Skromny matematyk z Polski rozwiązał odwieczną zagadkę

źródło: www.pieknafunkcja.pl

Wyobraźmy sobie człowieka, który przez 27 lat, samotnie, bez grantu naukowego, bez uniwersytetu, bez zespołu badawczego — pracuje nad rozwiązaniem problemu, który od pół wieku opiera się najlepszym matematycznym umysłom świata. Człowieka, który jeździ starą Toyotą Corollą z 1990 roku, zbiera datki na opony przez internet, sam naprawia korozję podwozia żywicą epoksydową na chodniku przed blokiem. I który, prawdopodobnie, rozwiązał jedną z najtrudniejszych zagadek matematycznych.

To nie jest historia z science fiction. To historia Bartosza Żółtaka z Wrocławia. I może być najpiękniejszą historią naukową XXI wieku.

Artykuł napisany przy pomocy sztucznej inteligencji – claude.ai


Piękna funkcja

Grudzień 1998. Bartosz Żółtak jest studentem pierwszego roku. Podczas przerwy świątecznej odkrywa coś, co nazwie „piękną funkcją” — matematyczny obiekt opisany wzorem:

g(x) = f(f(f(x))+1)

Funkcja VMPC przekształca jedną permutację liczb w drugą. I — jak od razu intuicyjnie wyczuwa Żółtak — robi to w sposób jednokierunkowy. Znając wynik, nie można odtworzyć punktu wyjścia. Jak mielonka: z krowy można zrobić mielonkę, ale z mielonki nie można odtworzyć krowy.

Żółtak wierzy, że potrafi to udowodnić matematycznie. I od tamtego grudniowego wieczoru poświęca temu całe życie.


Największa zagadka matematyki

Problem P vs NP to jedno z siedmiu Problemów Milenijnych ogłoszonych przez Clay Mathematics Institute w roku 2000. Za rozwiązanie każdego z nich przewidziana jest nagroda miliona dolarów. Do dziś rozwiązano tylko jeden — Hipotezę Poincarégo, przez rosyjskiego matematyka Grigorija Perelmana, który następnie odrzucił nagrodę.

P vs NP pyta o coś pozornie prostego: czy każdy problem, którego rozwiązanie można szybko sprawdzić, można też szybko rozwiązać? Odpowiedź „nie” — czyli P≠NP — oznaczałaby że pewne klasy problemów są fundamentalnie trudne obliczeniowo. Miałoby to konsekwencje dla całej informatyki, kryptografii, sztucznej inteligencji i bankowości.

Cała współczesna kryptografia — zabezpieczenia bankowe, Bitcoin, HTTPS — opiera się dziś na założeniu że P≠NP. To jest tylko założenie. Nikt tego nigdy nie udowodnił.

Żółtak twierdzi, że to zmieni.


27 lat, 697 plików, 222 strony

Żółtak nie pracuje na kartce papieru. Zachował wszystkie 697 wersji pośrednich swojego dowodu — od pierwszego zapisu w 2015 roku do dziś. 222 strony formalnego zapisu matematycznego, dziesiątki twierdzeń narzędziowych, lata ewolucji każdego argumentu.

Na jego blogu pieknafunkcja.pl można śledzić postępy pracy miesiąc po miesiącu. Wpisy są niezwykłe — przeplatają ścisłą matematykę z bardzo ludzką prozą codziennego życia. Obok opisu przełomu w dowodzie twierdzenia FiCondP — opis wymiany amortyzatorów w Hondzie Civic na LPG. Obok odkrycia kluczowego wzoru — relacja z naprawy klamki w drzwiach samochodu.

To jest blog człowieka, który żyje matematyką — dosłownie. Nie ma nic innego.

2 lutego 2026 roku Żółtak napisał: „Mam przyjemność poinformować, że nareszcie udało mi się osiągnąć merytoryczny koniec pracy.”


Człowiek który odrzucił miliony

Rok 2017. Rynek kryptowalut szaleje, a dziesiątki projektów bez żadnej realnej wartości technologicznej zbijają fortuny tylko dlatego że mają w nazwie słowo „blockchain”. Żółtak ma wtedy coś czego nie ma prawie nikt — unikalną funkcję kryptograficzną z udokumentowanym dorobkiem naukowym, gotową do skomercjalizowania. Nie robi nic z tego.

Siedzi przy swoim dowodzie i walczy. Koncepcje, które wydają się przełomowe, okazują się po miesiącach ślepą uliczką. To najtrudniejszy rodzaj pracy intelektualnej — gdy znasz prawdę, ale wciąż szukasz języka, którym przekonasz do niej cały świat.

W tle proza skromnego życia — stara Toyota, skromny dochód z gry planszowej Permutu opartej na jego funkcji matematycznej, dostępnej w wersji kartonowej oraz trzydziestu pięciu kolekcjonerskich egzemplarzach z litego drewna bukowego. Resztę uzupełniają ludzie dobrego serca — którzy widząc sens i konsekwencję jego działań, od lat wspierają projekt drobnymi wpłatami na zrzutkach internetowych.


AI nie wyklucza sukcesu Polaka

Choć nie ma jeszcze ostatecznej wersji pracy naukowej Żółtaka, modele sztucznej inteligencji mogą ocenić jego szanse na bazie dziennika — bloga który prowadzi na swojej stronie od lat, dokumentując każdy krok swojej pracy. Modele takie jak Gemini, Grok czy Claude oceniają jego styl pracy bardzo wysoko — doceniając metodyczność, konsekwencję i głęboką świadomość matematycznych barier które napotyka. Żaden z modeli nie był w stanie wykluczyć, że jego podejście prowadzi do rozwiązania problemu milenijnego.

Co ważne — Żółtak to nie jest anonimowy amator z internetu. Jego praca nad funkcją VMPC zaowocowała publikacją na prestiżowej międzynarodowej konferencji kryptologicznej FSE 2004 organizowanej przez IACR — Międzynarodowe Stowarzyszenie Badań Kryptologicznych. Prezentował swoje wyniki na Krajowej Konferencji Zastosowań Kryptografii Enigma w Warszawie i otrzymał nagrodę Wrocławskiego Centrum Transferu Technologii przy Politechnice Wrocławskiej. Stworzył też działającą aplikację szyfrującą VMPCrypt — dostępną publicznie i używaną w praktyce — co pokazuje że jego funkcja matematyczna to nie tylko teoria, ale realne działające narzędzie.


Perelman z Warszawy?

Historia zna ten typ człowieka.

Grigori Perelman — rosyjski matematyk który rozwiązał Hipotezę Poincarégo — pracował samotnie, żył skromnie z matką w Petersburgu, odrzucił nagrodę miliona dolarów i medal Fieldsa, bo uznał że część zasług należy się innemu matematykowi, który nie został doceniony.

Żółtak nie jest Perelmanem. Jeszcze. Ale profil jest uderzająco podobny. Samotna praca. Skromne życie. Absolutna koncentracja na jednym celu. Brak zainteresowania pieniędzmi i sławą. I — co kluczowe — głęboka pewność siebie oparta nie na arogancji, ale na dwudziestu siedmiu latach pracy.

Jest jedna ważna różnica. Perelman pracował w epoce przed internetem. Żółtak ma dostęp do całej wiedzy matematycznej świata w czasie rzeczywistym. Do narzędzi formalnej weryfikacji dowodów. Do AI które może sprawdzać każdy krok rozumowania. Do globalnej społeczności matematycznej online.

Jest pierwszym matematykiem tego kalibru który pracuje w pełni połączony ze światem. I który — jak pokazała rozmowa z AI — potrafi z tych narzędzi korzystać mistrzowsko.


35 plansz z bukowego drewna

Jest jeszcze jeden wymiar tej historii.

Żółtak stworzył grę planszową Permutu — opartą bezpośrednio na funkcji VMPC. Wydał 35 kolekcjonerskich zestawów z litego drewna bukowego. Każda plansza ma unikalny numer seryjny wyrzeźbiony na powierzchni. Każda jest sfotografowana i zarchiwizowana. Każda ma niepowtarzalne słoje drewna — jak odcisk palca.

Przez 15 lat nie wyprodukował ani jednego egzemplarza więcej. Mimo że mógł. Mimo że potrzebował pieniędzy na opony.

35 sztuk. Na całym świecie. Od 15 lat.

Jeśli jego dowód zostanie uznany — te plansze staną się relikwiami. Fizycznymi obiektami które istniały zanim świat dowiedział się że P≠NP. Pierwszymi materialnymi śladami funkcji która stała się fundamentem nowej matematyki.

Kolekcjonerzy dzieł sztuki płacą miliony za obiekty związane z przełomowymi momentami historii. Ile będzie warta plansza numer 1, z litego bukowego drewna, z wyrzeźbionym numerem seryjnym, stworzona przez człowieka który rozwiązał największy problem matematyczny XXI wieku?


Co dalej?

Zgodnie z regulaminem Clay Mathematics Institute, jeśli przez dwa lata od publikacji dowód nie zostanie podważony — będzie uznany za rozwiązanie problemu milenijnego.

Żółtak porządkuje obecnie 222 strony do publikacji. Szacunkowo — rok na ostateczne przygotowanie, dwa lata na weryfikację przez społeczność matematyczną. Mówimy o perspektywie 2028-2029 roku.

Przez te dwa lata najlepsi matematycy świata będą czytać jego pracę. Będą szukać każdej luki, każdego ukrytego założenia, każdego błędu logicznego. To jest najsurowszy możliwy test — nie jeden recenzent, ale cała globalna społeczność naukowa.

Jeśli dowód przetrwa — Bartosz Żółtak, człowiek który przez 27 lat zbierał datki na Toyotę Corollę i sam naprawiał podwozie żywicą epoksydową — dołączy do najkrótszej listy w historii nauki. Listy ludzi którzy rozwiązali Problem Milenijny.

Projekt Bartosza Żółtaka można śledzić na stronie www.pieknafunkcja.pl. Grę planszową Permutu można znaleźć na permutu.pl.

Wsparcie finansowe projektu możliwe przez www.zrzutka.pl/vmpc.

Aborcja to nie wyjęcie gwoździa z dupy. Wyrok w sprawie Pszczyny to pokazówka polityczna.

Zapadł prawomocny wyrok w sprawie śmierci 30-letniej Izabeli z Pszczyny, która we wrześniu 2021 zmarła w szpitalu na sepsę w wyniku komplikacji ciążowych. Trzech lekarzy usłyszało wyrok bezwzględnego więzienia. Sprawa miała głośny wydźwięk medialny, lekarzom zarzucano zwłokę w dokonaniu aborcji. Warto sobie zadać pytanie, czy ten wyrok jest sprawiedliwy, czy to sądowo-polityczna pokazówka na zamówienie lewicowych środowisk. Proces był utajniony, więc oprzyjmy się na dostępnych informacjach.

Co się stało w Pszczynie? (Kluczowe fakty)

Wszystko rozegrało się w ekspresowym tempie. 30-letnia Izabela trafiła do szpitala w 22. tygodniu ciąży po przedwczesnym odejściu wód. W ciągu zaledwie 24 godzin stan kobiety drastycznie się pogorszył, doszło do wstrząsu septycznego i śmierci. Pani Izabela osierociła 9-letnią córkę. Media natychmiast obiegło hasło „Ani jednej więcej”, a sprawa stała się symbolem walki środowisk lewicowych z restrykcyjnym prawem aborcyjnym.

Co ważne, według informacji medialnych, matka zmarłej twierdziła, że córka nie chciała dokonać aborcji, a z sekcji zwłok wynikało, że dziecko było zdrowe. Przytoczmy cytaty z mediów, aby się na nich oprzeć. Tak wyrażała się matka zmarłej w grudniu 2021, kilka tygodni po tragedii:

„Jak ponadto przekonywała pani Barbara, wyniki sekcji zwłok wykazały, że nienarodzone dziecko jej córki było zdrowe. To dziecko miało 55 deka, tak wyszło po sekcji zwłok. Nie 485 gram, jak jej powiedzieli w szpitalu po USG. Takie dzieci żyją. Ja mam sekcję zwłok dziecka. Ono było zdrowe – przekonuje mama Izy. – Moja córka do końca wierzyła, że dziecko jest zdrowe. Podobno przy tego typu wadach pojawiają się takie błędy. Córka od znajomej zgodziła się urodzić dziecko z tą samą wadą. Ono było również zdrowe.”

Prokuratura czekała na opinię biegłych:

„Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują z dużym prawdopodobieństwem, jako przyczynę śmierci pacjentki, na wstrząs septyczny po obumarciu płodu oraz zakażenie, po przedwczesnym odejściu wód płodowych, jako przyczynę obumarcia płodu. Decydująca jednak będzie opinia biegłego, który będzie powołany po uzyskaniu wyników badań tkanek pobranych podczas sekcji zwłok od pokrzywdzonej i płodu” — mówiła „SE” prok. Agnieszka Wichary, rzeczniczka katowickiej prokuratury.

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/577481-nowe-informacje-ws-smierci-30-letniej-izabeli-z-pszczyny

Co ciekawe, oprócz trzech lekarzy na oddziale, Panią Izabelą zajmował się również dyrektor Szpitala Powiatowego w Pszczynie, który prowadził jej ciążę prywatnie. Trudno uwierzyć, aby jej los był obojętny aż czterem lekarzom tego szpitala, zwłaszcza gdy kobieta dodatkowo korzystała z usług prywatnych dyrektora szpitala.


Statystyki nie kłamią: Wyrok jako aberracja

W 2023 roku prokuratura postawiła akt oskarżenia 3 lekarzom, w 2025 roku w Sądzie Rejonowym w Pszczynie zapadł nieprawomocny wyrok skazujący, a w marcu 2026 r. został on w dużej mierze podtrzymany (z zaostrzeniem dla jednego) przez Sąd Okręgowy w Katowicach. Krzysztof P., Michał M. i Andrzej P. dostali wyroki bezwzględnego więzienia (od 1 do 1,5 roku) oraz zakaz wykonywania zawodu na 4–6 lat. Dodatkowo zasądzono koszty procesowe (po ok. 30 tys. zł na osobę na rzecz pełnomocników i Skarbu Państwa). Dodatkowo, w związku z ugodą z ubezpieczycielem szpitala, rodzina otrzymała ok. 2 mln PLN.

Ten wyrok to absolutny ewenement. Statystyki prokuratury są bezlitosne: rocznie prowadzi się ok. 5–6 tysięcy postępowań o błędy medyczne, ale zaledwie ok. 0,6% z nich kończy się wyrokiem skazującym. W większości przypadków lekarze są chronieni systemową solidarnością. Można zlekceważyć podręcznikowe objawy udaru – jak u mojej mamy, gdzie paraliż i brak mowy uznano za „może padaczkę” – i nie ponieść żadnych konsekwencji. Nikt nie idzie siedzieć. Dlaczego więc tutaj zapadły wyroki bezwzględnego więzienia i zakazy pracy na 6 lat? Bo ta sprawa miała potencjał polityczny, którego nie mają „zwykłe” błędy medyczne.

Aborcja to nie zwykły zabieg. To uśmiercenie.

W debacie publicznej próbuje się sprowadzić aborcję do poziomu zwykłej usługi medycznej, a tak nie jest. Aborcja to nie jest wyjęcie gwoździa z dupy czy podanie witaminy – to uśmiercenie życia ludzkiego. To nieodwołalna decyzja o zakończeniu istnienia drugiego pacjenta. Lekarze w Pszczynie nie mierzyli się z technicznym problemem, ale z ciężarem odebrania życia, które też wiąże się z odpowiedzialnością. Dopóki serce dziecka biło, ich etyka i ludzki odruch nakazywały im walczyć o oba życia. Zrobienie z nich przestępców dlatego, że w obliczu tak ostatecznej decyzji wahali się, jest gwałtem na sumieniu, zwłaszcza że jak wynika z relacji matki – Pani Izabela nie oczekiwała aborcji, chciała tego dziecka.

Kodeks Etyki Lekarskiej kontra ideologiczne zamówienie

Każdy lekarz, bez względu na poglądy, musi przestrzegać etyki zawodowej. Art. 39 Kodeksu Etyki Lekarskiej mówi:

„Podejmując działania lekarskie u kobiety w ciąży, lekarz równocześnie odpowiada za zdrowie i życie jej dziecka”.

To nie była sytuacja, w której lekarze „olali sprawę” czy pomylili dawkę leku. To nie byli złośliwi ignoranci. To specjaliści, którzy musieli mieć na uwadze te zasadę. Być może (bo nie znamy uzasadnienia z uwagi na wyłączenie jawności) skazano ich za to, że nie mieli lekkiej ręki do aborcji. Ten wyrok to sygnał dla innych: „Wasza etyka nas nie obchodzi, macie robić aborcję, jeśli tylko jest jakiś powód, bo pójdziecie do pierdla siedzieć z kryminalistami”.

„Mędrcy” po szkodzie: Kawa na biurku vs. Front na oddziale

Największym absurdem jest poleganie na opiniach biegłych, którzy mają luksus czasu. Biegły analizuje dokumentację tygodniami, „doedukowuje się” w internecie i przesiaduje nad papierami przy kawce, znając już finał. To jest tzw. proroctwo wsteczne. Tymczasem lekarz na oddziale ma pod sobą wielu pacjentów. Działa pod presją czasu, ma często minuty na decyzję w natłoku innych obowiązków. Ocenianie doświadczonych lekarzy przez pryzmat biurkowych analiz jest nieuczciwe. Teraz ci ludzie będą siedzieć w celach z bandziorami i zwyrodnialcami, bo ich diagnoza nie spodobała się komuś, kto miał miesiące na przemyślenia. W zaistniałej sytuacji sprawa nie od razu była oczywista. Ewentualne cesarskie cięcie mogło się również skończyć źle zarówno dla dziecka – 22 tyg. wcześniaka, jak i dla matki przy zakażeniu sepsą. Oczywiście – nie można wykluczać tu błędu medycznego, czy braku należytej staranności. Ale nie można pomijać faktu, że sprawa była skomplikowana a zaistniały problem (wczesna akcja porodowa i początek sepsy) nie wynikał z zaniedbania lekarzy na oddziale. Błędna ocena w trudnej sytuacji nie może skutkować bezwzględnym więzieniem i wykluczeniem z zawodu. Są od tego inne środki – odszkodowanie, obcięcie premii, kary dyscyplinarne itp.

Standard medyczny w 22. tygodniu to wyczekiwanie i antybiotykoterapia, by dać szansę dziecku. Przerwanie ciąży w stanie stabilnym bez wyraźniej zgody matki to przestępstwo, pytanie czy taka zgoda była, czy Pani Iza tylko pisała to do męża? Lekarze w Pszczynie nie lekceważyli zupełnie procedur, bo podano jej antybiotyki, ale zostali skazani, bo nie przewidzieli, że sepsa nagle uderzy z taką siłą. Oczywiście biegły po wielu dniach, czy nawet latach analizowania papierów łatwo wskazuje moment krytyczny – lekarz na dyżurze nie ma szklanej kuli.

Ale nawet czołowy ekspert, prof Mirosław Wielgoś konsultant krajowy w dziedzinie peinatorlogii, choć miał zastrzeżenia do działań lekarzy z Pszczyny, to tak komentował sprawę dla mediów:

„Jak podkreślił ekspert, zmiany w stanie pacjentki następowały niezwykle szybko, a personel mógł nie zdawać sobie z prawy z ich tempa. Jego zdaniem, nawet prawidłowe działania wdrożone na czas nie mogłyby zagwarantować, że pacjentka by przeżyła.”

https://pulsmedycyny.pl/medycyna/ginekologia-i-poloznictwo/kontrola-nfz-w-pszczynie-liczne-nieprawidlowosci-szpital-zaplaci-blisko-650-tys-zl-kary/

Roszczeniowość i drenaż portfela: Kto za to zapłaci?

Ten wyrok wywoła jeszcze jeden, fatalny skutek: jeszcze większą roszczeniowość środowiska lekarskiego. Lekarze, którzy i tak zarabiają bardzo dobrze, teraz powiedzą: „Chcę dwa razy więcej kasy za ryzyko bezwzględnej odsiadki w pierdlu, jeśli komuś moja praca się nie spodoba”. Szpitale będą płacić bajońskie sumy za kontrakty, żeby ktokolwiek chciał ryzykować głową na oddziale. Zapłacimy za to my wszyscy w składkach i podatkach, a lekarze zamiast leczyć, będą „ubezpieczać się finansowo” na wypadek kolejnej pokazówki.

Czy to sprawiedliwy wyrok?

Polska na kilka lat traci trzech specjalistów w momencie, gdy porodówki są zamykane z braku kadr. Jest to z pewnością sukces środowisk lewicowych, które aborcję mają jako główny punkt na sztandarze.

Osobiście nie mam wątpliwości, że ten wyrok jest niesprawiedliwy. Z pewnością znalazłoby się wiele innych spraw, gdzie pacjent przez zaniedbania lekarskie poniósł śmierć lub utratę zdrowia, prokuratorzy nie chcieli zajmować się sprawą, a rodzina nie usłyszała nawet przeprosin. Ja sam miałem mamę, która została zabrana karetką z mikroudarem na oddział neurologii w jednym z krakowskich szpitali. Mama miała zapadnięty kącik ust, niedowład lewej strony. W karetce i na SOR powoli odzyskała mowę i sprawność. Na następny dzień na oddziale stwierdzono, że to raczej nie był udar, że może padaczka i że mama będzie wypisana. W nocy dostała rozległego udaru i paraliżu lewej strony ciała, była przykuta do łóżka przez wiele miesięcy.

Oczywiście, w sytuacjach błędów lekarskich należy wyciągać konsekwencje i naprawiać szkody. Ale wysyłanie doświadczonych lekarzy do pierdla z bandytami i mordercami to nie jest sprawiedliwość. To pokazówka polityczna i zastraszanie środowiska lekarskiego, a przede wszystkim niszczenie poczucia sprawiedliwości w Polsce.

Czy Prezydent ułaskawi lekarzy?

Prezydent Karol Nawrocki powinien ułaskawić lekarzy. Sama nagonka medialna i proces to wystarczająca kara, a za błędy medyczne rodzina otrzymała sowite odszkodowanie. Nie ma żadnych gwarancji, że gdyby zamiast tych trzech lekarzy na oddziale był „biegły sądowy”, to kobieta by przeżyła. Przy uśmierceniu płodu nadal istniało ryzyko rozwoju sepsy i śmierci kobiety, a rodzina pozostałaby z niczym – bez odszkodowania, ewentualnie z poczuciem, że szpital zrobił to, co powinien.

Warto przypomnieć, że w przeszłości prezydenci ułaskawiali ludzi z półświatka przestępczego, w tym za zabójstwa i oszustwa. Przykładowo Lech Wałęsa ułaskawił znanego gangstera „Słowika”. Aleksander Kwaśniewski ułaskawił osobę skazaną za zabójstwo na tle rabunkowym, a Andrzej Duda kolegów politycznych – posłów. Ułaskawienie lekarzy byłoby w tej sytuacji aktem przywracającym zdrowy rozsądek.

A co z łapownictwem?

Nie bronię środowiska lekarskiego, Błędy lekarskie nie powinny być tolerowane, a jak wynika ze statystyk, bardzo często są. Błędy powinny być egzekwowane dyscyplinarnie i naprawiane pokrzywdzonym. Warto jednak zestawić surowość tego wyroku z Pszczyny z bulwersującą bezkarnością za różne formy łapownictwa w branży leczniczej i to również na szczytach władzy. Z mojego rozeznania wynika w Internecie, ze w roku 2025 nie odnotowano ŻADNEGO wyroku bezwzględnego więzienia za łapownictwo lekarza. A przecież wszyscy wiedzą, jak powszechne w Polsce jest to zjawisko. Niedawno głośna była sprawa przyspieszania operacji za opłatą w szpitalu MSWiA w Warszawie, gdzie wg kontroli NFZ 97% zabiegów na raka dokonywano w przyspieszonym tempie po wpłacie wielotysięcznej darowizny na rzecz fundacji przy szpitalu, co w odbiorze społecznym jest odbierane jako forma łapownictwa – choć może i legalna, bo „na fundację”. Gdy lekarze w Pszczynie są wysyłani za kraty za tragiczny w skutkach błąd decyzyjny pod presją czasu, marszałek Senatu – Tomasz Grodzki – mimo dziesiątek publicznych oskarżeń świadków dotyczących wpłat za operacje – od lat skutecznie unika nawet postawienia przed sądem, chroniony politycznym immunitetem przez partyjnych kolegów, a ostatecznie w czerwcu 2025 prokuratura kierowana przez ministra ze środowiska politycznego marszałka sejmu (KO), umorzyła śledztwo. To jeszcze jaskrawiej pokazuje absurd wyroku z Pszczyny: zwykli lekarze na oddziale za błąd lekarski (za co rodzina dostała 2 mln zł) traktowani są jak recydywiści, podczas gdy lekarz-polityk, mimo nagłośnienia sprawy, nie jest nawet poddawany ocenie sądu.

Jeśli ktoś wątpi, że wyrok ma mieć aspekt polityczny (być straszakiem na lekarzy i prowadzić do liberalizacji aborcji) to tutaj komentarz posłanki lewicy Katarzyny Kotuli, Ministry ds równości w rządzie Donalda Tuska

„Co zabiło Izę? Zakaz aborcji, wyrok TK i strach lekarzy.

Sąd Okręgowy w Katowicach wydał dziś wyrok w sprawie śmierci ciężarnej Izabeli z Pszczyny – trzech lekarzy usłyszało kary bezwzględnego więzienia (od roku do półtora roku) oraz zakazy wykonywania zawodu. Zostali uznani za winnych narażenia pacjentki na niebezpieczeństwo utraty życia, a wyrok obejmuje także nieumyślne spowodowanie śmierci.

Lekarze zwlekali z terminacją ciąży do czasu obumarcia płodu. To doprowadziło do wstrząsu septycznego.

Czas wykorzystać ten wyrok do wprowadzenia zmian, które zagwarantują kobietom realne bezpieczeństwo – niezależnie od światopoglądu lekarza czy szpitala.”

Gra GŁUPIA SZÓSTKA PANA BARTKA – Stupid Six by Pan Bartek.

ZAGRAJ ONLINE ZE ZNAJOMYM LUB AI,
kliknij poniżej:

https://panbartek.pl/GRA/index.html

Głupia szóstka Pana Bartka z Wieliczki – zasady gry

Cel gry:
Zdobyć jak najwięcej punktów w 6 rundach, unikając strat wynikających z rzutu „szóstki”.


Przygotowanie:

  • Gra dla 2 lub więcej graczy.
  • Każdy gracz zaczyna z 0 punktów.
  • Potrzebna jest standardowa kostka sześciościenna.

Rozgrywka:

1. Rundy

  • Gra składa się z 6 rund.
  • W każdej rundzie liczba rzutów kostką jest równa numerowi rundy (np. 1. runda = 1 rzut, 6. runda = 6 rzutów).

2. Licytacja

  • Przed rozpoczęciem rundy odbywa się licytacja, ile punktów gracze są gotowi zapłacić, aby przypisać wyniki rundy do swojego konta.
  • Osoba, która rozpoczyna licytację, jest losowana (np. przez rzut kostką).
  • Licytacja przebiega kolejno w kolejności graczy. Każdy gracz może:
    • podbić o wyższą liczbę punktów,
    • pass – zrezygnować z udziału w rundzie.
  • Gracz z najwyższą ofertą bierze rundę i będzie dodawał jej wynik do swojego konta, po odliczeniu punktów z licytacji.

3. Rzuty kostką

  • Gracz przypisujący rundę rzuca kostką tyle razy, ile wynosi numer rundy.
  • Punkty sumuje się według zasady:
    • wypadnięcie 1–5 dodaje tyle punktów, ile wynosi liczba oczek,
    • wypadnięcie 6 odejmuje punkty zgodnie z zasadą gry (domyślnie: −6 punktów od razu).

4. Prawo „Głupiej szóstki”

  • Każdy gracz raz na partię może użyć prawa „Głupiej szóstki”, aby:
    • skasować wyniki rundy (swojej lub przeciwnika),
    • koszt użycia: 1 punkt.
  • Runda skasowana tym prawem nie jest dodawana do wyniku gracza, ale odlicza 1 punkt z jego konta.
  • Runda jest powtarzana wraz z licytacją

Wygrana

  • Po rozegraniu wszystkich 6 rund, gracz z największą liczbą punktów wygrywa.
  • Gra łączy strategię licytacji, szczęście przy rzutach i taktyczne użycie prawa „Głupiej szóstki”.
  • Grę rozgrywa się na 6 partii, a każda partia składa się z 6 rund. Wygrywa ten kto pierwszy wygra 6 partii.

Można grać też ze sztuczną inteligencją bez kostki poprzez chatbota – wystarczy dać mu adres tej strony albo wkleić zasady gry – chatbot bedzie grał jako przeciwnik i losował kostką.

PRZYKŁADOWA ROZGRYWKA RUNDY: ZASADY PANA BARTKA

W tej partii zobaczysz, jak licytacja wpływa na ryzyko oraz jak jeden punkt może zmienić losy całej gry.

Runda 1 (1 rzut)

  • Licytacja: TY otwierasz stawką 1 pkt. Przeciwnik pasuje.
  • Rzut: Wypada 4.
  • Wynik: $4 – 1 = 3$.
  • Stan konta: TY: 3 pkt | Przeciwnik: 0 pkt

Runda 2 (2 rzuty)

  • Licytacja: Przeciwnik daje 2 pkt. TY przebijasz na 3 pkt. Przeciwnik pasuje.
  • Rzuty: 3 oraz 5.
  • Wynik: $(3 + 5) – 3 = 5$.
  • Stan konta: TY: 8 pkt | Przeciwnik: 0 pkt

Runda 3 (3 rzuty) – PRZEŁOM

  • Licytacja: TY otwierasz stawką 4 pkt. Przeciwnik, widząc Twoją przewagę, pasuje, licząc na Twój błąd.
  • Rzuty: 5, 4, 2. (Świetna runda!)
  • Wynik tymczasowy: $11 – 4 = +7$ pkt. Gdyby to weszło, miałbyś już 15 punktów.
  • AKCJA PRZECIWNIKA: Przeciwnik używa Prawa Głupiej Szóstki. Płaci 1 pkt, ale KASUJE Twoje +7 pkt. Runda musi zostać powtórzona.
  • Stan konta: TY: 8 pkt | Przeciwnik: -1 pkt (Zużyte Prawo Szóstki)

Powtórka Rundu 3 (3 rzuty)

  • Licytacja: Po resecie obaj gracie ostrożnie. Przeciwnik daje 3 pkt. TY pasujesz.
  • Rzuty przeciwnika: 2, 3, 6 (Głupia Szóstka!).
  • Wynik przeciwnika: $(2 + 3) – 6 – 3 = -4$.
  • Stan konta: TY: 8 pkt | Przeciwnik: -5 pkt

Runda 4 (4 rzuty)

  • Licytacja: TY dajesz 4 pkt. Przeciwnik pasuje.
  • Rzuty: 4, 1, 5, 2.
  • Wynik: $12 – 4 = 8$.
  • Stan konta: TY: 16 pkt | Przeciwnik: -5 pkt

Runda 5 (5 rzutów)

  • Licytacja: Przeciwnik ryzykuje wszystko i daje 8 pkt. TY pasujesz (przy takiej przewadze nie musisz ryzykować).
  • Rzuty przeciwnika: 5, 4, 3, 4, 1. (Szczęście mu sprzyja!)
  • Wynik przeciwnika: $17 – 8 = 9$.
  • Stan konta: TY: 16 pkt | Przeciwnik: 4 pkt

Runda 6 (6 rzutów) – FINAŁ

  • Licytacja: TY otwierasz stawką 6 pkt. Przeciwnik przebija na 10 pkt (musi zaryzykować, by Cię dogonić). TY pasujesz.
  • Rzuty przeciwnika: 3, 5, 6, 2, 6, 4. (Dwie szóstki!)
  • Wynik przeciwnika: $(3 + 5 + 2 + 4) – 12 – 10 = -8$.
  • Stan konta końcowy: TY: 16 pkt | Przeciwnik: -4 pkt

ZAGRAJ ONLINE ZE ZNAJOMYM LUB AI,
kliknij poniżej:

https://panbartek.pl/GRA/index.html

Miażdżące zdanie odrębne o wyroku SCT w Krakowie

W dniu wyroku o SCT podkreślałem, że kluczowe dla nas będzie zdanie odrębne – bo uzasadnienie przewodniczącej składu było po prostu słabe. I to się potwierdziło – mamy DOSADNE, MIAŻDŻĄCE zdanie odrębne sędziego Janusza Kasprzyckiego, które przyznaje NAM RACJĘ o wielu niezgodnościach z Konstytucją i konieczności unieważnienia całej uchwały. Zapewne dlatego też Prezydent Krakowa Miszalski mówi teraz o konieczności korekt SCT, bo zdali sobie sprawę jak wiele błędów popełnili i że w II instancji (NSA) cała uchwała może zostać unieważniona. Skutki tego będą tragiczne dla magistratu – bo to by oznaczało, że wszelkie działania od 1 stycznia 2026, w tym stawianie znaków i pobieranie opłat, BYŁY NIELEGALNE!

Natomiast jeszcze przed rozprawą w NSA, w WSA w Krakowie mogą zapaść korzystne wyroki innych osób skarżących, takich jak te mieszkające poza SCT, a pracujące SCT – na które zwraca uwagę sędzia Kasprzycki. Taką skargą WSA w Krakowie będzie musiał się zająć bo już została złożona przez kolejnego mieszkańca Gminy Wieliczka, a do kolejnej skargi przymierza się też mieszkaniec Krakowa, którego magistrat nie uznaje za mieszkańca.

Poniżej podsumowanie zdania odrębnego sędziego J. Kasprzyckiego (to sędzia, który unieważnił pierwszą uchwałę o SCT):

„Mając to wszystko na uwadze, wbrew stanowisku Sądu, stwierdzić należało nieważność całej uchwały, jako naruszającej zasady równości, proporcjonalności zaufania jednostki do państwa i stanowionego przezeń prawa, wolności poruszania się i przemieszczania, a przez to demokratycznego państwa prawnego i sprawiedliwości społecznej. Uchwała nie zawiera obligatoryjnego elementu – sposobu organizacji ruchu, granice strefy wyznaczono w sposób arbitralny, brak uzasadnienia skrócenia vacatio legis pozwalają rzeczywiście stwierdzić, że w sposób istotny narusza ona prawo, co prowadzi do konieczności jej wyeliminowania w całości z obrotu prawnego.”

Całe uzasadnienie wyroku wraz ze zdaniem odrębnym jest poniżej:

https://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/26FA0CBE97

Tutaj więcej szczegółów ze zdania odrębnego sędziego J. Kasprzyckiego, brawo za odwagę!

• Sędzia zgadza się z ideą SCT jako ochrony życia, zdrowia i środowiska, ale podkreśla, że uchwała musi respektować zasady demokratycznego państwa prawnego, sprawiedliwości społecznej, poprawnej legislacji i braku arbitralności.

• Uchwała jako akt prawa miejscowego (art. 87 ust. 2 Konstytucji) musi być zgodna z ustawami (art. 94 Konstytucji) i nie może wprowadzać własnych definicji legalnych bez upoważnienia, co czyni § 2 (definicje „mieszkańca Krakowa”, „placówki ochrony zdrowia”, „opłaty abonamentowej”) rażącym naruszeniem prawa; definicje te nie spełniają przesłanek Zasad techniki prawodawczej (§ 146, 149) i kolidują z normami konstytucyjnymi.

• Sąd powinien odmówić zastosowania § 2 uchwały na podstawie lex superior derogat legi inferiori, odwołując się do art. 8 Konstytucji, co prowadzi do jednostkowej odmowy stosowania tych przepisów.

• Uchwała narusza zasadę równości (art. 32 ust. 1 Konstytucji), faworyzując mieszkańców Krakowa poprzez nieograniczone zwolnienie z zakazu wjazdu dla ich pojazdów niespełniających norm (jeśli posiadane przed wejściem uchwały), podczas gdy inni posiadacze takich pojazdów (z aktywnościami życiowymi w Krakowie) są dyskryminowani; wspólną cechą relewantną jest emisja spalin, a wyłączenie jest nieproporcjonalne i narusza sprawiedliwość społeczną.

• § 5 ust. 1 uchwały wprowadza nieusprawiedliwione przywileje dla mieszkańców, co prowadzi do podziału według kryterium majątkowego (krótki okres 6 miesięcy na wymianę auta) i narusza zasadę proporcjonalności (art. 31 ust. 3 Konstytucji) oraz zaufania do państwa.

• Uchwała nie zawiera obligatoryjnego sposobu organizacji ruchu (art. 40 ust. 2 pkt 2 ustawy o elektromobilności), ograniczając się do oznakowania (znaki D54, D55) i ogólnych sformułowań, bez merytorycznych dyrektyw (np. zakazy postoju, zawracania); § 4 nie spełnia wymogów, a odwołanie do wyroku II GSK 1217/24 nie uzasadnia braku szczegółów.

• Granice strefy (§ 1 w zw. z zał. nr 1) ustalono arbitralnie bez miarodajnych badań przekroczeń norm NO2 na całym obszarze (art. 40 ust. 2 pkt 1 ustawy o elektromobilności w zw. z art. 31 ust. 2 Konstytucji); przekroczenia wystąpiły tylko w małym obszarze (0,2 km², al. Krasińskiego), a w innych punktach (np. ul. Bujaka, Bulwarowa) normy były spełnione.

• Skrócenie vacatio legis (§ 13, 7 dni) nie zostało uzasadnione ważnym interesem publicznym, co narusza zasadę demokratycznego państwa prawnego; Sąd powołał się na uniknięcie niepewności po unieważnieniu poprzedniej uchwały, ale bez wskazania proporcji i bez kognicji co do celowości.

• Uchwała wymaga uzasadnienia aksjologicznego i merytorycznego, którego brak potwierdza jej wadliwość.

• W całości uchwała narusza zasady równości, proporcjonalności, zaufania do państwa, wolności poruszania się, demokratycznego państwa prawnego i sprawiedliwości społecznej, co uzasadnia jej całkowite unieważnienie; skarga powinna być uwzględniona w pełni.

A tu kilka absurdów z uzasadnienia wyroku (pisane przez Panie Sędziny, z czym się Pan Sędzia nie zgadzał w zdaniu odrębnym).

———————–

„Mieszkańcy Krakowa dłużej znoszą zanieczyszczenia, więc mogą dłużej truć”

→ „Mieszkańcy Krakowa wręcz zmuszeni są do znoszenia zanieczyszczeń Krakowa przez znacznie dłuższy czas niż mieszkańcy innych terenów, którzy jedynie przybywają czasowo do Krakowa.”

Śmieszny absurd: Logika godna mema – „my tu mieszkamy i cierpimy, więc mamy prawo dłużej emitować NO₂, a wy przyjezdni musicie płacić albo wymieniać auto”. Pomija fakt, że wielu „przyjezdnych” spędza w Krakowie więcej godzin na dobę niż niejeden krakowianin.

————————-

„Opłata za wjazd dla krakowian stałaby się podatkiem od posiadania samochodu”

→ „Gdyby nie zwolnić mieszkańców Krakowa, opłata za wjazd stałaby się de facto podatkiem od środków transportowych, do czego rada gminy nie ma upoważnienia.”

Śmieszny absurd: Ta sama opłata dla mieszkańca Wieliczki to „narzędzie regulacyjne celu środowiskowego”, a dla krakowianina nagle staje się „nieuprawnionym podatkiem lokalnym”. Czysta gimnastyka słowna, żeby uzasadnić faworyzowanie „swoich”.

———————–

„Skróciliśmy vacatio legis do 7 dni, bo inaczej weszłaby stara, wadliwa uchwała”

→ Sąd akceptuje skrócenie vacatio do 7 dni, bo „istniało ryzyko nałożenia się terminów starej uchwały (unieważnionej, ale jeszcze nie prawomocnie) i nowej”.

Śmieszny absurd: Sąd pochwala obejście 14-dniowego vacatio legis w sytuacji, gdy sam wcześniej stwierdził, że stara uchwała była nieważna. To jak powiedzieć: „musieliśmy złamać zasadę, żeby uniknąć chaosu, który sami stworzyliśmy”.

Wniosek do Prezydenta o obronę kominków w Trybunale Konstytucyjnym

foto: instagram nawrockipl

WNIOSEK DO PREZYDENTA RP – KAROLA NAWROCKIEGO
o skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie zgodności art. 96 ustawy Prawo ochrony środowiska z Konstytucją RP

(wysłany 8 lutego 2026)


Jako niezależny Radny Rady Miejskiej w Wieliczce oraz przedstwiciel Stowarzyszenia Otwarta Wieliczka, działając w trosce o dobro wspólne oraz ochronę podstawowych praw i wolności obywatelskich, na podstawie art. 191 ust. 1 pkt 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, zwracam się do Pana Prezydenta z uprzejmą prośbą o skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie zgodności art. 96 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. – Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz. U. z 2024 r. poz. 54 z późn. zm.) z przepisami Konstytucji RP
art. 2 (zasada demokratycznego państwa prawnego i bezpieczeństwa prawnego),
art. 38 (ochrona życia)
art. 31 ust. 3 (zasada proporcjonalności),
art. 76 (obowiązek ochrony konsumentów i użytkowników przed działaniami zagrażającymi ich bezpieczeństwu).
art. 21 oraz z art. 64 (prawo własności)

UZASADNIENIE
I. Niespójność systemowa i naruszenie zasad poprawnej legislacji (Art. 2 Konstytucji)
Zaskarżony art. 96 POŚ pozwala sejmikom województw na wprowadzanie ograniczeń lub zakazów eksploatacji instalacji, w których następuje spalanie paliw. Przepis ten pozostaje w rażącej sprzeczności z art. 4 ust. 1 POŚ, który gwarantuje każdemu prawo do powszechnego korzystania ze środowiska w celu zaspokojenia potrzeb osobistych i gospodarstwa domowego bez użycia instalacji. Ustawodawca dopuścił do sytuacji, w której prawo miejscowe (uchwała antysmogowa) może de facto znieść prawo ustawowe (powszechne korzystanie), co narusza hierarchię źródeł prawa oraz zasadę zaufania obywatela do państwa.

II. Naruszenie prawa naturalnego do ogrzewania – prawa do życia (Art. 38 Konstytucji)
Ogrzewanie miejsca zamieszkania w polskim klimacie nie jest wyborem estetycznym, lecz naturalną potrzebą bytową, warunkującą przeżycie. Całkowite zakazy spalania paliw stałych (np. przykład Krakowa, gdzie zakazano nawet drewna i peletu) uderzają w prawo do zachowania godności i bezpieczeństwa osobistego. Ludzie marzną, chorują, bo nie stać ich na ogrzewanie prądem. Państwo, poprzez art. 96 POŚ, legitymizuje odbieranie obywatelom możliwości ogrzania domu najtańszymi i dostępnymi metodami, co w dobie kryzysów energetycznych prowadzi do ubóstwa energetycznego.

III. Naruszenie zasady proporcjonalności (Art. 31 ust. 3 Konstytucji) Art. 96 POŚ ma charakter blankietowy – nie narzuca sejmikom konieczności badania, czy cel (czyste powietrze) można osiągnąć środkami mniej uciążliwymi (np. wymianą urządzeń na nowoczesne, spełniające normy Ekoprojektu). Zamiast tego, pozwala na totalne zakazy, co jest środkiem drastycznym i nieproporcjonalnym do celu, szczególnie wobec osób,
których nie stać na wymianę systemu na gazowy lub elektryczny.

IV. Zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego (Art. 76 Konstytucji) Przykład Krakowa pokazuje, że stosowanie art. 96 POŚ prowadzi do monokultury energetycznej (uzależnienia od sieci gazowej lub elektrycznej). W sytuacji awarii sieci, wojny lub kryzysu, obywatele pozbawieni kominków i pieców na paliwa stałe stają się całkowicie bezbronni. Zakaz spalania biomasy (drewna), która jest odnawialnym i lokalnym źródłem energii, jest działaniem godzącym w bezpieczeństwo energetyczne państwa i obywateli.

V. Niespójność przepisów prowadzi do bezprawnych, rutynowych kontroli domowych kominków i pieców przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Kontrole te są wykonywane, mimo iż żaden ustawowy przepis nie daje wójtowi upoważnienia do kontroli dokumentów pieca czy kominka, a jedynie prawo kontroli spalania odpadów. Art. 378 i 379 nie mogą być podstawą kontroli domowych źródeł ciepła, ponieważ nie podlegaja one zgłoszeniu ani pozwoleniu, więc nie są zakresem właściwości wójta, burmistrza czy prezydenta. Mimo to, obywatele, zwłaszcza starsi, biedniejsi są nachodzeni prez urzędników i zmuszani do likwidacji pieców kaflowych, kominków i instalowanie pomp ciepła, za której później dostają rachunki grozy.

Art. 96 w obecnej formie został znowelizowany w ramach „walki z kopciuchami”, jednak już wtedy pojawiały się wątpliwości prawników co do jego formy i zgodności z Konstytucją. Poniżej załączam stanowisko prawnika Biura Legislacji Kancelarii Sejmu podczas prac komisji nad projektem tego artykułu:
„Otóż, w naszej ocenie, ta propozycja, zgodnie z którą sejmik województwa będzie mógł w drodze aktu prawa miejscowego wprowadzać ograniczenia lub zakazy w zakresie eksploatacji instalacji, w których zachodzi proces spalania, może budzić pewne wątpliwości co do zgodności z konstytucyjnym prawem własności – konkretnie z art. 21 oraz z art. 64 ust. 1 i 3 konstytucji. Naturalnie art. 31 ust. 3 konstytucji pozwala na wprowadzanie pewnych odstępstw ograniczeń w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności praw, jednak – zgodnie z zasadą proporcjonalności – one mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska. Jak rozumiem, tutaj ta ochrona środowiska wchodziłaby w grę. Niemniej jednak konstytucja stanowi wprost, że muszą być ustanawiane w ustawie. W jednym ze swoich orzeczeń Trybunał Konstytucyjny (jest to orzeczenie z 8 lipca 2003 r. sygn.P10/02) stwierdza, że – skoro ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności mogą być tylko ustanawiane w ustawie – to kryje się w tym nakaz kompletności ograniczenia danego prawa i wolności, tak aby już na podstawie lektury przepisów ustawy można było wyznaczyć kompletny zarys, kontur tego ograniczenia. Niedopuszczalne jest natomiast przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych pozostawiających organom władzy wykonawczej czy organom samorządu terytorialnego swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń a, w szczególności, wyznaczenia zakresu tych ograniczeń. W naszym mniemaniu mamy tutaj do czynienia właśnie z taką sytuacją i w związku z powyższym proponowalibyśmy zasięgnięcie dalszych opinii prawnych w tym zakresie.”
https://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/biuletyn.xsp?skrnr=OSZ-196

PODSUMOWANIE
Wobec powyższego, proszę Pana Prezydenta o podjęcie inicjatywy w celu ochrony obywateli przed arbitralnością władzy lokalnej, która korzystając z wadliwego art. 96 POŚ, narusza fundamenty bezpieczeństwa bytowego Polaków.
Obywatele nie mogą liczyć na obronę podstawowych praw w sądach administracyjnych, które notorycznie odrzucają lub oddalają skargi na tzw uchwały antysmogowe, które w istocie rzeczy są uchwałami antyspołecznymi, bo wykraczają daleko poza działania konieczne do ochrony środowiska (przykład Krakowa –
przy okazji zakazu kopciuchów wprowadzono na terenie całego miasta całkowity zakaz nawet najnowocześniejszych kominków, pieców na pelet i pieców zgazujących drewno).
Problem pod względem prawnym szczegółowo opisuję na moim blogu:
https://panbartek.pl/czy-bedzie-przelom-w-sprawie-zakazu-kominkow/

Moje stanowisko popierają środowiska kominiarzy, zdunów oraz instalatorów kominków, które niedawno wspierały mnie w WSA w Krakowie przeciwko Małopolskiej Uchwale Antysmogowej (załączam jedno pismo kominiarzy). Sąd jednak oddalił moją skargę.
W razie zainteresowania Pana Prezydenta, mogą przedstawić dodatkowe argumenty oraz oficjalne stanowiska organizacji branżowych. Współpracuje równeiż z organizacjami – Fundacją Wolność i Własność z Krakowa oraz Ordo Iouris, które mogą pomóc w przygotowaniu formalno-prawnym odpowiedniego, skutecznego wniosku, aby nie obciążać Kancelarii Prezydenta.

Z poważaniem,
Bartłomiej Krzych
Radny Rady Miejskiej w Wieliczce
Stowarzyszenie Otwarta Wieliczka

Bez przełomu w sprawie kominków

Przegraliśmy sądową bitwę o kominki, jest mi smutno.
Mam wrażenie, że logika prawa przegrała z ideologią i dumą. Sąd motywował, że uchwała antykominkowa ma słuszny cel zdrowotno-środowiskowy, sprawę już badał kilka lat temu i nie stwierdził wad. Jednak wcześniejsze wyroki nie analizowały, czy dom z kominkiem jest zakładem, bo nikt wcześniej tego absurdu wynikającego z definicji ustawowych nie podnosił. Być może sędziom zabrakło odwagi i bali się przyznać mi racji, bo jednocześnie musieliby się przyznać do błędu i niedopatrzenia w poprzednich wyrokach co do tej uchwały antykominkowej.
Po to sowicie opłacamy sądy, aby chroniły nas przed łamaniem naszych praw przez polityków. Po raz kolejny po SCT, jesteśmy zawiedzeni.
Jeśli sąd toleruje absurd, że dom z kominkiem to zakład, bo tak sobie wymyślili politycy, to z pewnością nie służy to „dobru wymiaru sprawiedliwości”.
Sąd uznał, że kominek to instalacja, taka jak instalacja przedtwarzania odpadów. Jeśli masz kominek, Twój dom jest zakładem… Cytuję Wam przepis ustawy Prawo Ochrony Środowiska, art. 3, pkt 48) „zakładzie – rozumie się przez to jedną lub kilka instalacji wraz z terenem, do którego prowadzący instalacje posiada tytuł prawny, oraz znajdującymi się na nim urządzeniami;”
Dziękuję wszystkim za wparcie, zwłaszcza ekipie Otwarta Wieliczka i organizacjom branżowym – Zdunom, Kominiarzom, Instalatorom, Rolnikom, którzy byli obecni i popierali mnie w tym procesie.
Dziękuję, że nie byłem sam

Więcej w poniższym artykule na Pressmania.

Krakowski sąd odroczył wyrok w sprawie kominków

NOTATKA PRASOWA (można kopiować)

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie rozpatrzył skargę na małopolską uchwałę antysmogową, którą złożył Bartłomiej Krzych, radny miejski z Wieliczki. Po burzliwej rozprawie, podczas której podniesiono szereg argumentów o absurdalnych skutkach prawnych obecnych przepisów, sąd odroczył ogłoszenie wyroku do 5 lutego 2026 roku do godziny 12:00.

Głównym punktem sporu jest błędne – zdaniem skarżącego – uznanie domowego kominka za „instalację” w rozumieniu Prawa ochrony środowiska. Bartłomiej Krzych wskazał, że taka interpretacja prowadzi do logicznego absurdu: zgodnie z ustawową definicją, każdy dom jednorodzinny musiałby zostać uznany za „zakład”, co wiązałoby się z koniecznością podawania jego nazwy w zgłoszeniach emisyjnych.

Skarżący wypunktował również tzw. „paradoks wozu Drzymały”, wynikający z nieprecyzyjnych zapisów uchwały. Według obecnych wytycznych, to samo urządzenie grzewcze (np. piec typu „koza”) jest traktowane jako instalacja podlegająca zakazom, gdy jest wymurowane, ale przestaje nią być, jeśli zostanie postawione na kółkach jako urządzenie mobilne.

W trakcie rozprawy mocno wybrzmiał wątek bezpieczeństwa energetycznego. Krzych oraz wspierające go organizacje branżowe powołali się na oficjalny rządowy poradnik bezpieczeństwa, który zaleca posiadanie alternatywnego źródła ciepła niezależnego od prądu, takiego jak kominek, na wypadek sytuacji kryzysowych. Podniesiono, że uchwała antysmogowa w obecnym brzmieniu zabrania mieszkańcom Małopolski korzystanie z klasycznych kominków i kuchni kaflowych, które nie mają certyfikatu.

Kolejnym argumentem przeciwko uchwale była kwestia elektrofiltrów. Skarżący wskazał, że urządzenia te w wielu przypadkach nie istnieją w formie rynkowej, są niezwykle kosztowne (często droższe od samego pieca), a ich montaż może być sprzeczny z obowiązującymi przepisami prawa budowlanego.

Mimo sprzeciwu przedstawiciela sejmiku województwa, który nazywał prywatne opinie „tendencyjnymi”, sąd uwzględnił kluczowy wniosek dowodowy w postaci opinii Międzywojewódzkiego Cechu Kominiarzy, która popiera argumentację skarżącego. Skargę oficjalnie poparły również Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kominki i Piece oraz Cech Zdunów Polskich.

Uchwała antysmogowa dla Małopolski, wymierzona przeciwko tzw. „kopciuchom” została uchwalona w 2017 roku, a jej wymogi weszły w życie w 2024 roku. Wyklucza ona urządzenia, które nie posiadają certyfikatów ekoprojekt. Uchwała nie dotyczy Krakowa, gdzie całkowicie zakazano urządzeń na paliwa stałe

Sprawa ta ma kluczowe znaczenie dla tysięcy Małopolan, dla których kominek jest nie tylko elementem tradycji, ale przede wszystkim gwarancją bezpieczeństwa grzewczego w dobie niepewności energetycznej.


Kontakt dla mediów: Bartłomiej Krzych, radny miejski Wieliczki, tel. 519-871-528

Podsumowanie rozprawy – audio (13 minut)

FOTO

foto z rozprawy sądowej – Bartłomiej Krzych (po lewej) i przedstawiciel Sejmiku Wojewodztwa Małopolskiego
Przed rozprawą – mieszkańcy Wieliczki wspierają radnego Krzycha
Bartłomiej Krzych i Wojciech Perek – reprezentujący Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kominki i Piece
Bartłomiej Krzych oraz Jan Zapora – przedstawiciel Cechu Zdunów Polskich

Czy będzie Pakt Prezydencki w Senacie?

Senat – znacznie mniej się o nim mówi niż o Sejmie, bo jego rola nie jest kluczowa w stanowieniu prawa (Sejm może odrzucić poprawki Senatu bezwzględną większością głosów), jednak ma on istotne znaczenie w kilku strategicznych kwestiach. Izba wyższa posiada kluczowe kompetencje personalne i kontrolne. Senat m.in.:

  • Współdecyduje o wyborze Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) – bez zgody Senatu Sejm nie może powołać Rzecznika.
  • Wybiera 2 członków Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) oraz 2 członków Rady Polityki Pieniężnej (RPP) wpływających na stopy procentowe w NBP.
  • Powołuje 1 członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT).
  • Wybiera 3 sędziów Trybunału Stanu.
  • Wyraża zgodę na powołanie Prezesa Najwyższej Izby Kontroli (NIK), Prezesa IPN oraz Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
  • Posiada wyłączną kompetencję do sprawowania opieki nad Polonią i Polakami za granicą.
  • Zatwierdza zarządzenie ogólnokrajowego referendum przez Prezydenta.

W ostatnim czasie Grzegorz Braun zaproponował utworzenie sojuszu w wyborach do Senatu nazywając to propozycją nie do odrzucenia. O co w tym chodzi?

1. JOW-y: Teoria autorytetów vs. partyjna brutalność

W odróżnieniu od wyborów do Sejmu, gdzie mamy duże okręgi w których wybieranych jest od 7 do 20 posłów z listy partyjnych, Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW) w Senacie powinny w założeniu promować wybitne jednostki i lokalne autorytety. W praktyce jednak wyborcy sugerują się logotypami partyjnymi. Brutalnie pokazał to rok 2023: Prawo i Sprawiedliwość, mimo zdobycia najwyższego poparcia (34,81%), wprowadziło do Senatu tylko 34 senatorów. W tym samym czasie Koalicja Obywatelska, mając niższe poparcie (30,70%), zdobyła aż 41 mandatów. Stało się to możliwe wyłącznie dzięki „Paktowi Senackiemu” – gdyby partie rządowe wystawiły osobnych kandydatów, głosy anty-PiS rozbiłyby się, dając stronie antyrządowej samodzielną większość.

2. Symulacja I: PiS samodzielnie (Dane z wyborów 2025)

Przyjmując za bazę wynik Karola Nawrockiego z wyborów prezydenckich 2025 (ok. 29,5%) i zakładając, że PiS startuje do Senatu jako osobny komitet przeciwko zjednoczonemu „Rządowemu Paktowi Senackiemu”, dane są bezlitosne. Rozbicie głosów po stronie antyrządowej sprawia, że PiS traci niemal wszystkie okręgi wahadłowe.

  • Prawo i Sprawiedliwość: 21 mandatów
  • Rządowy Pakt Senacki (KO/TD/Lewica): 79 mandatów

3. Symulacja II: Pakt Prezydencki (PiS + Mentzen + Braun)

Scenariusz zmienia się diametralnie, gdy zastosujemy model Paktu Prezydenckiego, czyli jednej wspólnej listy antyrządowej. Sumując głosy Karola Nawrockiego, Sławomira Mentzena oraz Grzegorza Brauna z 2025 roku, strona antyrządowa odzyskuje kontrolę nad kluczowymi nominacjami państwowymi.

  • Pakt Prezydencki: 56 mandatów
  • Rządowy Pakt Senacki: 44 mandaty

To jedyny wariant, w którym suma głosów antyrządowych nie jest marnowana przez system JOW.

4. Symulacja III: Scenariusz „Odpływu” (20% PiS przechodzi do Brauna)

Obecna dynamika polityczna i sondaże wskazują, że PiS traci poparcie, a zyskuje je Grzegorz Braun. W tej symulacji zakładamy, że 20% elektoratu PiS (czyli co piąty wyborca PiS) przechodzi do komitetu Brauna, a partie te startują oddzielnie (brak porozumienia antyrządowego).

  • PiS samodzielnie (po stracie 20% głosów): 9 mandatów
  • Komitety Konfederacji (Mentzen/Braun): 0 mandatów (Mimo wysokiego poparcia procentowego, w żadnym okręgu nie przebijają sufitu 40%, co w JOW oznacza brak mandatu).
  • Rządowy Pakt Senacki: 91 mandatów

W tym wariancie strona antyrządowa praktycznie zostaje zmieciona z mapy Senatu. PiS zostaje zepchnięty do roli marginalnej z 9 senatorami, a głosy Konfederacji – mimo że historycznie wysokie – pracują bezpośrednio na uzyskanie większości konstytucyjnej przez kandydatów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy.

Podsumowanie: Statystyki są nieubłagane, choć to tylko uproszczony schemat, bo w praktyce w wyborach pojawią się też kandydaci niezależni, którzy mogą zaburzyć statystykę. Jednak nie ulega wątpliwości bez sformalizowanego Paktu Prezydenckiego czy Bloku Antyrządowego (być może powiększonego o Partię Razem Adriana Zandberga), strona antyrządowa w Polsce skazuje się na całkowitą eliminację z Senatu i oddanie kontroli nad takimi instytucjami jak NBP, TK czy RPO. Przy obecnych przepływach elektoratu do Brauna, jedność pod jednym szyldem to dla PiS już nie kwestia wyboru, a biologicznego przetrwania w parlamencie.

Oczywiście, budowanie takiego układu sił jest bardzo trudne i wymaga kompromisów, więc każdy uczestnik podejmuje pewne ryzyko, które może się negatywnie odbić na głosach do Sejmu. Premia za porozumienie jest jednak bardzo duża, tak jak pokazały to wybory w 2023 r., kiedy dzięki paktowi senackiemu Koalicja Obywatelska zyskała więcej senatorów niż PiS, mimo mniejszego poparcia wyborczego, a dodatkowo zyskali koalicjanci – Trzecia Droga i Lewica, które nie miałyby szans na żaden mandat bez wejścia w pakt senacki.

Analogicznie, przy sojuszu antyrządowym, PiS mógłby zyskać nawet 2 razy więcej senatorów niż samotnie, a Korona i Konfederacja po kilkunastu senatorów, których nie miałyby idąc samotnie. Jak powinny być podzielone okręgi? W przynajmniej połowie z tych „pewnych” 55 okręgów do wygrania przez blok antyrządowy, potrzebne są głosy Korony i Konfederacji. Zatem, przykładowo można się umówić, że PiS w 25 okręgach wystawia swojego kandydata, a pozostałe 30 dzielone jest na Koronę i Konfederacje. Do dogadania jest też kwestia jak obsadzić okręgi, gdzie koalicja rządowa ma pewne zwycięstwo, a kandydat antyrządowy będzie musi liczyć się porażką, lecz może się wypromować w kampanii. Ci kandydaci mogliby być obsadzeni przez Prezydenta – jako kandydaci niezależni, obywatelscy. budujący swój kapitał na przyszłość.

W zaistniałej sytuacji – gdzie dla wielu wyborców na karcie do głosowania ważniejszy jest komitet polityczny, niż nazwisko kandydata, rozgrywka przywództwa w Senacie sprowadza się do gry zespołowej. I tak będzie, dopóki na karcie do głosowania wypisany jest komitet polityczny – choć nie można wykluczyć, ze w niektórych rejonach istnieją autorytety, które potrafią przebić polityczne układy – takie jak np Pani Lidia Staroń, która dwukrotnie zdobywała mandat senacki kandydując z własnego komitetu wyborczego. W 2015 roku zyskała 43% głosów, pokonując kandydatów z Platformy Obywatelskiej (33%) i Prawa i Sprawiedliwości (23%).

Podsumowując – propozycja Grzegorza Brauna ma na celu odsunięcia od władzy w Senacie obecnej ekipy rządowej i przejście z „partyzantki” do pragmatycznej polityki i realnego wpływu na losy Polski poprzez wprowadzenia do Senatu swoich przedstawicieli w miejsce obecnych nominatów ekipy Tuska.

Poniżej filmik w formie podcastu na youtubie omawiający ten wpis

Kto odpowie za strefę absurdu Miszalskiego? W ruch pójdą maczety?

foto na podstawie facebook Blade Runnders SCT Krakow oraz krakow.pl – linki zródłowe na koncu artykułu

Kraków, miasto królów, smogu i maczet, staje się właśnie poligonem doświadczalnym dla ideologicznego projektu, który pod płaszczykiem troski o płuca mieszkańców uderza w ich portfele, logikę i podstawowe zaufanie do państwa. Strefa Czystego Transportu (SCT), forsowana przez ekipę prezydenta Aleksandra Miszalskiego, to już nie tylko projekt kontrowersyjny – to „strefa absurdu” i wielki festiwal oszukiwania obywateli. Obywateli, którzy w poczuciu bezprawia władzy, też zaczynają sięgać po bezprawne metody.

Inwigilacja i dyskryminacja

Od stycznia 2026 wchodzą wymogi SCT w Krakowie. W mieście pojawiły się już kamery monitorujące auta i system czytający tablice rejestracyjne – co można rozumieć jako permanentną inwigilację kierowców. Można zakładać, że wjazd i wyjazd każdego auta będzie teraz rejestrowany, a te niespełniające wymogów, będą miały z automatu naliczane mandaty. Czy ktoś się zastanawiał, na jakiej podstawie krakowski magistrat ma znać nasze godziny wjazdu i wyjazdu? Pod płaszczykiem ekologii pozbawia się nas prawa do prywatności. Największe emocje budzi podział na „tubylców” i przyjezdnych. Tubylcy mogą do woli jeździć nawet 30-letnim „dizlem” z Euro2, ale przyjezdny kierowca z „dizelem” z Euro5 już nie wjedzie, chyba, że zapłaci. Co to ma wspólnego z ekologią? Trudno nie zgodzić się, że cele ekologicznę są tylko przykrywką do celów finansowych miasta Krakowa. To jednak tylko jeden z absurdów, które irytują obywateli i podgrzewają negatywne emocje.

Ekologia na pokaz, koszty na serio

Prezydent Miszalski zdaje się nie dostrzegać, że samochód nie jest dla większości luksusem, a narzędziem pracy. Forsowanie restrykcji w atmosferze chaosu prawnego to klasyczny przykład segregacji ekonomicznej. W dobie rosnących kosztów życia zmuszanie ludzi do kolejnych wymian aut – bo „akurat zmieniła się koncepcja” w ratuszu – jest przejawem głębokiego oderwania władzy od rzeczywistości. Do tego, „strefa” ma objąć większość terenu miasta – wewnątrz 4 obwodnicy. Dla porównania, w Warszawie, gdzie SCT działa już od roku, strefa  obejmuje zaledwie 7% powierzchni miasta (głównie ścisłe centrum).

Wielka wymiana, wielkie oszustwo

Najbardziej bulwersującym aspektem krakowskiej rewolucji jest sposób, w jaki potraktowano ludzi, którzy chcieli być „w porządku” wobec nowych przepisów. Przypomnijmy: przez długi czas obowiązywała stara uchwała SCT, która wyznaczała jasne (choć surowe) reguły. Setki, jeśli nie tysiące krakowian oraz mieszkańców sąsiednich gmin, wierząc w stabilność prawa, wzięło kredyty lub wydało oszczędności życia, by wymienić swoje starsze diesle na auta spełniające normę Euro 5.

I co się stało? W nowym projekcie zasady zmieniono tak drastycznie i nielogicznie, że tamte inwestycje okazały się wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Nowa SCT dla „Krakusów” poluzowała wymogi (Euro 5 przestało być koniecznością), co oznacza, że wielu mieszkańców niepotrzebnie pozbyło się sprawnych aut. Z kolei przyjezdnych z gmin ościennych potraktowano z buta – od nich wymaga się teraz normy Euro 6. Efekt? Człowiek z Wieliczki czy Skawiny, który rok temu kupił auto z Euro 5, by móc dalej pracować w Krakowie, dziś dowiaduje się, że i tak jest wykluczony. To jawne oszustwo i kpina z obywatela.

Komunikacyjny paraliż i brak alternatyw

Zanim zakaże się wjazdu autom, należy dać mieszkańcom realną alternatywę – tymczasem krakowska władza robi dokładnie na odwrót, zastawiając na kierowców pułapkę. Szczytem absurdu jest fakt, że strefą SCT objęto niemal wszystkie istniejące parkingi Park & Ride, nie oferując w zamian żadnych nowych punktów przesiadkowych na przedmieściach. W efekcie kierowca, który chciałby zostawić auto i przesiąść się do tramwaju, dowiaduje się, że… nie ma prawa nawet dojechać do parkingu. Zamiast zachęcać do ekologii, miasto odcina drogi ucieczki. Co gorsza, oferta komunikacji miejskiej ani drgnęła – nie przybyło kursów, nie poszerzono siatki połączeń, za to mieszkańcy straszeni są drastycznymi podwyżkami cen biletów. Obywatel jest dziś atakowany z każdej strony: najpierw zmusza się go do porzucenia samochodu, potem odbiera możliwość zaparkowania na obrzeżach, a na koniec każe płacić więcej za stanie w przepełnionym i spóźnionym autobusie. To nie jest polityka transportowa – to zmasowany atak na portfele i cierpliwość obywateli.

Biurokratyczny bałagań i pośpiech

Mieszkańcy Krakowa, choć teoretycznie zwolnieni z części rygorów, zostali rzuceni na głęboką wodę biurokracji, próbując udowodnić, że ich auta spełniają wymogi – miejska infolinia jest stale oblężona, a kolejki sięgające 130 osób czekających na połączenie powodują dodatkową złość. Jakby tego było mało, strona internetowa służąca do weryfikacji pojazdów i obsługi opłat pojawiła się dopiero tuż przed świętami Bożego Narodzenia, co w praktyce odebrało mieszkańcom Małopolski jakikolwiek czas na rzetelne zapoznanie się ze skomplikowanymi zasadami, nie mówiąc już o osobach starszych czy wykluczonych cyfrowo, dla których stolica regionu stała się nagle twierdzą nie do zdobycia.

Zwalanie winy

W obliczu narastającego gniewu, obserwujemy żenujący spektakl wzajemnego oskarżania się polityków. Prezydent Aleksander Miszalski uparcie twierdzi, że do wprowadzenia drastycznej SCT zmusza go Urząd Marszałkowski, kierowany przez PiS i marszałka Łukasza Smółkę, powołując się na zapisy Programu Ochrony Powietrza Województwa Małopolskiego. Z kolei politycy Prawa i Sprawiedliwości odpierają te ataki, podkreślając, że chaos i podziały społeczne to nie ich pomysł, lecz efekt fatalnego wykonania przepisów przez krakowski magistrat. Do gry wszedł także były minister infrastruktury i poseł PiS, Andrzej Adamczyk, który zapowiedział walkę z krakowską strefą na drodze sądowej. W tym politycznym ping-pongu, gdzie każda ze stron próbuje umyć ręce, jedynym przegranym pozostaje mieszkaniec Małopolski, uwięziony między ideologią urzędników a partyjną walką

Wina Wojewody

W całym tym korowodzie zaniedbań nie można pominąć roli Wojewody Małopolskiego Krzysztofa Klęczara (PSL), który jako konstytucyjny organ nadzoru, koncertowo zawiódł mieszkańców. Mając pełną świadomość wad prawnych nowej uchwały o SCT oraz – co najważniejsze – realne prawo do wstrzymania jej wykonania, Wojewoda zamiast działać, wybrał polityczną grę. Zapewniał, że zaskarży strefę do sądu i będzie „negocjował” z władzami Krakowa zmianę najbardziej kontrowersyjnych zapisów. Co wyszło z tych szumnych zapowiedzi? Nic.

Negocjacje okazały się pustym spektaklem, a skarga wojewody – złożona ramię w ramię ze skargami Gminy Skawina oraz Bartłomieja Krzycha, radnego miejskiego Wieliczki – zostanie rozpoznana przez sąd dopiero wtedy, gdy niesprawiedliwe przepisy SCT już wejdą w życie i dotkną obywateli. Wojewoda, zamiast wypełnić swój obowiązek i postawić tamę prawnemu absurdowi w momencie jego tworzenia, stał się de facto współwinny jego wprowadzenia. Kto rozliczy wojewodę za brak jego działań? W obecnych realiach politycznych, chyba mało kto wierzy, że prokuratura zajmie się sprawą.

Sądy nie pomagają, czyli prawny teatr absurdu

W całej tej batalii mieszkańcy zostali sami, bo na wymiar sprawiedliwości – jak pokazuje rzeczywistość – liczyć nie mogą. Historia krakowskiej SCT to procesowa farsa, sprzyjająca poczuciu akceptacji bezprawia. Choć dwa lata temu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uchylił pierwszą wersję strefy, wyrok był nieprawomocny. Pod koniec listopada 2025 roku Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie, zamiast przeciąć ten gordyjski węzeł, skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez krakowski sąd. Efekt? Prawny paraliż. Nawet jeśli 14 stycznia 2026 WSA w Krakowie uchyli nową uchwałę, wcale nie oznacza to końca koszmaru – istnieje realne ryzyko, że w obieg prawny „wskoczy” stara, jeszcze bardziej restrykcyjna uchwała, dopóki znów nie zostanie zaskarżona do NSA, gdzie utknie na kolejne lata.

Na domiar złego, NSA do tej pory nie sporządziło pisemnego uzasadnienia swojego wyroku. Nie wiadomo, czy dokument ten w ogóle pojawi się przed kluczową rozprawą 14 stycznia. Bez wytycznych z góry krakowski sąd będzie orzekał po omacku, co niemal gwarantuje kolejną falę odwołań i niepewności. Nie pociesza przy tym stanowisko NSA, który podtrzymał opinię, że zwykli obywatele nie mają prawa zaskarżać SCT, bo rzekomo nie mają w tym „interesu prawnego”. To jasny sygnał: płaćcie podatki i wymieniajcie auta, ale od decyzji urzędników trzymajcie się z daleka. W tym prawnym labiryncie nikt nie dba o stabilność życia obywatela – liczy się tylko podtrzymywanie ideologicznego projektu za wszelką cenę. Czy tak ma wyglądać „demokratyczne państwo prawa”, na które Polacy umawiali się w Konstytucji?

Widmo „Blade Runners” nad Wisłą

Ignorancja władzy i poczucie głębokiej niesprawiedliwości rodzą radykalne postawy, o czym świadczy rosnąca w sieci popularność ruchu „Blade Runners” (z angielskiego „blade” – ostrze, „runner” – biegacz). To, co zaczęło się w Londynie jako partyzanckie niszczenie kamer śledzących kierowców, w Krakowie może przybrać znacznie mroczniejsze oblicze. W mieście, które od lat zmaga się ze stereotypem „miasta maczet”, urzędnicy igrają z ogniem, doprowadzając zdesperowanych ludzi do ostateczności. Jeśli krakowianie i mieszkańcy ościennych gmin poczują się zapędzeni w kozi róg – gniew z internetowych forów może szybko przenieść się na ulice. Miasto już teraz ostrzega przed konsekwencjami niszczenia infrastruktury SCT, ale czy prezydent Miszalski naprawdę chce testować, jak krakowska tradycja „rozwiązywania problemów ostrymi narzędziami” sprawdzi się w starciu z systemem totalnego nadzoru? Zamiast czystego powietrza, możemy doczekać się krajobrazu jak z dystopijnego filmu, gdzie ścięte kamery i zniszczone czytniki tablic staną się jedynym głosem sprzeciwu obywateli, których nikt nie chciał słuchać.

Gdzie odpowiedzialność?

Kto weźmie odpowiedzialność za straty finansowe osób, które zaufały poprzednim wytycznym? Kto odpowie za upadek małych przedsiębiorców, których auta z normą Euro 5 nagle stały się „nielegalne” w oczach nowej uchwały dla przyjezdnych? A co jeśli sąd unieważni absurdalne przepisy i wyrok stanie się prawomocny? Czy opłaty i mandaty zostaną zwrócone? Czy urzędy i sądy będą zasypane pozwami obywateli o zwrot poniesionych kosztów, w tym wymiany aut? Kto poniesie koszty społeczne tego bałaganu społeczno-prawnego?

Prowokacja do buntu?

W obliczu tak jaskrawych absurdów, prawnej pułapki zastawionej na zwykłych ludzi i jawnej pogardy władzy dla praw obywatelskich, rodzi się fundamentalne pytanie: czy Prezydent Miszalski i jego urzędnicy powinni być zaskoczeni rosnącą agresją społeczną? Gniew społeczny pojawiał się już na etapie konsultacji przed uchwaleniem SCT, gdzie sale magistratu były wypełnione po brzegi przeciwnikami SCT, a kilka tysięcy negatywnych uwag obywateli do SCT, zostało uznane za nieważne, bo były sprzeczne z celem SCT.

Jeśli państwo zawodzi na każdym szczeblu – od radnych, przez Wojewodę, aż po sądy administracyjne – a obywatel zostaje sam z kredytem na auto, którym nie wolno mu dojechać do pracy, to system sam prosi się o katastrofę. Czy w „mieście maczet”, kogokolwiek powinno dziwić, że zdesperowani ludzie zaczynają rozważać branie spraw w swoje ręce? Gdy dialog zostaje zastąpiony ideologicznym dyktatem, a prawo staje się narzędziem opresji zamiast ochrony, ulica zaczyna mówić własnym, brutalnym językiem, który zyskuje akceptacje społeczną. To nie jest ostrzeżenie – to diagnoza sytuacji, do której krakowskie elity doprowadziły na własne życzenie.

Pan Bartek
Bartłomiej Krzych
Radny Rady Miejskiej w Wieliczce
Stowarzyszenie Otwarta Wieliczka

PALĘ DREWNEM
JEŻDZĘ DIZLEM
TO MÓJ KLIMAT

#SCT #Kraków #bezprawie #auta #prawo #miszalski #maczeta #bladerunners

Poniżej link do profilu Facebook Blade Runners SCT Kraków

https://www.facebook.com/profile.php?id=61585398196275

Poniżej fotka użyta w grafice tytułowej:

https://krakow.pl/otofotokronika/222101,0,0,2779,otofoto.html

Jak przekonałem AI, że walka ze smogiem to ściema

https://powietrze.malopolska.pl/en/information-materials/

Postanowiłem zweryfikować z modelem sztucznej inteligencji, na ile prawdziwa jest propaganda smogowa. Rozmawiałem z modelem Gemini od Google na stronie https://gemini.google.com/

Zacząłem tę rozmowę z przekonaniem, że sztuczna inteligencja będzie powielać oficjalną narrację o „zabójczym smogu”. Początkowo AI faktycznie „wkleiło propagandę”, twierdząc, że Kraków to stolica chorób płuc. Jednak po konfrontacji z twardymi danymi naukowymi i statystykami, algorytm musiał skapitulować przed faktami. Oto krótki zapis tej drogi.

Mit 1: Kraków to stolica astmy

Pierwszym argumentem AI było to, że smog w Krakowie powoduje plagę astmy. Wyciągnąłem więc doktorat lek. Jarosława Komorowskiego oparty na badaniu ECAP. Wynik? W Gdańsku, gdzie powietrze jest czyste, wskaźnik objawów astmy u młodzieży (13–14 lat) wynosił 21,2%, podczas gdy w zasmogowanym Krakowie zaledwie 15,2%. AI przyznało: „Teza o znacznie częstszym występowaniu astmy w Krakowie jest nieprawdziwa”.

Mit 2: Rak płuc a zanieczyszczenie powietrza

Kolejnym „pewniakiem” miał być nowotwór płuc. Sprawdziliśmy dane Narodowego Instytutu Onkologii (KRN) z lat 1999–2019. Okazało się, że to w nadmorskim woj. pomorskim zachorowalność na raka płuca jest wyższa niż w małopolskim. Dlaczego? Bo to styl życia (palenie tytoniu) i genetyka decydują o raku, a nie pyły PM2.5. Smog przy papierosach to tylko statystyczny szum.

Mit 3: Smog skraca życie

To był najmocniejszy cios dla AI. Porównaliśmy długość życia w zasmogowanym Nowym Targu i czystym Koszalinie. Mieszkańcy powiatu nowotarskiego żyją o ok. 2 lata dłużej niż mieszkańcy Koszalina. Co więcej, w Nowym Targu stężenia rakotwórczego Benzo(a)pirenu (BaP) przekraczały normy o 15 000% (150 razy), a mimo to ludzie żyją tam w zdrowiu najdłużej niż średnia w Polsce. AI potwierdziło: „Małopolska regularnie zajmuje podium w rankingach długowieczności”.

Mit 4: 45 tysięcy ofiar smogu rocznie

Skąd bierze się ta liczba, którą straszą media? AI przyznało, że to model matematyczny, a nie realne zgony. Jeśli przeniesiemy stację pomiarową z ruchliwego skrzyżowania (jak Al. Krasińskiego w Krakowie) na Błonia, to w tym samym modelu liczba „zgonów” nagle spadnie, choć zdrowie ludzi się nie zmieni. To czysta statystyka, a nie medycyna – na żadnej karcie zgonu w Polsce nie wpisano „smogu” jako przyczyny.

Normy „z sufitu”

Na koniec AI musiało przyznać, że normy WHO (np. dla BaP) nie są biologiczną granicą bezpieczeństwa. To cele polityczno-środowiskowe, które służą zielonemu lobby do straszenia ludzi i likwidacji tanich źródeł energii. Nasza rozmowa dowiodła jednego: realna epidemiologia (GUS, NIO, PZH) nie potwierdza korelacji między polskim smogiem a krótszym życiem. Jak widać, nauka obroni się sama, jeśli tylko zmusi się AI do wyjścia poza medialne dogmaty. Dla porównania, przekroczenie 150 razy normy tlenku węgla, czyli czadu, którego nie widać i nie śmierdzi w przeciwieństwie do dymu z komina, powoduje zgon po godzinie.

Propaganda strachu za grube miliony

Dlaczego AI na początku się myliło? Ponieważ w pierwszej kolejności bazowało na medialnych dogmatach, takich jak tezy o smogu powodującym astmę czy zabijającym 45 tysięcy ludzi rocznie. Są to hasła, na których promocję i utrwalanie w sieci przeznaczono w samej Małopolsce aż 140 milionów złotych. Dopiero konfrontacja z twardymi danymi GUS i KRN zmusiła algorytmy do odrzucenia opłaconej propagandy na rzecz faktów medycznych. To dowód na to, że przy tak ogromnym budżecie na manipulację, nawet technologia potrzebuje weryfikacji przez niezależne źródła.

zrzut ekranu z fragmentu konwersacji

Poniżej post propagandowy straszący smogiem, utworzony z tego wielomilionowego budżetu: