze, projekcje inflacyjne NBP sporządzone w marcu 2019 przewidywały, że inflacja w czerwcu wyniesie 1,7%, a do przekroczenia celu inflacyjnego może dojść dopiero w 2020 roku. To był pierwszy test na to, czy prezes Adam Glapiński będzie inflacje traktował na poważnie. Mimo niespodziewanego wzrostu inflacji, Adam Glapiński uspakajał, że wszystko jest po kontrolą. Stopa procentowa w Polsce pozostawała bez zmian na poziomie, który ustalił Marek Belka (1,5%), mimo, że Czesi w między czasie podnieśli stopy z 0,05% do 2%.

Na początku 2020 oczywistym już było, że prognozy NBP okazały się porażką, Adam Glapiński się mylił, a NBP jest spóźniony z działaniem. Inflacja w Polsce na poziomie 4,4% za styczeń 2020 nie tylko odstawała już od prognoz NBP, które zakładały, że na 60% inflacja będzie w przedziale 1,5%-4%, ale przede wszystkim mocno przekraczała górną granicy celu inflacyjnego (teoretycznie NBP prowadzi politykę celu inflacyjnego na poziomie 2,5%, z granicą odchyleń 1%.).

Obrazuje to poniższy wykres:

Prezes Glapiński jednak utrzymywał, że inflacja nam nie grozi i za jego kadencji podwyżek stóp nie będzie.

Najlepsze jednak było dopiero przed nami. Ten, kto myślał, ze Pan Glapiński będzie walczył z inflacją, nie miał już wątpliwości. Ani inflacja, ani konstytucją się nie przejmował. W marcu 2020 pojawił się COVID i lockdowny, a wraz z nimi, obniżka stóp procentowy i dodruk pieniędzy w większości krajów Europy, łącznie z kupowaniem obligacji emitowanych de facto przez Skarb Państwa. Adam Glapiński złamał zatem przynajmniej dwa artykuły Konstytucji, tj art. 227, który mówi, że NBP odpowiada za wartość polskiego pieniądza, a precyzuje go art. 3 ustawy o NBP, mówiący że podstawowym celem NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen. Drugim złamanym artykułem Konstytucji jest art. 220, zakazujący zadłużania państw w banku centralnym.

W tym momencie Adam Glapiński stał się już karykaturą prezesa banku centralnego, a Internauci mieli go za błazna  i bohatera internetowych memów i śmiesznych obrazków, takich jak ten poniżej.

Skala dodruku pieniądza była niebotyczna, za pomocą „tarcz antykryzysowych” w kilka miesięcy wpompowano w Polską gospodarkę ok 220 mld zł (dla porównania, uruchomienie 500+ kosztowało ok 30 mld zł). Stopy procentowe zostały obniżone do prawie do zera. Coś, czego Marek Belka nie zrobił przy deflacji, Adam Glapiński zrobił przy inflacji przekraczającej cel inflacyjny. Skalę dodruku obrazuje poniższy 10 letni wykres poziomu podaży pieniądza M3, na którym czerwoną linią zaznaczono dotychczasowy trend (wyznaczony dla okresu sprzed pandemii).

https://tradingeconomics.com/poland/money-supply-m3

Jak widać od marca 2020, tj. od czasu COVIDA, mieliśmy potężny wystrzał podaży pieniądza. W ciągu roku zwiększono jego podaż o 18%, czego nie robiono nigdy wcześniej w najnowszej historii Polski.

Dla porównania, poniżej zmiana podaży pieniądza w Czechach, gdzie również dodrukowano pieniądze, ale nie w takiej skali:

https://tradingeconomics.com/czech-republic/money-supply-m3

Zobaczmy i przeanalizujmy również wykres podaży pieniądza w Szwajcarii, który jest poniżej.

Jakie mamy wnioski z powyższych wykresów podaży pieniądz w czasie?

Godny uwagi jest fakt, że w czasie gdy w Polsce pojawiła się presja inflacyjna (połowa 2019 r), Szwajcarzy zaczęli już z nią walczyć u siebie ograniczając podaż pieniądza, co widać spadkiem dynamiki poniżej linii trendu. W czasie lockdownu nastąpił dodruk- zwiększenie podąży pieniądza i powrót ponad linię trendu, jednak w delikatnym stopniu, a nie w takim jak w Polsce. Co ważne, od połowy 2021 r  podaż pieniądza przestała rosnąć, a obecnie (końcówka 2022) jest na poziomie poniżej 10 letniej linii trendu. 

Podsumowując powyższe wykresy, można powiedzieć, że w wrześniu 2022 podaż pieniądza w Polsce była ponad 20% wyższa niż wynikało to z linii trendu (2,1 biliona wobec 1,7 biliona wynikające z linii trendu). Dla porównania, w Czechach w tym samym czasie podaż pieniądza była 5% wyższa od wartości wyznaczonej z linii trendu, a w Szwajcarii ok 1% niższa od linii trendu.

Jak NBP walczył z inflacją?

Jak to się przekłada na wykres inflacji? Po pierwsze ciągle z ust prezesa Glapińskiego słyszeliśmy w kółko, że wystrzał inflacji nam nie grozi, że czeka nas deflacja, że NBP czuwa i wie co robi, że inflacje jest przejściowa. Komunikat społeczny był taki, że nie należy bać się inflacji, a już na pewno nie oczekiwać wzrostu stóp procentowych, można spokojnie brać tanie kredyty na mieszkania. Oficjalne projekcie inflacji NBP wciąż pokazywały przejściowy wzrost inflacji i powrót do celu inflacyjnego w ciągu roku.

W tym czasie banki centralne Węgiel i Czech podejmowały już działania antyinflacyjne i rozpoczęły podwyżki stóp. Czesi rozpoczęły podwyżki stóp jeszcze w czerwcu 2021, podczas gdy pierwsza podwyżka stóp w Polsce była dopiero w październiku 2021. Poniższy wykres porównuje w czasie decyzje o pierwszych podwyżkach stóp procentowych w Czechach i Polsce. Rok 2021 Czesi kończyli ze stopami na poziomie 3,75%, a Polska 1,75%. Mimo niższej inflacji niż w Polsce, Czesi szybciej podnosili stopy procentowe kończąc serię podwyżek na poziomie 7%. W Polsce seria podwyżek zatrzymała się na 6,5%, a w celu ochrony kredytobiorców rząd wprowadził wakacje kredytowe, co w praktyce niweluje działanie NBP.

https://tradingeconomics.com/poland/interest-rate

Podwyżki stóp nie zmieniły jednak przewidywań prezesa Glapińskiego i jego analitycy wciąż uspakajali nas idiotycznymi wręcz prognozami wskazującymi że inflacja spadnie. W listopadowej projekcji wskazywano, że z 90% prawdopodobieństwem inflacja w Polsce w grudniu będzie poniżej 8%, a później zacznie szybko spadać. Jak się okazało, inflacja w grudniu 2021 była na poziomie 8,6% i rosła dalej.

W marcu, kiedy inflacja w Polsce była już dwucyfrowa (11%) a ceny surowców poszybowały w górę w związku z wojną na Ukrainie, analizy NBP nadal wskazywały, że inflacja jest przejściowa i w 2022 roku z 90% prawdopodobieństwem nie przekroczy 17%. Jak wiemy już we wrześniu 2022 mieliśmy w Polsce inflację 17,2%, a w październiku 17,9%. Poniżej prognozy inflacji NBP z marca 2022

https://www.nbp.pl/home.aspx?f=/polityka_pieniezna/dokumenty/projekcja_inflacji_2022_marzec.html

W tym samym czasie inflacja w Szwajcarii wynosiła 2,2%. Tutaj fragment stanowiska Szwajcarskiego Banku Narodowego z Marca 2022

https://www.snb.ch/en/mmr/reference/pre_20220324/source/pre_20220324.en.pdf

Bank Szwajcarii dostrzegając ryzyko inflacji podniósł oprocentowanie dwukrotnie, w czerwcu oraz wrześniu 2022, utrzymując je nadal na niskim, ale już dodatnim poziomie 0,5% (wcześniej było to -0,75%).

https://www.snb.ch/en/iabout/stat/statrep/id/current_interest_exchange_rates#t2

W przypadku Szwajcarii ważną jednak kwestię pełni kurs walutowy. Podczas gdy w Polsce złoty się osłabiał względem dolara i euro (za które kupuje się surowce) co dodatkowo napędzało inflację, frank pozostawał mocny, co ograniczało presję inflacyjną.

Jakie są efekty działań banków centralnych w Polsce i Szwajcarii, a dodatkowo jeszcze Czech? Czy działania NBP zapobiegły inflacji, a może chociaż przyczyniły się do wyższego wzrostu gospodarczego?

Spójrzmy na porównanie wykresów inflacji na przestrzeni 10 lat w Polsce, Szwajcarii i Czechach

Jak widać na wykresach presja inflacyjna od początku 2021 roku pojawiła się nie tylko w Polsce. Była ona związana ze światowym otwarciem gospodarki po lockdownach covidowych i dodrukiem pieniądza. Widać jednak, że inflacja w Szwajcarii jest na dużo niższym poziomie i spada. Inflacja w Czechach w ostatnich miesiącach również wyhamowała, w przeciwieństwie do Polski, gdzie inflacja nadal pędzi w kierunku 20%, które prawdopodobnie zostanie osiągnięte z początkiem 2023 roku, kiedy wejdą w życie choćby podwyższone podatki i opłaty lokalne w Polsce, a przedsiębiorcy zaktualizują cenniki o koszty energii i rosnących wynagrodzeń.

Zatem inflacja w Polsce szaleje, ale jak twierdzi Adam Glapiński i jego zwolennicy, że w Polsce trwa cud gospodarczy i uchroniliśmy wzrost PKB? Czy tak faktycznie jest, że polski wzrost PKB ma się tak dobrze? Porównajmy sobie jak to wygląda w Polsce, Szwajcarii i Czechach:

Czerwona linia pokazuje 10 letni trend. Jak widzimy, obecnie wzrost gospodarczy w Polsce jest poniżej linii 10 letniego trendu, a to oznacza, że gospodarka co prawda rośnie, ale w tempie wolniejszym niż rosła w poprzednich latach. Dodajmy, że Polska jest krajem rozwijającym się, który generalnie powinien mieć wyższe tempo wzrostu niż kraje rozwinięte, takie jak Szwajcaria. Tymczasem wzrost PKB w Szwajcarii jest na podobnym poziomie co w Polsce, ale – co najważniejsze w tym wszystkim – jest na poziomie wyższym, niż wynikający z linii 10 letniego trendu. W przypadku Czech wzrost gospodarczy obecne jest na poziomie linii trendu. Jakie są z tego wnioski? Bzdurą jest, że rząd i NBP uchronili wzrost gospodarczy w Polce. Jest wręcz przeciwnie, PKB rośnie w tempie niższym niż rosło we wcześniejszych latach.

Czy jednak potężny dodruk pieniądza i bezmyślna, bezprawna polityka monetarna prezesa NBP to jedyne przyczyny inflacji? Czy jednak jest coś w „Putinflacji”?

Warto na początku zaznaczyć, ze kryzys energetyczny (rosnące ceny gazu i ropy) rozpoczął się jeszcze przed wojną na Ukrainie, a wojna na Ukrainie dodatkowo podbiła te ceny. Ceny energii i gazu z krótkim terminem dostawy już na jesieni 2021 szybowały w górę i były niemal 10-ktotnie wyższe niż pół roku wcześniej. Ceny europejskiego gazu na holenderskiej giełdzie już w październiku 2021 były notowane po 100 euro, obrazuje to poniższa grafika.

A tak kształtowały się ceny gazu z dostawą na grudzień 2022 (dłuższy termin) na europejskiej giełdzie.

https://www.theice.com/products/27996665/Dutch-TTF-Gas-Futures/data?marketId=5460494

Jak widać ceny gazu momentami przebijały nawet 300 euro za kontrakt, a obecnie kształtują się nadal ponad 100 euro za kontrakt względem 15 euro na początku 2021 roku. To ogromny wzrost i ten wzrost oczywiście można przypisać działaniom Rosji i Putinowi, ale też władzom krajów Unii Europejskiej, które swoją gospodarkę oparły na gazie. A jaki kraj w Europie najbardziej zwiększył konsumpcję gazu w ostatnich latach? Zobaczmy jak kształtowała się konsumpcja gazu w Polsce, Czechach i Szwajcarii na przestrzeni ostatnich 10 lat.

Podczas gdy w Szwajcarii i Czechach konsumpcja gazu nie zwiększyła się istotnie, w Polsce mieliśmy drastyczny, aż 43% wzrost konsumpcji gazu, zwłaszcza po roku 2015 r. Zatem polskie władze (to już nie wina NBP) pod presją UE uzależniały Polską gospodarkę od importowanego gazu, rezygnując jednocześnie z wydobycia węgla. Symbolem tego działania było zaprzestanie budowy bloku C w elektrowni Ostrołęka, który został początkowo wzniesiony kosztem ok 1 mld zł, a następnie, pod pretekstem walki o klimat i braku rentowności, został rozebrany i przekształcony w blok gazowy. To też przykład, jak bezużyteczne inwestycje mogą zwiększać PKB…

Opieranie polskiej gospodarki i importowany gaz potwierdził prezes PGNiG, poniżej jego wypowiedź z komunikatu prasowego spółki z marca 2021 r (przed kryzysem energetycznym)

25 maca 2021 r.

– Zintensyfikowaliśmy gazyfikację kraju – w ubiegłym roku liczba nowo wybudowanych przyłączy gazowych sięgnęła prawie 113 tys., podczas kiedy w 2019 roku liczba nowych przyłączy wyniosła niecałe 82 tys. Grupa PGNiG ma już 63 stacje regazyfikacyjne, kolejne zostaną uruchomione w tym roku. Ta infrastruktura pozwoli dotrzeć do kolejnych odbiorców i zwiększać sprzedaż – podkreślił Paweł Majewski. 

W kolejnych latach spodziewany jest wzrost popytu na gaz, choćby w związku z oddawaniem do użytku nowych bloków gazowych w elektrociepłowniach. Powiązanie cen gazu, który pozyskujemy z kierunku wschodniego, z indeksami giełdowymi w Europie, stworzył zupełnie nowe warunki mające ogromne znaczenie dla prowadzenia biznesu. To pozwoli nam zmierzyć się z wyzwaniami związanymi z transformacją energetyczną. Gaz będzie w niej pełnił wiodącą rolę, a PGNiG jest gotowe, by przez tę transformację przejść i wspierać w tym polską gospodarkę – powiedział Prezes PGNiG. 

https://pgnig.pl/aktualnosci/-/news-list/id/gk-pgnig-osiagnela-ponad-7-3-mld-zl-zysku-w-2020-roku/newsGroupId/10184

W imię idiotycznej walki ze smogiem i walki o klimat, sprowadzającej się de facto do walki z paliwami stałymi (węgiel, drewno) uzależniono gospodarstwa domowe i energetykę od gazu, który Polska musi importować. Zamknięto kopalnie, gdzie do wydobycia było jeszcze sporo pokładów węgla, zaprzestano inwestycje w nowe ściany węglowe, jak również nowe węglowe bloki energetyczne.

Wzrost konsumpcji gazu oraz wzrost kosztów gazu dla gospodarki zobrazowany jest na poniższym wykresie, jako przychodny państwowej grupy kapitałowej PGNiG.

sprawozdania finansowe grupy kapitałowej PGNIG

Jak widać przychody polskiej grupy gazowej, która w praktyce jest jedynym dostawcą gazu w Polsce, do roku 2020 wzrosły dwukrotnie. Wynikało to m.in. właśnie ze wzrostu konsumpcji o te wskazane wcześniej 43%.

W roku 2021 przychody PGNIG były na poziomie 70 mld zł, już ponad połowę wyższe, niż w 2020 roku – a to już nie tylko z uwagi na wzrost konsumpcji, ale już szalejące ceny.

W I połowie 2022 roku przychody PGNIG wyniosły… 78 mld, a więc więcej niż za cały 2021 rok. Należy się spodziewać, że w II połowie będzie podobnie, a zatem w całym roku 2022 przychody PGNIG przekroczą 150 mld zł.

Zakładając, że ok 20-30 mld zł to kwota nie związana z importem gazu, oznacza to, że nawet 130 miliardów złotych tylko w samym 2022 roku będzie wytransferowane za granicę na zakup gazu, czy to z Rosji za pośrednictwem europejskiej giełdy, czy to z USA czy Kataru za pośrednictwem gazoportu. Na te pieniądze będą musieli zapracować Polacy, a trafią one do obywateli innych krajów, z których importujemy gaz.

Dla porównania, pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy, o który tak żebra i płaszczy się polski rząd w UE, to ok 130 miliardów złotych, które miałoby być wypłacane przez 7 lat.

Jeśli ceny gazu nie spadną i Polska będzie musiała co roku wydawać ponad 130 miliardów złotych na zakup gazu by utrzymać gospodarkę, to przewyższy to słynne 770 miliardów złotych, które mamy w ogole dostać z UE w latach 2021-2027.

https://www.gov.pl/web/premier/ponad-770-miliardow-zlotych-dla-polski

Czy to wina Putina, że nasi rządzący od 10 lat realizowali pro-gazową, a więc pro-rosyjską politykę? Czy to nie było do przewidzenia, że Rosja może grać szantażem energetycznym? Czy to mądre stawiać na energetykę gazową, wygaszać kopalnie, rezygnować z elektrowni węglowych, kiedy Chiny w 5 dni zużywają więcej węgla niż Polska przez cały rok? Dlaczego tak słabo idzie nam rozwój technologii odnawialnych energii, perowskitów? Dlaczego wraz z fotowoltaiką nie inwestuje w naturalne magazyny energii jak elektrownie szczytowo pompowe? Masę fantastycznych pomysłów na rozwój energetyki, pokazywanych przez majsterkowiczów na Youtubie, się w Polsce marnuje, a dotacje idą na prostackie instalacje fotowoltaiczne, co do których nie jest dostosowana infrastruktura.

Dlaczego Putinflacji nie ma w Szwajcarii?

Szwajcaria nie opiera swojej gospodarki na gazie. 60% energii elektrycznej dostarczają elektrownie wodne, jest ich ponad 600, największa ma 285 m wysokości (Grande-Dixence dam, kanton of Valais ) i jest trzecią największą zaporą wodną świata, ok 30% małe elektrownie atomowe.

Szwajcaria pokazuje, że ich gospodarka i system finansowy jest odporny na kryzysy i wojny. Nie tolerują jednak cwaniaków i ignorantów u władzy.

Zauważmy, że Szwajcaraia w zasadzie nie ma żadnych swoich złóż, na których mogłaby oprzeć gospodarkę. Korzystają natomiast z ich bogactwa naturalnego, jakim są elektrownie wodne co pozwala im się w dużym stopniu uniezależnić energetycznie.

Podsumowując, wysoka inflacja to wynik nieodpowiedzialnej polityki polskich władz, nie tylko karytkatury bankiera jakim jest Adam Glapiński, ale też kolejnych rządów w Polsce po roku 2010, które ulegały zewnętrznym naciskom na walkę z węglem i uzależnianie gospodarki od gazu w imię idiotycznych dogmatów o zabójczym smogu i ratowaniu klimatu.

Polska, zamiast korzystać z bogactwa złóż naturalnych jakie mamy, które moglibyśmy nie tylko zużywać do energetyki, ale i na eksport, nie tylko nie dba o rozwój alternatywnych źródeł energii, ale jeszcze kompletnie uzależniła się od zagranicznych dostaw gazu, który dodajmy, jest paliwem kopalnym tak samo jak węgiel. Nie jest to zatem ani polityka ekologiczna, ani ekonomiczna. Jest to polityka idiotyczna.

Inflacji nie da się ze Szwajcarii oczywiście importować, ale możemy importować standardy i zasady, które tam obowiązują, co być może w przyszłości uchroni nas przed kolejnymi kryzysami i drenowaniem kapitału Polaków do zagranicy. Podstawowa zasada to elementarna przyzwoitość, której symbolem braku jest Adam Glapiński. Nieważna konstytucja, nieważne błędy, nieważne gafy.

Problem inflacji zostanie w Polsce na dłużej i pewnie społeczeństwo powoli się przyzwyczai, gorzej z tym, że na skutej błędnej wieloletniej polityki energetycznej polska gospodarka przy wysokich cenach gazu będzie hamować, a to jest zjawisko, którego zwłaszcza młode pokolenie jeszcze nigdy na poważnie nie doświadczyło.

Jakie jest rozwiązanie z obecnej sytuacji? Niestety może być bardzo trudno teraz z tego wybrnąć. Obecna klasa polityczna prędzej coś zepsuje, niż naprawi, dobitnie pokazała to pandemia, jak w rezultacie działań które miały ograniczyć zgony, liczba zgonów wzrosła drastycznie. Walki z inflacją na poważnie nie będzie, zwłaszcza, że szykują się wybory i pasuje rozdawać, a nie zabierać. No chyba, że wymyśli się coś, żeby wyborów nie było, na przykład jakiś stan wyjątkowy, albo stan wojenny, oczywiści z powodu Putina.

Polskiej klasie politycznej od wielu lat brakuje przede wszystkim elementarnej przyzwoitości, a społeczeństwo jest masowo ogłupiane propagandą, tak jak w filmie idiokracja.

Dlaczego Kraków może dużo w Wieliczce?

https://metropoliakrakowska.pl/sektory/o-stowarzyszeniu/czlonkowie

Temat jest również omówiony na filmiku na kanale youtube Otwarta Wieliczka (7 minut)

Władze Krakowa wyrysowały bez uzgodnień z Wieliczką nowy, „społeczny” wariant przebiegu trasy S7. W środę 9 listopada br. ma być głosowana przez Radę Miasta Krakowa rezolucja, wzywająca do ustanowienia całkowitego zakazu palenia drewnem i węglem w Wieliczce i innych gminach ościennych od 2026 roku. Ponadto, cały Kraków ma być od 1 lipca 2024 objęty strefę ograniczającą wjazd starszych aut spalinowych, co również uderzy w mieszkańców Wieliczki, którzy starszymi autami nie dojadą do szpitala czy nawet punktu przesiadkowego Park and Ride. Dlaczego burmistrz i radni milczą, kiedy Kraków gra przeciwko Wieliczce?

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Prezydent Krakowa prof. Jacek Majchrowski jest prezesem Stowarzyszenia Metropolia Krakowska, w którego skład wchodzą burmistrzowie  i wójtowie gmin ościennych Krakowa. Dostają oni z tego tytuły wynagrodzenie i przykładowo Artur Kozioł co roku dostaje za to 33 tys. zł, co jest widoczne w jego oświadczeniach majątkowych (poniżej za rok 2021).

https://bip.malopolska.pl/umigwieliczka,a,1601641,artur-koziol-burmistrz-miasta-i-gminy-wieliczka.html

Jest do de facto taka forma korupcji politycznej, dozwolonej w Polsce. Często jest tak, ze radni lub burmistrzowie z jednej gminy są zatrudnieni w spółkach komunalnych innej gminy albo spółkach skarbu państwa i wykonują polecania politycznych przełożonych.  Sam burmistrz Artur Kozioł działa w podobny sposób, wielu radnych Rady Miejskiej w Wieliczce pracuje w jednostkach związanych z urzędem gminy, czyli podlegającymi burmistrzowi. Stąd w głosowaniach zwykle głosują tak, jak burmistrz każe, bo inaczej mógłby ich zwolnić z pracy.

Zatem pobieranie wynagrodzenia za członkostwo burmistrza Artura Kozioła w metropolii wiąże się z pewną uległością i posłuszeństwem wobec szefa metropolii. Oprócz korzyści finansowych, są również korzyści niefinansowe, jak prestiż, przychylność krakowskich mediów itp. Oczywiście tak długo, jak burmistrz nie przeszkadza zbytnio Prezydentowi Krakowa. Zdarza się, że burmistrz pod wpływem Krakowa nie tylko milczy w ważnych sprawach, ale również podpisuje się pod kwestiami, które są w sprzeczności z interesami mieszkańców Wieliczki.

Dobitnym Przykładem jest stanowisko Metropolii Krakowskiej z kwietnia 2022 w kwestii przesunięcia terminu na wymianę pieców w Małopolsce (zmiany tzw. uchwały antysmogowej dla Małopolski), o co mocno zabiegali mieszkańcy Wieliczki, a  czemu kategorycznie sprzeciwiał się Kraków.  Metropolia Krakowska wydała oświadczenia, w którym domaga się utrzymania terminów, co wiązałoby się z karaniem mandatami tysięcy mieszkańców Wieliczki od stycznia 2023 w trudnym czasie kryzysu energetycznego. Pod oświadczeniem podpisał się Artur Kozioł.

Podobne oświadczenie w tej sprawie zostało wydane przez Metropolię Krakowską w sierpniu 2022 i również pod nim podpisał się Artur Kozioł. Co ciekawe, nie wszyscy włodarze gmin ościennych byli tak ulegli, swoje poparcie wycofała wójt gminy Czernichów Danuta Filipowicz, która najwyraźniej stanęła po stronie interesu swoich mieszkańców. W nowym oświadczeniu z sierpnia 2022 już jej nie ma.

https://metropoliakrakowska.pl/2022/08/gminy-metropolii-krakowskiej-za-utrzymaniem-dotychczasowych-zapisow-uchwaly-antysmogowej

Warto mieć to na uwadze przy następnych wyborach. Głosując na osobę, która zatrudniona jest w urzędzie lub spółce komunalnej lub promowana w kampanii przez określone środowiska trzeba liczyć się z tym, że będzie reprezentować interesy sponsorów i mocodawców, a nie wyborców.