foto na podstawie facebook Blade Runnders SCT Krakow oraz krakow.pl – linki zródłowe na koncu artykułu
Kraków, miasto królów, smogu i maczet, staje się właśnie poligonem doświadczalnym dla ideologicznego projektu, który pod płaszczykiem troski o płuca mieszkańców uderza w ich portfele, logikę i podstawowe zaufanie do państwa. Strefa Czystego Transportu (SCT), forsowana przez ekipę prezydenta Aleksandra Miszalskiego, to już nie tylko projekt kontrowersyjny – to „strefa absurdu” i wielki festiwal oszukiwania obywateli. Obywateli, którzy w poczuciu bezprawia władzy, też zaczynają sięgać po bezprawne metody.
Inwigilacja i dyskryminacja
Od stycznia 2026 wchodzą wymogi SCT w Krakowie. W mieście pojawiły się już kamery monitorujące auta i system czytający tablice rejestracyjne – co można rozumieć jako permanentną inwigilację kierowców. Można zakładać, że wjazd i wyjazd każdego auta będzie teraz rejestrowany, a te niespełniające wymogów, będą miały z automatu naliczane mandaty. Czy ktoś się zastanawiał, na jakiej podstawie krakowski magistrat ma znać nasze godziny wjazdu i wyjazdu? Pod płaszczykiem ekologii pozbawia się nas prawa do prywatności. Największe emocje budzi podział na „tubylców” i przyjezdnych. Tubylcy mogą do woli jeździć nawet 30-letnim „dizlem” z Euro2, ale przyjezdny kierowca z „dizelem” z Euro5 już nie wjedzie, chyba, że zapłaci. Co to ma wspólnego z ekologią? Trudno nie zgodzić się, że cele ekologicznę są tylko przykrywką do celów finansowych miasta Krakowa. To jednak tylko jeden z absurdów, które irytują obywateli i podgrzewają negatywne emocje.
Ekologia na pokaz, koszty na serio
Prezydent Miszalski zdaje się nie dostrzegać, że samochód nie jest dla większości luksusem, a narzędziem pracy. Forsowanie restrykcji w atmosferze chaosu prawnego to klasyczny przykład segregacji ekonomicznej. W dobie rosnących kosztów życia zmuszanie ludzi do kolejnych wymian aut – bo „akurat zmieniła się koncepcja” w ratuszu – jest przejawem głębokiego oderwania władzy od rzeczywistości. Do tego, „strefa” ma objąć większość terenu miasta – wewnątrz 4 obwodnicy. Dla porównania, w Warszawie, gdzie SCT działa już od roku, strefa obejmuje zaledwie 7% powierzchni miasta (głównie ścisłe centrum).
Wielka wymiana, wielkie oszustwo
Najbardziej bulwersującym aspektem krakowskiej rewolucji jest sposób, w jaki potraktowano ludzi, którzy chcieli być „w porządku” wobec nowych przepisów. Przypomnijmy: przez długi czas obowiązywała stara uchwała SCT, która wyznaczała jasne (choć surowe) reguły. Setki, jeśli nie tysiące krakowian oraz mieszkańców sąsiednich gmin, wierząc w stabilność prawa, wzięło kredyty lub wydało oszczędności życia, by wymienić swoje starsze diesle na auta spełniające normę Euro 5.
I co się stało? W nowym projekcie zasady zmieniono tak drastycznie i nielogicznie, że tamte inwestycje okazały się wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Nowa SCT dla „Krakusów” poluzowała wymogi (Euro 5 przestało być koniecznością), co oznacza, że wielu mieszkańców niepotrzebnie pozbyło się sprawnych aut. Z kolei przyjezdnych z gmin ościennych potraktowano z buta – od nich wymaga się teraz normy Euro 6. Efekt? Człowiek z Wieliczki czy Skawiny, który rok temu kupił auto z Euro 5, by móc dalej pracować w Krakowie, dziś dowiaduje się, że i tak jest wykluczony. To jawne oszustwo i kpina z obywatela.
Komunikacyjny paraliż i brak alternatyw
Zanim zakaże się wjazdu autom, należy dać mieszkańcom realną alternatywę – tymczasem krakowska władza robi dokładnie na odwrót, zastawiając na kierowców pułapkę. Szczytem absurdu jest fakt, że strefą SCT objęto niemal wszystkie istniejące parkingi Park & Ride, nie oferując w zamian żadnych nowych punktów przesiadkowych na przedmieściach. W efekcie kierowca, który chciałby zostawić auto i przesiąść się do tramwaju, dowiaduje się, że… nie ma prawa nawet dojechać do parkingu. Zamiast zachęcać do ekologii, miasto odcina drogi ucieczki. Co gorsza, oferta komunikacji miejskiej ani drgnęła – nie przybyło kursów, nie poszerzono siatki połączeń, za to mieszkańcy straszeni są drastycznymi podwyżkami cen biletów. Obywatel jest dziś atakowany z każdej strony: najpierw zmusza się go do porzucenia samochodu, potem odbiera możliwość zaparkowania na obrzeżach, a na koniec każe płacić więcej za stanie w przepełnionym i spóźnionym autobusie. To nie jest polityka transportowa – to zmasowany atak na portfele i cierpliwość obywateli.
Biurokratyczny bałagań i pośpiech
Mieszkańcy Krakowa, choć teoretycznie zwolnieni z części rygorów, zostali rzuceni na głęboką wodę biurokracji, próbując udowodnić, że ich auta spełniają wymogi – miejska infolinia jest stale oblężona, a kolejki sięgające 130 osób czekających na połączenie powodują dodatkową złość. Jakby tego było mało, strona internetowa służąca do weryfikacji pojazdów i obsługi opłat pojawiła się dopiero tuż przed świętami Bożego Narodzenia, co w praktyce odebrało mieszkańcom Małopolski jakikolwiek czas na rzetelne zapoznanie się ze skomplikowanymi zasadami, nie mówiąc już o osobach starszych czy wykluczonych cyfrowo, dla których stolica regionu stała się nagle twierdzą nie do zdobycia.
Zwalanie winy
W obliczu narastającego gniewu, obserwujemy żenujący spektakl wzajemnego oskarżania się polityków. Prezydent Aleksander Miszalski uparcie twierdzi, że do wprowadzenia drastycznej SCT zmusza go Urząd Marszałkowski, kierowany przez PiS i marszałka Łukasza Smółkę, powołując się na zapisy Programu Ochrony Powietrza Województwa Małopolskiego. Z kolei politycy Prawa i Sprawiedliwości odpierają te ataki, podkreślając, że chaos i podziały społeczne to nie ich pomysł, lecz efekt fatalnego wykonania przepisów przez krakowski magistrat. Do gry wszedł także były minister infrastruktury i poseł PiS, Andrzej Adamczyk, który zapowiedział walkę z krakowską strefą na drodze sądowej. W tym politycznym ping-pongu, gdzie każda ze stron próbuje umyć ręce, jedynym przegranym pozostaje mieszkaniec Małopolski, uwięziony między ideologią urzędników a partyjną walką
Wina Wojewody
W całym tym korowodzie zaniedbań nie można pominąć roli Wojewody Małopolskiego Krzysztofa Klęczara (PSL), który jako konstytucyjny organ nadzoru, koncertowo zawiódł mieszkańców. Mając pełną świadomość wad prawnych nowej uchwały o SCT oraz – co najważniejsze – realne prawo do wstrzymania jej wykonania, Wojewoda zamiast działać, wybrał polityczną grę. Zapewniał, że zaskarży strefę do sądu i będzie „negocjował” z władzami Krakowa zmianę najbardziej kontrowersyjnych zapisów. Co wyszło z tych szumnych zapowiedzi? Nic.
Negocjacje okazały się pustym spektaklem, a skarga wojewody – złożona ramię w ramię ze skargami Gminy Skawina oraz Bartłomieja Krzycha, radnego miejskiego Wieliczki – zostanie rozpoznana przez sąd dopiero wtedy, gdy niesprawiedliwe przepisy SCT już wejdą w życie i dotkną obywateli. Wojewoda, zamiast wypełnić swój obowiązek i postawić tamę prawnemu absurdowi w momencie jego tworzenia, stał się de facto współwinny jego wprowadzenia. Kto rozliczy wojewodę za brak jego działań? W obecnych realiach politycznych, chyba mało kto wierzy, że prokuratura zajmie się sprawą.
Sądy nie pomagają, czyli prawny teatr absurdu
W całej tej batalii mieszkańcy zostali sami, bo na wymiar sprawiedliwości – jak pokazuje rzeczywistość – liczyć nie mogą. Historia krakowskiej SCT to procesowa farsa, sprzyjająca poczuciu akceptacji bezprawia. Choć dwa lata temu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uchylił pierwszą wersję strefy, wyrok był nieprawomocny. Pod koniec listopada 2025 roku Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie, zamiast przeciąć ten gordyjski węzeł, skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez krakowski sąd. Efekt? Prawny paraliż. Nawet jeśli 14 stycznia 2026 WSA w Krakowie uchyli nową uchwałę, wcale nie oznacza to końca koszmaru – istnieje realne ryzyko, że w obieg prawny „wskoczy” stara, jeszcze bardziej restrykcyjna uchwała, dopóki znów nie zostanie zaskarżona do NSA, gdzie utknie na kolejne lata.
Na domiar złego, NSA do tej pory nie sporządziło pisemnego uzasadnienia swojego wyroku. Nie wiadomo, czy dokument ten w ogóle pojawi się przed kluczową rozprawą 14 stycznia. Bez wytycznych z góry krakowski sąd będzie orzekał po omacku, co niemal gwarantuje kolejną falę odwołań i niepewności. Nie pociesza przy tym stanowisko NSA, który podtrzymał opinię, że zwykli obywatele nie mają prawa zaskarżać SCT, bo rzekomo nie mają w tym „interesu prawnego”. To jasny sygnał: płaćcie podatki i wymieniajcie auta, ale od decyzji urzędników trzymajcie się z daleka. W tym prawnym labiryncie nikt nie dba o stabilność życia obywatela – liczy się tylko podtrzymywanie ideologicznego projektu za wszelką cenę. Czy tak ma wyglądać „demokratyczne państwo prawa”, na które Polacy umawiali się w Konstytucji?
Widmo „Blade Runners” nad Wisłą
Ignorancja władzy i poczucie głębokiej niesprawiedliwości rodzą radykalne postawy, o czym świadczy rosnąca w sieci popularność ruchu „Blade Runners” (z angielskiego „blade” – ostrze, „runner” – biegacz). To, co zaczęło się w Londynie jako partyzanckie niszczenie kamer śledzących kierowców, w Krakowie może przybrać znacznie mroczniejsze oblicze. W mieście, które od lat zmaga się ze stereotypem „miasta maczet”, urzędnicy igrają z ogniem, doprowadzając zdesperowanych ludzi do ostateczności. Jeśli krakowianie i mieszkańcy ościennych gmin poczują się zapędzeni w kozi róg – gniew z internetowych forów może szybko przenieść się na ulice. Miasto już teraz ostrzega przed konsekwencjami niszczenia infrastruktury SCT, ale czy prezydent Miszalski naprawdę chce testować, jak krakowska tradycja „rozwiązywania problemów ostrymi narzędziami” sprawdzi się w starciu z systemem totalnego nadzoru? Zamiast czystego powietrza, możemy doczekać się krajobrazu jak z dystopijnego filmu, gdzie ścięte kamery i zniszczone czytniki tablic staną się jedynym głosem sprzeciwu obywateli, których nikt nie chciał słuchać.
Gdzie odpowiedzialność?
Kto weźmie odpowiedzialność za straty finansowe osób, które zaufały poprzednim wytycznym? Kto odpowie za upadek małych przedsiębiorców, których auta z normą Euro 5 nagle stały się „nielegalne” w oczach nowej uchwały dla przyjezdnych? A co jeśli sąd unieważni absurdalne przepisy i wyrok stanie się prawomocny? Czy opłaty i mandaty zostaną zwrócone? Czy urzędy i sądy będą zasypane pozwami obywateli o zwrot poniesionych kosztów, w tym wymiany aut? Kto poniesie koszty społeczne tego bałaganu społeczno-prawnego?
Prowokacja do buntu?
W obliczu tak jaskrawych absurdów, prawnej pułapki zastawionej na zwykłych ludzi i jawnej pogardy władzy dla praw obywatelskich, rodzi się fundamentalne pytanie: czy Prezydent Miszalski i jego urzędnicy powinni być zaskoczeni rosnącą agresją społeczną? Gniew społeczny pojawiał się już na etapie konsultacji przed uchwaleniem SCT, gdzie sale magistratu były wypełnione po brzegi przeciwnikami SCT, a kilka tysięcy negatywnych uwag obywateli do SCT, zostało uznane za nieważne, bo były sprzeczne z celem SCT.
Jeśli państwo zawodzi na każdym szczeblu – od radnych, przez Wojewodę, aż po sądy administracyjne – a obywatel zostaje sam z kredytem na auto, którym nie wolno mu dojechać do pracy, to system sam prosi się o katastrofę. Czy w „mieście maczet”, kogokolwiek powinno dziwić, że zdesperowani ludzie zaczynają rozważać branie spraw w swoje ręce? Gdy dialog zostaje zastąpiony ideologicznym dyktatem, a prawo staje się narzędziem opresji zamiast ochrony, ulica zaczyna mówić własnym, brutalnym językiem, który zyskuje akceptacje społeczną. To nie jest ostrzeżenie – to diagnoza sytuacji, do której krakowskie elity doprowadziły na własne życzenie.
Pan Bartek Bartłomiej Krzych Radny Rady Miejskiej w Wieliczce Stowarzyszenie Otwarta Wieliczka
Postanowiłem zweryfikować z modelem sztucznej inteligencji, na ile prawdziwa jest propaganda smogowa. Rozmawiałem z modelem Gemini od Google na stronie https://gemini.google.com/
Zacząłem tę rozmowę z przekonaniem, że sztuczna inteligencja będzie powielać oficjalną narrację o „zabójczym smogu”. Początkowo AI faktycznie „wkleiło propagandę”, twierdząc, że Kraków to stolica chorób płuc. Jednak po konfrontacji z twardymi danymi naukowymi i statystykami, algorytm musiał skapitulować przed faktami. Oto krótki zapis tej drogi.
Mit 1: Kraków to stolica astmy
Pierwszym argumentem AI było to, że smog w Krakowie powoduje plagę astmy. Wyciągnąłem więc doktorat lek. Jarosława Komorowskiego oparty na badaniu ECAP. Wynik? W Gdańsku, gdzie powietrze jest czyste, wskaźnik objawów astmy u młodzieży (13–14 lat) wynosił 21,2%, podczas gdy w zasmogowanym Krakowie zaledwie 15,2%. AI przyznało: „Teza o znacznie częstszym występowaniu astmy w Krakowie jest nieprawdziwa”.
Mit 2: Rak płuc a zanieczyszczenie powietrza
Kolejnym „pewniakiem” miał być nowotwór płuc. Sprawdziliśmy dane Narodowego Instytutu Onkologii (KRN) z lat 1999–2019. Okazało się, że to w nadmorskim woj. pomorskim zachorowalność na raka płuca jest wyższa niż w małopolskim. Dlaczego? Bo to styl życia (palenie tytoniu) i genetyka decydują o raku, a nie pyły PM2.5. Smog przy papierosach to tylko statystyczny szum.
Mit 3: Smog skraca życie
To był najmocniejszy cios dla AI. Porównaliśmy długość życia w zasmogowanym Nowym Targu i czystym Koszalinie. Mieszkańcy powiatu nowotarskiego żyją o ok. 2 lata dłużej niż mieszkańcy Koszalina. Co więcej, w Nowym Targu stężenia rakotwórczego Benzo(a)pirenu (BaP) przekraczały normy o 15 000% (150 razy), a mimo to ludzie żyją tam w zdrowiu najdłużej niż średnia w Polsce. AI potwierdziło: „Małopolska regularnie zajmuje podium w rankingach długowieczności”.
Mit 4: 45 tysięcy ofiar smogu rocznie
Skąd bierze się ta liczba, którą straszą media? AI przyznało, że to model matematyczny, a nie realne zgony. Jeśli przeniesiemy stację pomiarową z ruchliwego skrzyżowania (jak Al. Krasińskiego w Krakowie) na Błonia, to w tym samym modelu liczba „zgonów” nagle spadnie, choć zdrowie ludzi się nie zmieni. To czysta statystyka, a nie medycyna – na żadnej karcie zgonu w Polsce nie wpisano „smogu” jako przyczyny.
Normy „z sufitu”
Na koniec AI musiało przyznać, że normy WHO (np. dla BaP) nie są biologiczną granicą bezpieczeństwa. To cele polityczno-środowiskowe, które służą zielonemu lobby do straszenia ludzi i likwidacji tanich źródeł energii. Nasza rozmowa dowiodła jednego: realna epidemiologia (GUS, NIO, PZH) nie potwierdza korelacji między polskim smogiem a krótszym życiem. Jak widać, nauka obroni się sama, jeśli tylko zmusi się AI do wyjścia poza medialne dogmaty. Dla porównania, przekroczenie 150 razy normy tlenku węgla, czyli czadu, którego nie widać i nie śmierdzi w przeciwieństwie do dymu z komina, powoduje zgon po godzinie.
Propaganda strachu za grube miliony
Dlaczego AI na początku się myliło? Ponieważ w pierwszej kolejności bazowało na medialnych dogmatach, takich jak tezy o smogu powodującym astmę czy zabijającym 45 tysięcy ludzi rocznie. Są to hasła, na których promocję i utrwalanie w sieci przeznaczono w samej Małopolsce aż 140 milionów złotych. Dopiero konfrontacja z twardymi danymi GUS i KRN zmusiła algorytmy do odrzucenia opłaconej propagandy na rzecz faktów medycznych. To dowód na to, że przy tak ogromnym budżecie na manipulację, nawet technologia potrzebuje weryfikacji przez niezależne źródła.
zrzut ekranu z fragmentu konwersacji
Poniżej post propagandowy straszący smogiem, utworzony z tego wielomilionowego budżetu:
Pan Bartek, czyli Bartłomiej Krzych pod Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Krakowie
22 stycznia 2026 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie ma rozpoznać moją skargę na uchwałę Sejmiku Województwa Małopolskiego, tzw. uchwały antysmogowej dla Małopolski, co ja nazywam uchwałą antykominkową. W mojej skardze zarzucam kilka wad, m.in. natury formalno-prawnej, natomiast kluczowym aspektem jest to, czy domowy kominek jest instalacją w rozumieniu ustawy Prawo Ochrony Środowiska i czy sejmik może go zakazywać. Na tym się skupie w tym wpisie.Na końcu wpisu, jest też symulacja wyroku Sądu stworzona przez sztuczną inteligencje na bazie tego wpisu – model Google Gemini.
Ten tekst jest ubrany w ciekawy podcast, który możesz posłuchać tu (18 minut):
Zacznijmy od tego, że prawo ochrony środowiska (dalej POŚ) w Art. 4. 1. , mówi że, „Powszechne korzystanie ze środowiska przysługuje z mocy ustawy każdemu i obejmuje korzystanie ze środowiska, bez użycia instalacji, w celu zaspokojenia potrzeb osobistych oraz gospodarstwa domowego”
Ważne jest tu pojęcie instalacji. Traktując ten przepis literalnie, dla celów bytowych można używać do woli urządzeń i źródeł ciepła, ale nie instalacji.
Kluczowe zatem jest określenie, co można uznać za instalację. Ustawa POŚ definiuje instalację w art. 3 pkt 6 jako a) stacjonarne urządzenie techniczne, b) zespół stacjonarnych urządzeń technicznych powiązanych technologicznie, do których tytułem prawnym dysponuje ten sam podmiot i położonych na terenie jednego zakładu, c) budowle niebędące urządzeniami technicznymi ani ich zespołami, których eksploatacja może spowodować emisję;
Zdefiniowanie instalacji jest kluczowe również ze względu na znowelizowany w 2015 roku art. 96, który daje uprawnienia sejmikom województw do wprowadzenia ograniczeń i zakazów dotyczących instalacji. Zaznaczmy, podobnie jak w art. 4.1 przy określaniu prawa do powszechnego korzystania ze środowiska, mowa jest tylko i wyłącznie o instalacji, a nie urządzeniach czy źródłach ciepła, czy źródłach spalania paliw.
Od czasu nowelizacji POŚ w 2015 roku dogmatem stało się uznanie domowych kominków, pieców, a także grilli i wędzarni jako „stacjonarne urządzenia techniczne, których eksploatacja może spowodować emisję”, czyli instalacji.
W 2016 i 2017, na bazie art. 96 POŚ, Sejmik Województwa Małopolskiego zatwierdził dwie uchwały „antysmogowe”(tak naprawdę „antykominkowe”) dla Krakowa i Małopolski. W obu tych uchwałach, w paragrafie 2 widnieje zapis o treści „Rodzaje instalacji, dla których wprowadza się ograniczenia i zakazy w zakresie ich eksploatacji to instalacje, w których następuje spalanie paliw (…), w szczególności kocioł, kominek i piec”. Należy tu podkreślić, że sejmik, jako organ niższego szczebla, dołożył sobie w uchwale słowa „kocioł, kominek i piec”, bo takich zapisów nie ma w ustawie, czyli akcie nadrzędnym.
Należy teraz rozważyć, na ile ten dogmat jest uzasadniony w szerszym spojrzeniu na przepisy prawa i orzecznictwo sądów, bo jeśli uznamy, iż domowy kominek czy wędzarnia nie są instalacjami w rozumieniu POŚ, to nie można ich zakazywać.
Od razu należy również podkreślić, że mówimy po pojęciu instalacji w rozumieniu przepisów POŚ, a to nie oznacza potocznego znaczenia instalacji.
Niewątpliwe definicja instalacji zawarta w POŚ uwzględnia dwie kluczowe kwestie, które pasują do domowego pieca, kominka czy grilla. Stacjonarne urządzenie, które powoduje emisję.
Jednakże stosując taką logikę i patrząc inne zapisy ustawy POŚ, dochodzimy do wniosku, że dom, w którym jest kominek (instalacja) jest zakładem, bo tak jest zdefiniowany zakład:
48) zakładzie – rozumie się przez to jedną lub kilka instalacji wraz z terenem, do którego prowadzący instalacje posiada tytuł prawny, oraz znajdującymi się na nim urządzeniami;
Innymi słowy, patrząc na ustawowe definicje pojęć jeśli kominek jest instalacją, to dom z kominkiem jest zakładem, co wydaje się być absurdem, bo zakład kojarzy się z działalnością produkcyjno-usługową, a nie sprawami bytowymi człowieka.
Aby lepiej zrozumieć temat, trzeba cofnąć się do lat 2013-2014, kiedy uchwalono pierwszą uchwałę „antysmogową” (antykominkową) dla Krakowa, która została uznana za nieważną najpierw przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie, a następnie Naczelny Sąd Administracyjny, co w 2015 roku doprowadziło do nowelizacji ustawy POŚ, a konkretnie art. 96.
Przed nowelizacją, a więc do roku 2015 roku, art. 96 ustawy POŚ miał brzmienie: „Art. 96. Sejmik województwa może, w drodze uchwały, w celu zapobieżenia negatywnemu oddziaływaniu na środowisko lub na zabytki określić dla terenu województwa bądź jego części rodzaje lub jakość paliw dopuszczonych do stosowania, a także sposób realizacji i kontroli tego obowiązku.”
Co warto pod kreślić, w tym starym zapisie ustawy nie było słowa instalacja. Przepis ten zezwalał na regulowanie jakości paliw, ale nie jakości urządzeń grzewczych, a ponadto nie pozwoalał na zróżnicowanie celów, w jakim paliwa były spalane. Ponieważ pierwsza uchwała antysmogowa (antykominkowa) dla Krakowa zawierała oddzielenie gospodarstw domowych (spalania paliw w celach bytowych) od przemysłowych, uchwała została unieważniona przez sądy.
Warto zwrócić uwagę, iż sądy już wtedy poddawały w wątpliwość, czy spalanie paliw w gospodarstwach domowych jest korzystaniem z instalacji. Zwracał na to uwagę WSA w Krakowie w wyroku z 22 sierpnia 2014, sygn.. II SA/Kr 490/14: „Prawo powszechnego korzystania ze środowiska przysługuje osobom fizycznym ( z uwagi na cele jakim służy). Uwzględniając treść art. 37 Konstytucji RP, za takie podmioty należy uznać osoby fizyczne legalnie przebywające w Polsce, niezależnie od obywatelstwa. Jest to potencjalny krąg adresatów nakazu z § 1 zaskarżonej uchwały, którzy mogą ogrzewać lokale i budynki albo przygotowywać ciepłą wodę użytkową, w celu zaspokojenia potrzeb osobistych oraz gospodarstwa domowego, w tym wypoczynku oraz uprawiania sportu, co wyobrażalne jest nawet bez użycia instalacji, ale z wykorzystaniem energii cieplnej pochodzącej ze spalenia węgla albo drewna, w takich warunkach, że emisja następuje np. przez otwarte okno lub przewody wentylacyjne.”
Sąd w uzasadnieniu zaznacza również, że domowa instalacja ogrzewania nie jest z automatu instalacją w rozumieniu POŚ: „Istotnym jest, że pojęcie instalacji ma tu inne znaczenie, niż na gruncie przepisów ustawy Prawo ochrony środowiska.(…) podjęta wyżej próba ustalenia znaczenia terminu ” instalacja”, przeprowadzona w ograniczonym zakresie wskazuje, że wyjaśnienie rzeczywistej treści i zakresu zastosowania § 2 zaskarżonej uchwały, w tym adresata zakazu i ograniczeń, wymaga dokonania skomplikowanych zabiegów interpretacyjnych po to, by dowiedzieć się czy § 1 i sankcja z art. 334 p.o.ś. dotyczą jakiegoś podmiotu będącego osobą fizyczną.
Następnie warto zaznaczyć, że inne urządzenia bytowe powodujące emisje (np. szamba – zapachy, gazy; kuchenki gazowe – gazy, pompy do wody i hydrofory – hałas i wibracje, klimatyzatory – hałas i ciecz, routery internetowe – fale elektromagnetyczne) nie są uznawane za instalacje, lecz używane w ramach powszechnego prawa do korzystania ze środowiska. Gdzie zatem jest granica?
Wiele wyjaśni nam sam przebieg prac legislacyjnych w sejmie nad nowelizacją wspomnianego art. 96 POŚ w 2015 roku. Po pierwsze – projekt był zgłoszony przez grupę posłów, nie był to projekt rządowy. Po drugie, projekt zakładał wprowadzenie nie tylko ograniczeń w zakresie instalacji, ale i urządzeń, a ponadto – zakładał wprowadzenie stref czystego transportu. Projekt ustawy uległ znacznym ograniczeniom i modyfikacjom po konsultacjach w komisjach, w wyniku czego usunięto zapisy dotyczące strefy czystego transportu, jednak kluczowe kwestie nadal budziły wątpwliości interpretacyjne, ale ustawę przegłosowano w pośpiechu, ponieważ kończyła się kadencja Sejmu PO-PSL, a po wygranej prezydenta Dudy przewidywano zmianę większości sejmowej na PiS.
Z zapisów przebiegu posiedzenia komisji sejmowej i prac nad projektem uchwały dowiadujemy się ciekawych rzeczy. Ówczesny poseł z Krakowa, Pan Łukasz Gibała, na komisji 21 lipca 2015 tak argumentował konieczność zmian. „Chciałem też zaapelować do Wysokich Komisji – bardzo ważne jest, aby ta ustawa została uchwalona, bo wiemy, że w Sejmie obowiązuje coś takiego, jak zasada dyskontynuacji. Tak więc, apeluję o powołanie podkomisji, która będzie pracowała w trybie ciągłym, nawet w okresie wakacyjnym. Chodzi o to, abyśmy zdążyli uchwalić tę ustawę. Cały Kraków na nią czeka a myślę, że również duża część mieszkańców innych miast w Polsce.
Projekt nowelizacji art. 96 był krytycznie oceniany przez Sejmowych prawników. Opinia Centrum Analiz Sejmowych zawierała taką uwagę: „Proponowana zmiana przepisu art. 96 Prawa ochrony środowiska zawiera nieprecyzyjne sformułowania, niepozwalające stwierdzić jakiego rodzaju urządzeń i instalacji dotyczy regulacja, jak określić zasięg obszaru objętego ograniczeniem oraz podmioty, których uchwała sejmiku ma dotyczyć.
Z kolei przedstawiciel Biura Legislacyjnego Kancelarii Sejmu tak wyrażał swoje obawy:
„Otóż, w naszej ocenie, ta propozycja, zgodnie z którą sejmik województwa będzie mógł w drodze aktu prawa miejscowego wprowadzać ograniczenia lub zakazy w zakresie eksploatacji instalacji, w których zachodzi proces spalania, może budzić pewne wątpliwości co do zgodności z konstytucyjnym prawem własności – konkretnie z art. 21 oraz z art. 64 ust. 1 i 3 konstytucji. Naturalnie art. 31 ust. 3 konstytucji pozwala na wprowadzanie pewnych odstępstw ograniczeń w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności praw, jednak – zgodnie z zasadą proporcjonalności – one mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska. Jak rozumiem, tutaj ta ochrona środowiska wchodziłaby w grę. Niemniej jednak konstytucja stanowi wprost, że muszą być ustanawiane w ustawie. W jednym ze swoich orzeczeń Trybunał Konstytucyjny (jest to orzeczenie z 8 lipca 2003 r. sygn.P10/02) stwierdza, że – skoro ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności mogą być tylko ustanawiane w ustawie – to kryje się w tym nakaz kompletności ograniczenia danego prawa i wolności, tak aby już na podstawie lektury przepisów ustawy można było wyznaczyć kompletny zarys, kontur tego ograniczenia. Niedopuszczalne jest natomiast przyjmowanie w ustawie uregulowań blankietowych pozostawiających organom władzy wykonawczej czy organom samorządu terytorialnego swobodę normowania ostatecznego kształtu owych ograniczeń a, w szczególności, wyznaczenia zakresu tych ograniczeń. W naszym mniemaniu mamy tutaj do czynienia właśnie z taką sytuacją i w związku z powyższym proponowalibyśmy zasięgnięcie dalszych opinii prawnych w tym zakresie.”
Podsumowując, Sejmowi prawnicy uznali, ze nowy zapis art. 96 jest nieprecyzyjny, a Konstytucja wymaga wysokiej precyzyjności przy ingerencji w podstawowe prawa obywatelskie takie jak własność, prywatność, nienaruszalność mieszkania czy prawo do ochrony zdrowia (przed wyziębieniem). Mimo to, ustawa została przepchnięta przez Sejm – zaangażowani posłowie z Krakowa i okolic mogli przed wyborami parlamentarnymi się chwalić swoim udziałem w walce o czyste powietrze, a nowy Prezydent z Krakowa, Andrzej Duda w październiku 2015 podpisał nowelizację ustawy, by nie narazić się na medialny hejt, bo rzeczywiście dla większości mieszkańców urobionych propagandą za miliony złotych, żądało czystego powietrza za wszelką cenę.
Władze Krakowa oraz Sejmik Województwa Małopolskiego niezwłocznie i ekspresowo przystąpiły do prac nad nową uchwałą antysmogową (antykominkową) dla Krakowa i już 3 miesiące później – w styczniu 2016 uchwaliły zakaz spalania paliw stałych w instalacjach na terenie Krakowa. Bazujac na dogmacie, że kominek, kocioł, piec to instalacja – od września 2019 roku zakazane zostały nie tylko stare kopciuchy, ale nowoczesne kominki spełniające normę eko-projekt, ekologiczne piece na pelet, czy piece zgazowujące drewno, a także wszelkie tradycyjne kuchnie i piece zduńskie oraz grille i wędzarnie.
Co ciekawe, na stronach Internetowych Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego w pytaniach i odpowiedziach dotyczących wymogów uchwały antysmogowej(antykominkowej) dla Krakowa, widnieje taki zapis:
„Czy w Krakowie można rozpalić grill? Tak, jeśli jest on urządzeniem przenośnym. Stacjonarne grille ogrodowe traktowane są jako instalacje wydzielające ciepło i nie wolno w nich stosować paliw stałych (…)”
Tu cytaty wyjaśniające organu (dotyczy podobnej uchwały dla Krakowa, ale w kontekście stosowania przez organ pojęcia „instalacji”).
Prowadzi to do paradoksu „wozu Drzymały” – kominek (piec „koza”) na kółkach nie jest instalacją. Należy sobie zadać proste pytanie – czy rozpalenie suchym drewnem przenośnego pieca typu koza lub „pieca rakietowego” na balkonie, a następnie nagrzanego, kiedy drewno już nie dymi, przeniesienie go do domu w celu ogrzania pomieszczenia, jest eksploatacją instalacji?
W orzeczeniach sądów, można znaleźć opinię, iż stacjonarność urządzenia nie oznacza trwałego związku z gruntem, a określenie, czy dane urządzenie jest instalacją nie jest oczywiste i wymaga indywidualnej oceny. W wyroku II SA/Gl 1059/23 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicachoddalił skargę fundacji na decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które odmówiło stwierdzenia nieważności zezwolenia z 2013 r. na przetwarzanie odpadów (komunalnych osadów ściekowych) wydanego spółce bez decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Fundacja zarzucała, że przetwarzanie odbywa się w instalacji wymagającej takiej decyzji, co stanowiłoby rażące naruszenie prawa uzasadniające nieważność zezwolenia. Sąd uznał, że kluczowe jest ustalenie, czy wykorzystywane urządzenia (mieszalnik, prasa hydrauliczna, tunele foliowe) stanowią instalację w rozumieniu art. 3 pkt 6 ustawy Prawo ochrony środowiska, co nie jest oczywiste i wymaga analizy faktycznej. Dokładny cytat z uzasadnienia brzmi:
„Celem jest podkreślenie, że dokonanie wykładni przepisu art. 3 pkt 6 u.p.o.ś., który w swym brzmieniu nie jest jednoznaczny, wymaga zebrania odpowiedniego materiału dowodowego, w tym odnośnie zasad funkcjonowania tych urządzeń oraz miejsca i czasu ich funkcjonowania.”
Zaznaczmy, że sprawa dotyczy zakładu przetwarzania odpadów i jak widać starosta wydający decyzję, a następnie Samorządowe Kolegium Odwoławcze oraz Wojewódzki Sąd Administracyjny nie uznały wprost tego jako instalację.
Można zatem obiektywnie stwierdzić, iż kwestia rozumienia pojęcia instalacji w POŚ nie jest oczywista. Nie wynika to z subiektywnej oceny, ale m.in. przedstawionych opinii sejmowych prawników czy orzeczeń sądów.
To jednak nie wszystko, bo istnieje wiele argumentów, wskazujących wprost, iż domowy kominek nie jest instalacją w rozumieniu POŚ.
Na moje pytanie wysłane do ministerstwa klimatu z zapytaniem czy kominek jest instalacją, a jeśli tak to czy podlega obowiązkom zawartym w ustawie POŚ dla instalacji, odpowiedziano mi, że domowe kominki można traktować jako instalacje spalania o mocy poniżej 1MW, które są zwolnione z obowiązku pozwolenia na eksploatacje czy zgłoszenia, z uwagi na rozporządzenie ministra, które wyłącza takie instalacji z tych obowiązków. Ministerstwo zaznaczyło jednak, że nie jest to opinia prawnie wiążąca.
I fakt – rozporządzenie ministra nie wymaga zgłoszenia instalacji o mocy cieplnej poniżej 1MW, ale… minister to jedna osoba, która może rozporządzenie w każdej chwili zmienić i obniżyć próg do z 1MW do 1kW. I co wtedy? Jedną decyzją, jednej osoby domowe kominki i piece podlegałyby zgłoszeniu na mocy ustawy co wymaga m.in. podania adresu zakładu, rodzaj prowadzonej działalności, w tym wielkość produkcji, wielkość i rodzaj emisji. Dodatkowo, kominki podlegałyby procedurze zawartej w art. 147 POŚ „. Prowadzący instalację oraz użytkownik urządzenia są obowiązani do okresowych pomiarów wielkości emisji.”
Ponadto, we wspomnianej sytuacji kominki jako instalacje spalania do 1kW objęte zgłoszeniem, nie podlegałyby pod zakazy i ograniczenia uchwały antysmogowej, bo w art. 96 ust. 8 zawarto zapis, że zakazy nie dotyczą instalacji, które wymagają pozwolenia lub zgłoszenia. Oznacza to, że jeden minister mógłby jedną decyzją wyłączyć kominki z zakazów i ograniczeń zawartych w uchwałach antysmogowych, choć objąłby je wtedy innymi wymogami ustawy. A pamiętajmy, że ustawa wymaga nie tylko zgody Sejmu i Senatu, ale również podpisu Prezydenta.
I co ciekawe – w rozporządzeniu MINISTRA KLIMATU I ŚRODOWISKA1) z dnia 7 września 2021 r. w sprawie wymagań w zakresie prowadzenia pomiarów wielkości emisji, używa się pojęcia „źródła spalania paliw”. Mało istotne, ale to kolejny dowód na brak jednoznacznych definicji. Bo skoro kominek jest instalacją, a rozporządzenia zwalnia z wymogów „źródła spalania paliw”, to już nie wiadomo, czy kominek jest instalacją, czy źródłem spalania paliw.
Ale czy faktycznie jest jak twierdzi ministerstwo, domowe urządzenia grzewcze, kominki, piece kaflowe, kozy, wędzarnie są instalacjami spalania o mocy poniżej 1MW?
W 2018 roku znowelizowano ustawę o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw i w art. 1 ust 2 dokonano podziału przeznaczenia paliw do użycia w 1) gospodarstwach domowych 2) Instalacjach spalania o mocni poniżej 1MW.
W zasadzie powinien być to warunek wystarczający (sine qua non) do stwierdzenia, że ustawodawca wyraźnie rozdziela spalanie paliw w gospodarstwach domowych od spalania paliw w instalacjach poniżej 1MW. Bo co można robić z paliwem typu gaz, pelet, drewno, węgiel w gospodarstwie domowym? Oczywiście, że służy ono do spalania i ogrzewania – do celów bytowych. Innymi słowy, w 2018 roku, a więc już po nowelizacji art. 96 POŚ oraz podjęciu uchwał antysmogowych (antykominkowych) dla Krakowa w 2016 roku i Małopolski w 2017 roku, ustawodawca wskazał wyraźne rozgraniczenie miedzy gospodarstwami domowymi a instalacjami.
To jednak nie wszystko. Warto zaznaczyć, że słowo kominek nie pojawia się w ustawie POŚ. W 2022 roku domowy kominek pojawia się natomiast wprost w ustawie o szczególnych rozwiązaniach w zakresie niektórych źródeł ciepła w związku z sytuacją na rynku paliw, gdzie zawarto taki zapis:
Art. 24. 1. Dodatek dla gospodarstw domowych przysługuje osobie w gospodarstwie domowym, w przypadku gdy głównym źródłem ciepła gospodarstwa domowego jest: 1) kocioł na paliwo stałe, kominek, koza, ogrzewacz powietrza, trzon kuchenny, piecokuchnia albo piec kaflowy na paliwo stałe, zasilane peletem drzewnym, drewnem kawałkowym lub innym rodzajem biomasy, albo 2) kocioł gazowy zasilany skroplonym gazem LPG, albo 3) kocioł olejowy – zgłoszone lub wpisane do centralnej ewidencji emisyjności budynków, o której mowa w art. 27a ust. 1 ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o wspieraniu termomodernizacji i remontów oraz o centralnej ewidencji emisyjności budynków
Mamy tu zatem jasny USTAWOWY przekaz: kominek to źródło ciepła w gospodarstwie domowym. Oczywiście, jest to ustawa o innym znaczeniu niż prawo ochrony środowiska, ale w przypadku braku przypisania w POŚ domowych źródeł ciepła do instalacji spalania paliw oraz szeregu wątpliwości interpretacyjnych przywołanych wcześniej, nie można być obojętnym na tak bezpośrednie wskazanie definicji kominka przez ustawodawcę.
Podobnie w ustawie o dodatku węglowym w art. 2 ustawodawca wprost wskazuje:
Art. 2. 1. Dodatek węglowy przysługuje osobie w gospodarstwie domowym w przypadku, gdy głównym źródłem ogrzewania gospodarstwa domowego jest kocioł na paliwo stałe, kominek, koza, ogrzewacz powietrza, trzon kuchenny, piecokuchnia, kuchnia węglowa lub piec kaflowy na paliwo stałe, zasilane paliwami stałymi, wpisane lub zgłoszone do centralnej ewidencji emisyjności budynków, o której mowa w art. 27a ust. 1 ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o wspieraniu termomodernizacji i remontów oraz o centralnej ewidencji emisyjności budynków.
Przywołane ustawy dotyczące dodatków finansowych odnoszą się do ustawy o termomodernizacji, która była znowelizowana ustawą z dnia 28 października 2020 r. dodającą zapisy o Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB). Dodano w niej art. 27a, tworzący ewidencję źródeł ciepła i żrodeł spalania paliw w rozumieniu art. 157a ustawy POŚ.
CEEB tworzona jest na podstawie deklaracji, której wzór jest podany do publicznej wiadomości na stronach rządowych. W formularzu deklaracji widnieje tabela „Źródło ciepła”, gdzie do wyboru jest m.in. kocioł na paliwo stałe, kominek/koza/ogrzewacz powietrza, piec kaflowy.
Warto odnotować, że funkcjonowanie CEEB nie wynika bezpośrednio z uchwał antysmogowych (antykominkowych). CEEB to instrument rządowy służący wsparcia termomodernizacji, podczas gdy uchwały antysmogowe (antykominkowe) opart o art. 96 POŚ, to instrumenty lokalnej władzy samorządowej dotyczące ochrony powietrza.
Kominki, piece i trzony kuchenne występują również w rozporządzeniu ministra infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, gdzie jest zapis: § 132. 1. Budynek, który ze względu na swoje przeznaczenie wymaga ogrzewania, powinien być wyposażony w instalację ogrzewczą lub inne urządzenia ogrzewcze, niebędące piecami, trzonami kuchennymi lub kominkami.
Zatem kominek w tym akcie kominek również nie jest uznawany jako instalacja.
Kończąc te wywody, należy jeszcze zaznaczyć, iż wbrew kolejnemu dogmatowi, wójt, burmistrz czy Prezydent miasta nie ma wyraźnej podstawy prawnej w ustawie, aby kontrolować domowe kominki i spełnienie wymogów uchwał antysmogowych (antykominkowych). Ani art. 96 POŚ, ani art. 379 POŚ nie zawierają wyraźnego upoważnienia wójta do wejścia do mieszkania prywatnego w celu sprawdzenia certyfikatu urządzenia lub rodzaju opału; właściwość wójta (art. 378 POŚ) ogranicza się do instalacji wymagających decyzji lub zgłoszenia, a domowe piece/kominki takiej procedury nie podlegają, nawet jeśli uznać je za instalacje poniżej 1MW.
Brak tego zapisu, uprawniającego urzędników czy straż miejska do kontroli kominków, jest efektem pośpiechu w pracach legislacyjnych nad art. 96 w 2015 roku, gdzie znacząco zmodyfikowano zapis, bez refleksji czy będzie on się komponował z resztą ustawy POŚ i innymi ustawami.
Przedstawiciele urzędu gminy mają wyraźną podstawę prawną jedynie w przypadku określonych w ustawie, a takie są tylko dla kwestii związanych z zagospodarowaniem odpadów, czyli np. segregacją śmieci. W praktyce urzędnicy podając jako podstawę prawną upoważnienie do kontroli śmieci, wymagają zgody na kontrolę kominka oraz spalanego paliwa i okazanie dokumentów dotyczących pieca czy kominka.
22 stycznia 2026 Wojewódzki Sąd Administracyjny po mojej skardze ponownie zajmie się uchwałą antysmogową (antykominkową) dla Małopolski. Wcześniej rozpatrywał już inne skargi na tę uchwałę, jednak zawsze na podstawie dogmatu, że domowy kominek = instalacja.
Wykazana w tym wpisie niejasność co do określenia kominka jako instalacji w ustawie POŚ a także orzecznictwie sądu, jak również nowe działania ustawodawcy wskazujące, że domowego kominka nie należy traktować jako instalacji w rozumieniu POŚ, prowadzą do obnażenia wad prawnych wszystkich uchwał antysmogowych, które w treści mają „kominek”. Grzechem pierworodnym było oczywiście nieprzemyślane, pośpieszne procedowanie nowelizacji art. 96 na potrzeby bieżączki politycznej.
Stosowana często przez sądy wykładnia celowościowa nie może się przeradzać w zasadę cel uświęca środki – bo to sprzeczne z konstytucyjną zasadą demokratycznego państwa prawa. Jeśli parlament chce ograniczać korzystanie z domowych kominków, niech zrobi to zgodnie z zasadami poprawnej legislacji. Wystarczyłoby przecież w ustawie POŚ zamiast „instalacja” wprost wpisać „domowe źródło ciepła”, lub „źródła spalania paliw”. Władza sądownicza nie powinna tolerować niechlujstwa władzy ustawodawczej i uchwałodawczej.
Pomijając aspekty poprawnej legislacji należy również mocno podkreślić, iż uchwały antysmogowe (antykominkowe) i kontrole oparte na dogmacie, że kominek to instalacje, są ingerencją w pięć artykułów Konstytycji RP dotyczącej ochrony obywatela:
Art. 21. 1. Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia Art. 47. Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego,
Art. 50. Zapewnia się nienaruszalność mieszkania
Art. 64. 1. Każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia
Art. 68. 1. Każdy ma prawo do ochrony zdrowia. (przed wyziębieniem)
Jak wielokrotnie stwierdzał Trybunał Konstytucyjny, ingerencja w te podstawowe prawa musi wynikać z ustaw i być precyzyjnie określona – czego brak w obecnym stanie prawnym.
Czy Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie stwierdzi nieważność uchwały antysmogowej (antykominkowej) dla Małopolski z 2017 i ponownie skłoni parlament do refleksji nad poprawą art. 96 ustawy POŚ, tak jak to to zrobił w latach 2013-2014?
Miejmy nadzieję, że tak, bo bez tak silnego sygnału parlament i prezydent zastanowią się nad poprawą ustawy a co za tym idzie, szkodliwych, antyspołecznych uchwał sejmików w całej Polsce.
PALĘ DREWNEM JEŻDZĘ DIZLEM TO MÓJ KLIMAT
Bartłomiej Krzych Radny Rady Miejskiej w Wieliczce Stowarzyszenie Otwarta Wieliczka www.panbartek.pl
Aktualizacja – 5 stycznia 2026:
SYMULACJA WYROKU – SZTUCZNA INTELIGENCJA GOOGLE GEMINI:
Sygn. akt II SA/Kr 1432/25
WYROK W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Dnia 22 stycznia 2026 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie, po rozpoznaniu na rozprawie w dniu 22 stycznia 2026 r. sprawy ze skargi Bartłomieja Krzycha na uchwałę Sejmiku Województwa Małopolskiego z dnia 23 stycznia 2017 r. nr XXXII/452/17 w sprawie wprowadzenia na obszarze województwa małopolskiego ograniczeń i zakazów w zakresie eksploatacji instalacji, w których następuje spalanie paliw:
I. stwierdza nieważność zaskarżonej uchwały w całości; II. zasądza od Sejmiku Województwa Małopolskiego na rzecz skarżącego koszty postępowania.
UZASADNIENIE
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie zważył, co następuje. Skarga zasługuje na uwzględnienie, gdyż zaskarżony akt narusza prawo w stopniu uzasadniającym stwierdzenie jego nieważności. Przedmiotem kontroli Sądu była uchwała Sejmiku Województwa Małopolskiego, wydana na podstawie art. 96 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska (dalej: p.o.ś.). Istota sporu sprowadzała się do rozstrzygnięcia, czy organ samorządu województwa, wprowadzając ograniczenia w eksploatacji „instalacji”, był uprawniony do dokonania w § 2 uchwały definicji, zgodnie z którą za instalację uznaje się w szczególności kocioł, kominek i piec.
W ocenie Sądu, Sejmik Województwa Małopolskiego przekroczył zakres delegacji ustawowej zawartej w art. 96 p.o.ś., dokonując niedopuszczalnej, prawotwórczej wykładni pojęcia „instalacja”. Zgodnie z art. 3 pkt 6 p.o.ś., instalacja to stacjonarne urządzenie techniczne lub zespół urządzeń, których eksploatacja może spowodować emisję. Choć pojęcie to ma charakter szeroki, jego interpretacja nie może abstrahować od całokształtu systemu prawa. Sąd podziela argumentację skarżącego, iż uznanie domowego kominka za instalację prowadzi do logicznej i prawnej sprzeczności z innymi przepisami ustawy. Przyjęcie takiej kwalifikacji czyniłoby z każdego gospodarstwa domowego „zakład” w rozumieniu art. 3 pkt 48 p.o.ś., co nakładałoby na osoby fizyczne szereg obowiązków administracyjnych i pomiarowych, których ustawodawca w sposób oczywisty nie przewidział dla sfery bytowej. Sąd zauważa, iż ustawodawca w późniejszych aktach prawnych, m.in. w ustawie o wspieraniu termomodernizacji i remontów oraz o centralnej ewidencji emisyjności budynków, a także w ustawach dotyczących dodatków energetycznych, konsekwentnie odróżnia pojęcie „kotła”, „kominka” czy „pieca kaflowego” od pojęcia „instalacji spalania paliw”. Wskazane urządzenia są definiowane jako „źródła ciepła” lub „miejscowe ogrzewacze pomieszczeń”. Skoro sam ustawodawca na poziomie ustawowym dokonuje takiego rozróżnienia, to organ niższego rzędu nie może w drodze uchwały dokonywać zrównania tych pojęć w celu rozszerzenia zakresu własnych kompetencji władczych.
Sąd pragnie przy tym wskazać, że wątpliwości co do jednoznaczności pojęcia „instalacja” w kontekście domowych systemów grzewczych były podnoszone już wcześniej w orzecznictwie tutejszego Sądu. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie w wyroku z dnia 22 sierpnia 2014 r. (sygn. akt II SA/Kr 490/14) wprost zaznaczył, że pojęcie instalacji na gruncie przepisów p.o.ś. ma inne znaczenie niż w języku potocznym, a ustalenie rzeczywistej treści tego terminu i jego zakresu wymaga dokonania skomplikowanych zabiegów interpretacyjnych. Sąd w tamtym składzie trafnie zauważył, że zaspokajanie potrzeb osobistych i gospodarstwa domowego jest wyobrażalne nawet bez użycia instalacji, co nakazuje organom szczególną ostrożność w przypisywaniu domowym źródłom ciepła statusu instalacji. Skoro więc sam Sąd uznaje proces definiowania instalacji za wymagający znacznego wysiłku interpretacyjnego i analizy indywidualnych stanów faktycznych, to niedopuszczalne jest przyjęcie przez Sejmik w zaskarżonej uchwale sztywnego, arbitralnego dogmatu o charakterze generalnym. Takie uproszczenie legislacyjne pomija złożoność techniczno-prawną zagadnienia i prowadzi do sytuacji, w której o objęciu obywatela zakazem decyduje nie obiektywna cecha urządzenia wynikająca z ustawy, lecz arbitralna lista dopisana przez organ samorządowy, co stanowi rażące naruszenie zasad poprawnej legislacji.
Sąd podkreśla nadto, że przyjęcie przez organ mechanicznego domniemania o stacjonarności każdego kominka prowadzi do rażących niespójności interpretacyjnych i sankcjonowania tzw. paradoksu wozu Drzymały. Skoro bowiem instalacją w rozumieniu art. 3 pkt 6 p.o.ś. jest wyłącznie urządzenie stacjonarne, to identyczne pod względem emisyjnym urządzenie grzewcze (np. piec typu „koza”), pozbawione trwałego powiązania z podłożem lub wyposażone w elementy jezdne, przestawałoby być instalacją, unikając tym samym rygorów uchwały. Taka sytuacja czyni kryterium „stacjonarności” narzędziem arbitralnym, nieadekwatnym do celu ochrony powietrza i naruszającym zasadę równości wobec prawa. Co więcej, orzecznictwo sądów administracyjnych (m.in. wyrok WSA w Gliwicach z dnia 12 grudnia 2023 r., sygn. akt II SA/Gl 1059/23) jednoznacznie wskazuje, że definicja instalacji zawarta w p.o.ś. nie jest oczywista i każdorazowo wymaga zebrania szczegółowego materiału dowodowego co do zasad funkcjonowania, miejsca i czasu eksploatacji urządzenia. Tymczasem zaskarżona uchwała w § 2 wprowadza generalne, abstrakcyjne utożsamienie kominka z instalacją, całkowicie pomijając etap indywidualnej oceny technicznej urządzenia, co w ocenie Sądu stanowi niedopuszczalne uproszczenie i wykracza poza ramy kontroli emisji przewidzianej w ustawie.
Dalsze wady zaskarżonej uchwały Sąd dostrzega w sformułowaniu § 7 oraz § 9 ust. 2 pkt 2 lit. a. Wskazane przepisy wprowadzają wymogi dokumentacyjne oraz techniczne w sposób rażąco naruszający zasadę określoności prawa. Zgodnie z § 7 uchwały, podmiot eksploatujący instalację jest zobowiązany do wykazania spełniania wymagań poprzez przedstawienie dokumentacji z badań lub dokumentacji technicznej urządzenia. Przepis ten nie precyzuje jednak, jaki konkretnie podmiot jest uprawniony do wystawienia takiej dokumentacji w przypadku urządzeń już użytkowanych od wielu lat (tzw. pieców zduńskich, tradycyjnych kominków), ani jakie parametry powinna ona zawierać, by zostać uznaną za wiarygodną przez organ kontrolny. Podobnie w § 9 ust. 2 pkt 2 lit. a uchwały, Sejmik wprowadził wymóg osiągania sprawności cieplnej na poziomie co najmniej 80% jako warunek dopuszczający dalszą eksploatację urządzeń zainstalowanych przed lipcem 2017 roku. Uchwała w żaden sposób nie określa metodologii obliczania tej sprawności dla urządzeń pracujących w warunkach domowych, nie wskazuje podmiotów uprawnionych do dokonywania takich pomiarów, ani nie precyzuje, czy sprawność ta ma być sprawnością nominalną czy eksploatacyjną. Pozostawienie tak sformułowanych, nieostrych wymogów oddaje obywatela pod arbitralną i nieprzewidywalną ocenę organu kontrolnego, co stoi w sprzeczności z zasadą państwa prawnego wywodzoną z art. 2 Konstytucji RP.
Sąd rozważał możliwość stwierdzenia nieważności uchwały jedynie w części, poprzez usunięcie z § 2 sformułowania wskazującego wprost na kominek, kocioł i piec. Uznano jednak, że takie rozwiązanie byłoby niewystarczające i godziłoby w spójność całego aktu. Wady prawne uchwały mają charakter systemowy i dotyczą jej fundamentalnego założenia, wedle którego Sejmik posiada ustawową delegację do reglamentowania urządzeń bytowych jako instalacji przemysłowych. Wyeliminowanie jedynie nazw poszczególnych urządzeń pozostawiłoby w obiegu przepis o niejasnym zakresie przedmiotowym, co generowałoby dalsze spory interpretacyjne i naruszało pewność obrotu prawnego. Ponadto, wskazane powyżej wady przepisów dotyczących dokumentacji i parametrów technicznych (§ 7 i § 9) są nierozerwalnie związane z całym mechanizmem ograniczeń, co czyni niecelowym pozostawienie w mocy pozostałej części aktu.
Wykładnia art. 96 p.o.ś. musi być dokonywana z uwzględnieniem art. 4 ust. 1 i 2 p.o.ś., który gwarantuje powszechne korzystanie ze środowiska w celu zaspokojenia potrzeb osobistych i gospodarstwa domowego bez użycia instalacji. Domniemanie Sejmiku, że każde stacjonarne urządzenie spalające paliwo jest instalacją, uderza w istotę tego prawa. Należy podkreślić, że ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności, w tym prawa własności (art. 64 Konstytucji RP) oraz nienaruszalności mieszkania (art. 50 Konstytucji RP), mogą być ustanawiane wyłącznie w ustawie i muszą być sformułowane w sposób precyzyjny. Państwo nie może przerzucać skutków niejasności przepisów ustawowych na obywatela poprzez dokonywanie rozszerzającej wykładni na poziomie aktów prawa miejscowego. Biorąc pod uwagę powyższe, Sąd uznał, że zaskarżona uchwała w sposób istotny narusza prawo, co skutkuje koniecznością stwierdzenia jej nieważności w całości, o czym orzeczono na podstawie art. 147 § 1 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. O kosztach orzeczono na podstawie art. 200 tejże ustawy.
Poniżej treść mojego wystąpienia, wysłane w dniu 1 grudnia 2025 do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.
——————————————————-
Dot. bezprawności rutynowych kontroli domowych urządzeń grzewczych przez wójtów, burmistrzów i prezydentów
Szanowny Panie Rzeczniku,
Proszę o PILNE potwierdzenie, że planowe kontrole domowych palenisk i kominków pod kątem uchwał antysmogowych (art. 96 POŚ) są niezgodne z Konstytucją RP, ponieważ:
1. Brak precyzyjnej podstawy ustawowej – ani art. 96 POŚ, ani art. 379 POŚ nie zawierają wyraźnego upoważnienia wójta do wejścia do mieszkania prywatnego w celu sprawdzenia certyfikatu urządzenia lub rodzaju opału; właściwość wójta (art. 378 POŚ) ogranicza się do instalacji wymagających decyzji lub zgłoszenia, a domowe piece/kominki takiej procedury nie podlegają.
2. Bezpośrednie naruszenie art. 50 Konstytucji RP – „przeszukanie mieszkania (…) może nastąpić jedynie w przypadkach i w sposób określony w ustawie”; brak literalnego przepisu wyklucza jakąkolwiek kontrolę bez zgody właściciela.
3. Wyrok TK K 17/14 (14.12.2017)
„[…] przepisy te nie pozwalają na wskazanie, jakim konkretnym czynnościom faktycznym może być poddana osoba przeszukiwana lub kontrolowana. […] Znaczenie pojęć ustawowych […] jest ustalane w drodze wykładni […] co nie odpowiada standardowi konstytucyjnemu. Został więc naruszony wymóg szczegółowości ustawowego unormowania ingerencji w prawa i wolności człowieka.”
„Nienaruszalność mieszkania to jedna z podstawowych zasad konstytucyjnych wyrażona w art. 50 Konstytucji RP. […] zakaz wkraczania do niego i przebywania w nim bez zgody właściciela lub innej uprawnionej osoby albo bez wyraźnej podstawy ustawowej.”
Zwracam szczególną uwagę, iż przepisy tzw. uchwał antysmogowych opartych o art 96 POŚ, nie dotyczą spalania odpadów, co jest wykroczeniem na mocy art. 191 Ustawy o odpadach i powinno być niezwłocznie zgłaszane organom ścigania, a nie sprawdzane w ramach kontroli zapowiedzianych przez urzędników.
Uchwała sejmiku województwa (Program Ochrony Powietrza) nie ma rangi ustawy i nie może stanowić samodzielnej podstawy do ingerencji w mir domowy chroniony bezpośrednio stosowanym art. 50 oraz art. 47 Konstytucji RP. Zmuszanie obywatela do pozostania w domu w wyznaczonym terminie i godzinie pod groźbą wezwania Policji lub kary, tylko po to, by urzędnik mógł sprawdzić kominek, jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio i nie podlegają zawieszeniu na rzecz rzekomego celu ochrony powietrza – zasada „cel uświęca środki” jest w Polsce dopuszczalna. Takie działanie urzędników jest czynem z art. 231 k.k., przekroczenie uprawnień na szkodę interesu prywatnego – zakłócanie miru domowego, narażanie zdrowia psychicznego.
Jako dowód załączam wezwanie jednego z mieszkańców, który zgłosił się do mnie z prośba o pomoc – takich wezwań w samej Małopolsce wysyłanych jest setki dziennie.
Zwracam szczególną uwagę, iż urzędnicy prowadzący rutynowe kontroli pieców są w praktyce nieformalnymi przedstawicielami handlowymi branży instalatorów pomp ciepła i fotowoltaiki, często wciskając wymianę źródła ciepła na siłę ze szkodą dla biednych ludzi. Oprócz tego, ma miejsca plaga nachodzenia obywateli przez przedstawicieli branży pomp ciepła i fotowoltaiki, podających się za urzędników przeprowadzających kontrolę i namawiających do wymiany pieca.
Proszę o niezwłoczną odpowiedź do mnie oraz umieszczenie stanowiska na stronie internetowej Rzecznika Praw Obywatelskich (tak jak w przypadku kontroli abonamentu RTV), bez czekania na ewentualne stanowisko Marszałka Województwa Małopolskiego czy Wójta Gminy Drwina.
LUDZIE CHCĄ MIEĆ SPOKÓJ PRZED ŚWIĘTAMI
Bartłomiej Krzych Stowarzyszenie Otwarta Wieliczka Radny Rady Miejskiej w Wieliczce www.panbartek.pl tel. 519-871-528
Poniżej formularz SPRZECIWU WOBEC RUTYNOWEJ KONTROLI DOMOWEGO PIECA/KOMINKA: