W Rumunii niedawno unieważniono wybory prezydenckie, bo ludzie wybrali kandydata spoza układów. To samo dzieje się w Wieliczce. 6 marca w Bogucicach na wniosek mieszkańców rada osiedla odwołała z zarządu Grażynę Szwed i powołała Annę Śliwiak, głosami 12-0 (dwanaście do zera!). Powód był jasny, mieszkańcy stracili zaufanie po tym, jak Pani Grażyna jako radna miejska (KO) zagłosowała nad wysłaniem dzieci z SP1 do Mediateki i broniła fundacji SMS.
Burmistrz Rafał Ślęczka uznał jednak, że wybory trzeba powtórzyć, bo radna Pani Grażyna się poskarżyła. Zebranie rady osiedla było ogłoszone i zwołane w zwyczajowy sposób, była informacja w Internecie, na tablicach ogłoszeń na osiedlu, nikt nie kwestionował ważności zebrania. Przyszło 13 z 15 radnych osiedla i ok 30 mieszkańców. Jak się jednak okazało, że mieszkańcy chcą odwołać przewodniczącą zarządu, po 2 godzinach obrad Pani Grażyna Szwed uznała że zebranie jest nieważne bo nie było wywieszonej kartki o zebraniu w urzędzie. Kartki, o którą nigfy nikt się nie pytał. Kartki, którą zgodnie z logiką statutu osiedla ona sama powinna przed zebraniem wywiesić jako przewodnicząca zarządu osiedla. Potem doszły jeszcze inne zarzuty, m.in. że urna miała zły kształt.
Prawnicy urzędu sporządzili opinię prawną na kilka stron, przyrównując obrady osiedla do obrad rady miejskiej. Serio, od osób które chcą działać społecznie na osiedlu mamy wymagać postępowania jak podczas obrad rady miejskiej, gdzie do dyspozycji jest sztab urzędników? Gdzie tu jakiś rozsądek? Gdzie proporcje? Zebranie osiedla było protokołowane, do wyborów wybrano komisję, odbyły się głosowania tajne, przyglądało się temu ok 40 osób, są nagrania. I co, to wszystko na marne? To jest robienie z normalnych ludzi idiotów. Zamiast docenić społeczne zaangażowanie, poniża się nowo wybrany zarząd. Rada wybrała ze swojego grona przedstawicieli i burmistrz powinien to uszanować, a nie szukać haków prawnych, żeby przymilić się radnej miejskiej. Serio nie ma innych problemów w urzędzie, niż angażowanie prawników i doszukiwanie się haczyków prawnych na osiedlu Bogucice?
To może spójrzmy w statut gminy i Regulamin Rady Miejskiej i zastanówmy się, czy rada miejska i urząd funkcjonują zgodnie z prawem. Gdzie są protokoły z obrad rady miejskiej? Panie Przewodniczący Artur Kozioł i Panie Burmistrz Rafał Ślęczka? Nie ma protokołów ani na BIP, ani do wglądu w urzędzie, a wymaga tego § 23 Regulaminu Rady. I gdzie są wymagane ustawowo wykazy głosowań imiennych w Biuletynie Informacji Publicznej, które powinny być publikowane niezwłocznie i do wgladu w urzędzie? § 41 Statutu Gminy. Sami nie trzymacie się przepisów mając do dyspozycji sztab urzędników, a czepiacie się społeczników o kruczki prawne w radach osiedli? Ja rozumiem, że prawnicy przygotowali opinie, ale ile prawników, tyle opinii. W sporach sądowych zawsze po obu stronach sa prawnicy i mówią co innego, a decyduje sąd – choć często też różnie sądy rozstrzygają te same sprawy w zależności od składu orzekającego. GDZIE JEST ROZSĄDEK!?
Jako Stowarzyszenie Otwarta Wieliczka przedstawiliśmy do urzędu opinię prawną, że zebranie było ważne, a wskazywane uchybienia nie są istotne do podważenia całego zebrania. Pani Anna Śliwiak i nowy zarząd objęli funkcję z chwilą wyboru – bo takie są zasady. Tak samo z chwilą wyboru podjęła funkcję Pani Anna Polańska w Radzie Powiatu i Pan Roman Ptak jako starosta powiatu. Nikt ich nie zatwierdział. Burmistrz jednak nie uznaje wyborów w Bogucicach i trzyma stronę radnej Grażyny Szwed, bo z radną to zawsze można dobić targu w głosowaniu na radzie miejskiej.
Oczekiwanie jest takie, że zebranie ma być powtórzone. Czyli kilkanaście osób, które nie dostają ŻADNYCH pieniędzy za sprawowaną funkcje ma poświęcić wieczór i zebrać się jeszcze raz, żeby Pani Grażyna dostała przez kolejny miesiąc 1100 zł diety za nic nie robienie i formalnie bycie przewodniczącą zarządu. 1100 zł które zgodnie z wolą rady osiedla i mieszkańców należą się nowej przewodniczącej, która zadeklarowała, że pieniądze przeznaczy na działalność osiedla. Nowej przewodniczącej, która już odebrała gratulacje od wielu ludzi, która z nowym zarządem już zaczeła działać na rzecz osiedla, ale urzędniczy jej tego zabronili.
I na koniec ciekawostka. Na osiedlu Ogrodowym też ma być powtórzone zebranie. Tez przez kartkę w urzędzie, o która nikt się nigdy nie pytał. Natomiast również na osiedlu Ogrodowym, półtora roku temu, wybrano nowego przewodniczącego zarządu w nieustalonych okolicznościach, bo protokołu z tego zebrania nie ma. 5 miesiecy temu zapytałem zatem w urzędzie, czy taki wybór jest wazny, czy nie należy wstrzymać diety, skoro nie ma protokoły z zebrania. Odpowiedz była taka, że choć nie ma protokołu z zebrania, to jest protokół z wyboru i to wystarczy. Teraz w Bogucicach są 2 protokoły, i z wyborów i z całego zebrania, ale to nie wystarczy. Czy to nie są podwójne standardy?
Tak niszczy się oddolną demokrację dla interesów i układów politycznych. Nie dziwmy się później, że nie ma kandydatów na sołtysów czy członków rad osiedli w Wieliczce.
Przypomnę, Pani Grażyna Szwed pół roku temu została przewodniczcą zarządu przewagą tylko 1 głosu – 8 do 7. Teraz wynik głosowania za nową przewodniczącą Bogucic z 13 osób 12 za 0 przeciw, 1 wstrzymująca.
Pozostaje sie cieszyć, ze nowej przewodniczącej jeszcze nie chcą aresztować i zakazać kandydowania, tak jak Georgescu w Rumunii.
Fotka z zebrania, Pani Grażyna (w różowym) biła brawo po ogłoszeniu nowej przewodniczącej zarządu osiedla, po czym złożyła skargę domagając się unieważnienia wyborów.
AKTUALIZACJA: Z dniem 1 kwietnia 2025 Pani Grażyna Szwed złozyla rezygnację. 10 kwietnia Rada Osiedla Bogucice wybrała ponownie Annę Śliwiak na Przewodniczacą Zarządu Osiedla.
Kwestia wypłaty diety za miesiąc marzec i ważności wyborów z 6 marca 2025 została zgłoszona do Wojewody Małopolskiego.
Wszelka krytyka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy uznawana jest przez fanów Jerzego Owsiaka za atak albo hejt. Żyjemy jednak w ciekawych czasach, gdzie mamy do dyspozycji sztuczną inteligencję (AI). I to nie jedną. Gdy opiszemy głośną ostatnio sytuację z wydaniem przez WOŚP pieniędzy z 1% podatku na imprezę koncertową, najbardziej znane aplikacje AI nie pozostawiają wątpliwości – widzą w tym przestępstwo oszustwa i radzą zawiadomić prokuraturę.
Oczywiście, aplikacje sztucznej inteligencji same od siebie nie rozpoznają całej sytuacji i opinia aplikacji zależny od przedstawionych okoliczności. Przedstawmy zatem najpierw te okoliczności bazując na informacjach publicznych., których nie można zakwestionować, bo pochodzą od WOŚP.
WOŚP w latach 2021, 2022, 2023 namawiał do przekazania 1% podatku na cele: – w 2021 – „Wysokie standardy leczenia dzieci” – w 2022 – „Ratownictwo medyczne” – w 2023 – „Onkologia dziecięca”.
Sam profil Facebookowy WOŚP obserwuje ponad 1 milion użytkowników, są to zatem ogromne zasięgi. Poniżej przykładowe zrzuty postów z lat 2021, 2022, 2023 namawiające do przekazania WOŚP 1% podatku (od 2022 można przekazać 1,5%). Na grafice widzimy cel: wysokie standardy leczenia dzieci
Również na swojej oficjalnej stronie WOŚP chwali się, że przekazuje 1,5% podatku na cele zdrowotne i potwierdza cele, które ogłaszał na Facebooku w latach 2021, 2022, 2023
Warto zwrócić uwagę, że na powyższej, oficjalnej stronie w latach 2021 i 2022 WOŚP miał przeznaczyć zebrane pieniądze na dzieci i ratownictwo W POLSCE.
Na oficjalnej stronie WOŚP w zakładce „Rozliczenia” widzimy również informację, że koszty imprezy koncertowej Pol’and’Rock Festival pokrywane są z darowizn sponsorów na ten cel. Na stronie WOŚP ani na profilu Facebook, nie ma żadnej informacji, że impreza koncertowa w 2023 roku miała być finansowana z 1% podatku.
Należy mieć na uwadze, że pieniądze z 1% podatku obwarowane są szczególnymi zasadami, wynikającymi z sutawy o organizacjach pożytku publicznego.Muszą być one trzymane na osobnym rachunku bankowym i osobno rozliczane. Fundacja nie może ich wydawać na co chce i musi się z tych pieniędzy spowiadać, podobnie jak organy publiczne z pieniędzy publicznych.
Na co w rzeczywistości poszły te pieniądze? Te informacje są sprawozdaniach merytorycznych, które każda organizacja pożytku publicznego (OPP) musi sporządzać . Rozliczeniem tych pieniędzy WOŚP nie chwali się na swoich mediach społecznościowych ani na swojej oficjalnej stronie. Te informacje są sporządzane przez Zarząd WOŚP, czyli również prezesa Jerzego Owsiaka. Dostępne są publicznie, ale trzeba się do nich dogrzebać na stronie Narodowego Instytut Wolności pod poniższym adresem, wpisując numer KRS WOŚP: 0000030897:
Sprawozdania merytoryczne są dokumentem z tabelkami i liczbami, które dla zwykłego człowieka są mało czytelne i zrozumiałe. Poniżej jest fragment sprawozdania merytorycznego za rok 2023, gdzie widać, że WOŚP z pieniędzy 1,5% podatku w 2023 roku wydał 2 miliony na „Pomoc Ukrainie” i 10 milionów na imprezę koncertową „Pol’and’Rock”
Dla naszej analizy ważne jest fakt, że trzy lata wcześniej, w 2020 roku, WOŚP wydał wszystkie uzbierane wcześniej pieniądze w ramach 1% podatku na „Działania przeciw COVID-19”. Zatem rok 2021 zaczął od ZERA i w tym roku zbierał pieniądze z 1% podatku na cel „wysokie standardy leczenia dzieci”
Zestawienie wpływów i wydatków, sporządzone na bazie danych Fundacji w sprawozdaniach merytorycznych za 2021, 2022 i 2023 przedstawia poniższa tabela:
opracowanie własne na podstawie sprawozdań merytorycznych WOŚP 2021,2022,2023
PODSUMOWANIE:
Pod hasłem zbiórki na leczenie dzieci i ratownictwo medyczne z procenta podatku w latach 2021-2023 zebrano 62 676 239,04 zł.(niecałe 63 miliony złotych).
W latach 2021-2023 z zebranych pieniędzy wydano 30 171 393,00 zł, m.in. 10 912 236 zł na gale i imprezy koncertowe, 16 624 423,00 zł na „Pomoc Ukrainie”, a na cele szczegółowe zbiórki procenta podatku, tj. leczenie dzieci i ratownictwo medyczne, wydano 0 zł (zero złotych). Przypominam, ze zgodnie z informacjami na oficjalnej stronie WOŚP, o co wcześniej zostało ukazane, pieniądze miały być wydane na ochronę zdrowia W POLSCE, tymczasem wydano je na Ukrainę (którą trudno kontrolować) i na koncert.
Zauważmy, że WOŚP co roku ogłaszał, że zbiera 1,5% podatku na cele ochrony zdrowia dzieci, a wydawał na co innego. W mediach społecznościowych ukrywano fakt, że pieniądze z 1,5% podatku poszły na Ukrainę i imprezę koncertową. Trudno nie uznać, że celowo manipulowano opinią publiczną.
Należy mieć na uwadze, iż zgodnie ze paragrafem 8 statutu:
„Celem Fundacji jest działalność w zakresie ochrony zdrowia, polegająca na ratowaniu życia chorych osób, w szczególności dzieci, i działanie na rzecz poprawy stanu ich zdrowia, jak również na działaniu na rzecz promocji zdrowia i profilaktyki zdrowotnej”.
Sprawozdania merytoryczne nie pozostawiają wątpliwości, że środki uzyskane z procenta podatku w zdecydowanej większości były wydawane na cele niezgodne ze statutem i niezgodne z celami szczegółowymi, na które fundacja powoływała się przy promocji w mediach.
Ponadto większość pozyskanych środków nie zostało wydanych i prawdopodobnie służy pozyskaniu odsetek, zamiast ratowania życia. Trzeba pamiętać, że czas dla ratowania życia ma istotne znaczenie, inaczej niż w przypadku projektów edukacyjnych, sportowych, kulturalnych, które można odwlekać w czasie.
Na organizacji imprezy koncertowej Pol’and’Rock zarobiła spółka Złoty Melon, w której Jerzy Owsiak jest prezesem i rzekomo też Dyrektorem Graficznym z bardzo wysokim wynagrodzeniem. Spółka co prawda jest w całości własnością Fundacji WOŚP i część zysków przekazuje z powrotem do Fundacji, ale część zatrzymuje na dalszą działalność. Poza tym spółka Złoty Melon jest tylko pośrednikiem, bo największą część kosztów stanowią usługi obce – czyli podwykonawcy – jak mówi w swoich materiałach medialnych na youtube Pan Piotr Wielgucki – związani z rodziną Jerzego Owsiaka, czyli zarządu Fundacji. Te prywatne podmioty nie podlegają już obywatelskiej kontroli i nie muszą ujawniać danych finansowych. Tu jedno z nagrań Piotra Wielguckiego na ten temat:
Mając na uwadze powyższe fakty, można zadać pytanie ogólno-dostępnym, bezpłatnym aplikacjom sztucznej inteligencji. Oto co odpowiedział najbardziej popularny ChatGPT:
https://chat.openai.com/chat
Na zadane pytanie przedstawiające opisane wcześniej okoliczności, odpowiedź jest jednoznaczna. Takie działanie nosi znamiona przestępstwa z art. 286 kodeksu karnego (oszustwo). Aplikacja wprost sugeruje, ze takie wiedza powinna być zgłoszona do prokuratury i innych organów kontrolnych.
Na to samo pytanie odpowiada inna aplikacja AI – chiński DeepSeek. Poniżej odpowiedź:
https://chat.deepseek.com/
Również ta aplikacja uważa, że działanie WOŚP nosi znamiona przestęp oszustwa (art 286 kk) oraz nadużycia zaufania (art. 296 kk).
Zaznaczmy, że w pytaniu do aplikacji nie zostało wskazane, o jaką fundację chodzi. Pytanie zostało zadane bez podtekstu, bez manipulacji. Sztuczna inteligencja nie zajmuje się hejtowaniem, lecz ocenia sprawę obiektywnie.
Generalnie każda fundacja jako organizacja pożytku publicznego postępując w taki sposób powinna zostać pociągnięta do odpowiedzialności.
Czy ludzie wpłacaliby tak ochoczo pieniądze na WOŚP, gdyby wiedzieli, że pieniądze pójdą na Ukrainę i imprezę koncertową? Czy ktoś z przekazujących 1% podatku zaznaczył jako cel szczegółowy „Pomoc Ukrainie” albo „Festiwal Pol’and’Rock”. Zapewne nie.
Takie działanie to nadużywanie zaufania. Jest to nieuczciwe wobec innych fundacji i osób potrzebujących, które być może uzyskałyby więcej pieniędzy z 1,5% podatku, gdyby WOŚP nie stosował nieuczciwych praktyk i nie trzymał latami dziesiątek milionów złotych, które mogłyby w tym czasie uratować komuś zdrowie i życie.
Realizując wskazania sztucznej inteligencji, w dniu 26 stycznia 2025 przekazałem zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do Prokuratury. Publikuję te informację w Internecie, bo temat jest znany i wszystkie informacje zawarte tutaj są publiczne – wystarczy połączyć kropki i wyciągnąć wnioski.
Znając życie, wątpię, aby ktoś „poszedł siedzieć” za to, ale nie można być obojętnym na łamanie prawa i wykorzystywanie tragedii dzieci do manipulowania opinią publiczną i marnowaniu pieniędzy na inne cele.
Nowa SCT ma docelowo Diesli z normą Euro 6 od 2030 roku na terenie niemal całego Krakowa
Trwają prace nad nową Strefą Czystego Transportu w Krakowie. Osoby, które chcąc dostosować się do SCT zakupiły auto z silnikiem Diesla Euro 5 mogą czuć się oszukane – te auta będą traktowane jak „stare rzęchy”, a dopuszczalna będzie norma Euro 6DT, czyli wyższa niż Euro 6 .
Poniżej wywiad z Panem Bartkiem dla redakcji M jak Małopolskao nowej Strefie Czystego Transportu:
O nowej wersji Strefy Czystego Transportu (SCT) w Krakowie rozmawiamy z „Panem Bartkiem”, czyli Bartłomiejem Krzychem ze Stowarzyszenia Otwarta Wieliczka, radnym miejskim Wieliczki, który zaskarżył do sądu pierwszą SCT w Krakowie.
Redakcja: Co się stało ze starą wersją SCT w Krakowie?
BK: Sąd uznał jej nieważność, jednak wyrok jest nieprawomocny i czeka na rozstrzygnięcie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym (NSA), z uwagi na moje odwołanie. To może potrwać jeszcze z rok. Dla przypomnienia, WSA rozpatrzył i uznał jedynie skargę Wojewody Małopolskiego. Obawiałem się tego, dlatego wnioskowałem do Wojewody o wniesienie osobnej skargi. Ja się nie zgadzam z tym, że obywatele nie mogą zaskarżyć SCT. Skoro sądy administracyjne uznają, że obywatele mogą zaskarżać tzw. uchwały antysmogowe zakazujące kominków, to mogą też zaskarżać zakaz aut. Wracając do starej wersji, formalnie ona jest aktualna, bo wyrok uchylający jest nieprawomocny. Czyli stara wersja SCT w Krakowie weszłaby 1 lipca 2025.
Redakcja: Czy nowa wersja SCT jest potrzebna?
BK: Pozostawienie starej wersji mogłoby pogłębić chaos, który i tak już jest duży, a wynika głównie z pochopnych działań i ze złej polityki informacyjnej krakowskiego magistratu. Po pierwsze, jest bardzo prawdopodobne, że NSA podtrzyma wyrok uchylający starą wersję SCT i wtedy działania przygotowawcze Miasta Krakowa poszłyby na marne. Po drugie, poprzednia wersja obejmowała „nalepkowanie” każdego auta, a to utrudniałaby życie wszystkim wjeżdżającym do Krakowa. Po trzecie, granice SCT ustalone jako granice administracyjne miasta rodzą wiele komplikacji i utrudnień, m.in. z dojazdami do węzłów autostradowych, szpitali i sadów. Podsumowując, jakieś rozwiązanie tematu jest potrzebne, ale nowa SCT wcale nie jest lepsza. Przedstawiona nowa wersja docelowo na równi traktuje „trabanty” z „dizlami” spełniającymi normę Euro 6. Oba nie wjadą, choć w zasadzie „trabanty” mają nawet lepiej, bo łatwiej je zarejestrować jako zabytki. Poza tym, znów nie ma żadnych wyłączeń czasowych, np. wyłączenia SCT w wakacje czy weekendy, kiedy pojawiają się kierowcy „turystyczni”. Ponadto, znów strefą objęto niemal całe miasto, taki obszar jest za duży.
Redakcja: Co Pan myśli o opłatach za wjazd do SCT starszych aut spoza Krakowa ?
BK: Można to podsumować jednym zdaniem: kasa nie śmierdzi. Opłata za wjazd do SCT to przede wszystkim dyskryminowanie i dobijanie osób mniej zamożnych, bo to przecież oni zwykle mają starsze auta. Z punktu widzenia ochrony środowiska starsze auto z Krakowa nie różni się od auta z Wieliczki. Jednak według władz Krakowa miesięczna opłata 500 zł sprawia, że stare auto „nie śmierdzi”. Przedstawiciele Prezydenta Aleksandra Miszalskiego chyba zapomnieli, że Kraków to nie Gdów. To jest stolica Małopolski i pod tym względem nie można Małopolan dzielić na lepszych i gorszych. Mieszkańcy Krakowa mają wiele korzyści jako stolica Małopolski, ale muszą też szanować Małopolan z innych miast. Innymi słowy, mieszkańcy Małopolski płacą już do Krakowa „myto” w podatkach i opłatach, które trafiają do organów wojewódzkich na utrzymanie dróg, szpitali i szkół wyższych w Krakowie.
fragment uchwały o nowej SCT w Krakowie
Redakcja: Czy protesty mieszkańców zatrzymają SCT w Krakowie?
BK: Ja się bardzo cieszę, że te sprzeciwy głośno wybrzmiewają i przeciwnicy dominują na spotkaniach konsultacyjnych, bo niestety przy pierwszej wersji SCT opór społeczny był słaby i władze Krakowa dość łatwo przeforsowały sprawę. Nie sądzę, aby władze miasta teraz liczyły się z mieszkańcami – wybory mają za 4 lata. Ja uprzedzałem, że po wyborach temat wróci z większą mocą. Niestety władze Krakowa mogą sobie uchwalić to, co im będzie pasowało, nawet z nadużyciem prawa, jak w pierwszej wersji. Niech każdy zapamięta jedno z tego mojego wywiadu: kluczową rolę odegra w tej sprawie Wojewoda Małopolski Krzysztof Klęczar. To on zadecyduje, czy nowa uchwała o SCT wejdzie w życie, czy nie. Mam nadzieję, że w przypadku wątpliwości prawnych, nie popełni tego błędu, co Łukasz Kmita. Poprzedni wojewoda, jako organ nadzoru, zamiast od razu unieważnić SCT w Krakowie, przekazał sprawę do sądu administracyjnego, przez co sprawa „starej SCT” ciągnąć się 3 lata, bo tyle w sadach administracyjnych czeka się na prawomocny. Pan Wojewoda Krzysztof Klęczar jest spoza Krakowa, więc mam nadzieję, ze utożsamia się z Małopolanami, którzy nie mieszkają w Krakowie. W przypadku uchwalenia przez władze Krakowa opłat wjazdu dla osób spoza Krakowa, liczę na „weto” wojewody, czyli rozstrzygnięcie nadzorcze o stwierdzenie nieważności tej uchwały.
Redakcja: Czy to dobrze że Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o obowiązkowych SCT w dużych miastach?
BK: Ogólnie uważam, że w ustawie błędna jest koncepcja tworzenia SCT w miastach. Nie powinny decydować władze miast, ale władze województwa. Dlaczego o zakazach kominków decydują władze województwa, a o zakazach aut decydują władze miasta? Powinno być odwrotnie. Niestety jakość prawa w Polsce się stale pogarsza, coraz mniejsze znaczenie mają autorytety prawne, a coraz większe lobbyści i korporacje. Oczywiście, jestem przeciwnikiem obowiązkowych SCT, jednak uważam, że podpisanie nowelizacji ustawy przez Prezydenta Andrzej Dudę może mieć też pozytywny aspekt polityczny. Coraz więcej Polaków zdaje sobie sprawę, że „Zielony Ład” odbija się na kosztach życia. Dzięki tej nowelizacji włodarze dużych miast muszą przystąpić do przygotowania SCT, co wzbudza poruszenie i bunt obywateli. To przed wyborami prezydenckimi będzie uderzać w Rafała Trzaskowskiego, który wspiera „eko-świrów” i jak to sam powiedział „planeta mu się pali”. Innymi słowy, Aleksander Miszalski forsując SCT w Krakowie działa na szkodę Rafała Trzaskowskiego. Mnie z moim hasłem „palę drewnem, jeżdżę dizlem – to mój klimat” to oczywiście nie przeszkadza, bo uważam, że „eko-świrów” trzeba zwalczać.
Redakcja: Władze Krakowa zapowiadają na 9 stycznia kolejne spotkanie konsultacyjne. Prowadzone są tez ankiety. Jak Pan ocenia konsultacje społeczne?
BK: Pierwsza ankieta to była zupełnie bezsensowna i dziwie się, że w ogóle w magistracie ktoś to zaakceptował. Ogólnie uważam, że władze Krakowa zdają sobie sprawę, że jest silny opór społeczny, ale z drugiej strony jest pewne lobby, które się domaga wprowadzenia SCT. To są pewne pozory konsultacji, nie ma poważnej debaty w tej materii, bo każdy autorytet naukowy jako obrońca SCT skompromituje w debacie na argumenty. Oczywiście, są przedstawiciele nauki, którzy będą firmować wprowadzenie SCT, bo za popieraniem ideologii Zielonego Ładu idą pewne granty, ale w zestawieniu z racjonalnymi argumentami w debacie na żywo jest bardzo duże ryzyko ośmieszenia się. Natomiast obywatele powinni brać w nich udział i to nie tylko mieszkańcy Krakowa, ale również ci spoza Krakowa, bo w nich nowa SCT uderza najmocniej. Samorządowcy z gmin ościennych nie powinni być tutaj bierni. Zachęcam rady gmin do podejmowania rezolucji sprzeciwiających się nowej wersji SCT i dyskryminowania mieszkańców „obwarzanka”, bo o ile z grupek obywatelskich władze Krakowa mogą robić „oszołomów”, to już wobec lokalnych samorządów tak nie zrobią.
Redakcja: Czy jest jakaś forma SCT, którą Pan by zaakceptował?
BK. Z uwagi na wymóg prawny wprowadzenia SCT, nie będę tego negował całkowicie. Natomiast z uwagi na zbyt małą ilość parkingów „Park and Ride” oraz coraz droższą komunikację zbiorową, która nie zawsze jest komfortowa (jest przepełniona), powinna być to wersja minimum. SCT wewnątrz II obwodnicy, z wymogiem normy euro 3, obowiązująca jedynie w dni robocze od 7 do 19 z wyłączeniem wakacji, wchodząca od 2030 roku, jest dla mnie do przyjęcia.
Redakcja: dziękujemy.
Szczegóły nowe wersji SCT w Krakowie dostępne są na stronie Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie pod poniższym adresem:
Mamy falę spekulacji co do kandydata PiS w wyborach prezydenckich. Moim zdaniem jest to bez znaczenia, bo kandydat PiS prezydentem nie będzie, choć w kampanii może wystartować. Bardzo prawdopodobne nawet, że wystartuje i zostanie wycofany po tym, jak władze partii zdadzą sobie sprawę, że struktury nie mają motywacji do popierania marionetki skazanej na porażkę.
Władze PiS myślą, że wygrana Donalda Trumpa zmieni nastroje i da wygraną kandydatowi PiS w wyborach prezydenckich. W mojej ocenie to myślenie błędne. Wygrana Trumpa może co prawda pomóc, by wyborów nie wygrał ktoś z ekipy Donalda Tuska (najpewniej Rafał Trzaskowski), ale na pewno nie gwarantuje wygranej kandydata PiS, bez względu kto to będzie.
Władze partii myślą również, że uda się powtórzyć historię z 2015 roku, kiedy wystawiono mało znanego kandydata – Andrzeja Dudę, któremu udało się wygrać z Bronisławem Komorowskim. Obecna sytuacja różni się jednak diametralnie.
W 2015 roku Duda był świeży, a PiS był na fali wzrostowej, bo PO miało za sobą masę afer (np. z budową bardzo drogich autostrad, gdzie wykonawcy nie dostali pieniędzy) no i po prostu zmęczenie ekipą, która rządziła 8 lat. Poza tym Bronisław Komorowski nie był dobrym prezydentem i miał fatalną kampanię. Ludzie chcieli zmiany, widać to było tez po wyniku Pawła Kukiza, który zdobył 20% w I turze.
Innymi słowy Komorowskiego wstyd było popierać, miękki elektorat nie widział w nim autorytetu. A cała batalia w wyborach prezydenckich jest walką właśnie o miękki elektorat. Żeby poszedł na wybory i zagłosował – tak jak stało się to w wyborach parlamentarnych 2023, gdzie miękki elektorat poszedł i zagłosował na „Trzecią Drogę”, czego pewnie teraz wielu z nich żałuje. Młodzi ludzie myśleli, ze fajny prezenter telewizyjny będzie dobrodziejem. No niestety. Ktoś Szymona Hołownie wylansował i ktoś musi z tego mieć korzyści. Bynajmniej nie polskie społeczeństwo.
Wracając do wyborów prezydenckich 2025. Teraz sytuacja jest zgoła odmienna. Wychodzi coraz więcej afer rządu PiS, znaczna część elektoratu już się odwraca choćby dlatego, że PiS zgadzał się na politykę klimatyczną, lockdowny covidowe i nadmierną pomoc dla Ukrainy. Do przesady pokazuje to obecny Prezydent Andrzej Duda, który odznaczył orderami prezydenta Zełeńskiego, który popiera ruchy banderowskie na Ukrainie. Oczywiście partia PiS może nadal liczyć w Polsce na ok 30% pozytywnego elektoratu, ale negatywny elektorat PiS stanowczo przekracza 50%, co uniemożliwia wygranie wyborów.
Zapewne władze partii też przejawiają pogląd, że ludzie pójdą zagłosować na PiS z nienawiści do PO, czyli przeciwko ekipie Tuska. I to może doda kilka procent, ale nie przeważy szali. Mimo to, gorące głowy we władzach partii chcieliby kandydata wystawić. Skończy się jak z Małgorzatą Kidawą-Błońską w wyborach prezydenckich w 2020 roku, która w kampanii chodziła ze sztabem składającym się z 5 osób. Nikt w nią nie wierzył i przy okazji zamieszania z wyborami kopertowymi od razu ją zmieniono na Rafała Trzaskowskiego, który miał już solidne poparcie i zdobył bardzo dobry wynik.
Inaczej niż w PiSie będzie w ekipie PO z Rafałem Trzaskowskim. Na niego są w stanie zagłosować nie tylko ludzie PO, ale cały antyPiS, w tym miękki elektorat. Na Trzaskowskiego w II turze jest w stanie zagłosować nawet część elektoratu Konfederacji, byle nie głosować na PiS. Ludziom co prawda jest generalnie coraz gorzej w Polsce jeśli chodzi o byt i zdają sobie sprawę, że Tusk i jego ekipa ściemniają, że wszystko naprawią, ale nadal Polakom jest wystarczająco dobrze, żeby kierować się głupimi kryteriami ładniejszego uśmiechu czy straszeniem PiSem.
Dlatego uważam, że finalnie, nawet jak PiS wystawi kandydata, to w końcu go wycofa, bo z czasem będą sobie zdawać sprawę, że przegrają. W USA to Trump i jego wyborcy ciągnęli Republikanów, a nie Republikanie ciągnęli Trumpa.
Warto tu przywołać ostatnie wybory samorządowe w Krakowie. Wyłanianie kandydata na Prezydenta Krakowa również trwało bardzo długo, w końcu został nim były wojewoda Łukasz Kmita, który w I turze zyskał tylko 20%. To mniej niż lista PiS do Rady Miasta Krakowa (23%) i mniej niż lista PiS do Sejmiku województwa w okręgu miasto Kraków (25%). Można z tego wywnioskować, że w elektoracie PiSu część wyborców wolała niezależnego (a kiedyś związanego z PO) Łukasza Gibałę, niż Łukasza Kmitę z PiSu. Warto mieć tez na uwadze, że w Krakowie było aż 9 kandydatów na prezydenta, z czego 2 się wycofało i poparło obecnego prezydenta Aleksandra Miszalskiego z PO.
Podobnie było w Warszawie. Do Sejmiku Mazowieckiego i Rady Miejskiej PiS miał ok 23% i tyle też miał Tobiasz Bocheński na Prezydenta Warszawy. Chłopak po prostu nie znany, wystawiony chyba tylko po to, abym ja sobie w tym wpisie analizował ten eksperyment społeczny, który potwierdził, ze taki mało znany kandydat namaszczony przez partię ma po prostu takie poparcie jak partia.
I warto mieć tu na uwadze, że Rafał Trzaskowski miał w Warszawie znacznie wyższe poparcie (57%), niż sama lista PO do Rady Miasta czy Mazowieckiego Sejmiku (poniżej 50%).
Dodatkowo, warto też przypomnieć sytuacje z wyborem Marszałka Województwa Małopolskiego. Forsowany przez władze partii Łukasz Kmita kilkukrotnie nie uzyskał poparcia większości w sejmiku. Innymi słowy, radni sejmiku wybrani z PiS nie poparli tej kandydatury i centrala partii musiała uznać porażkę i zgodzić się na kandydata, który był akceptowalny lokalnie.
PiS teraz nie ma za dużo pieniędzy na kampanię, więc też musi się z tym liczyć, że trudno będzie wypromować i przekonać ludzi do kogoś świeżego z szyldem PiS.
Wystawianie kandydata PiSu w wyborach prezydenckich po prostu skazane jest na porażkę. A tu przecież nie chodzi tylko o wygraną i o to kto będzie prezydentem, tylko o to jaki będzie los partii i ludzi, którzy z PiSem byli związani. Pamiętajmy, że stanowisko Prezydenta wiąże się z istotny wpływem na władzę i wskazywaniem wielu innych stanowisk i nominacjami na ważne stanowiska. Wybór nowego prezydenta spoza ekipy Tuska może doprowadzić do nowych wyborów parlamentarnych.
Dlatego ja uważam, ze nie tyle władze PiSu, ale ludzie związani ze strukturami woleliby kandydata bez szyldu, którego poprze nie partia, ale elektorat PiSu plus miękki elektorat, który pójdzie zagłosować na dobrego kandydata z charyzmą, a nie na partię.
Zmierzam do tego, ze najrozsądniejszym scenariuszem dla PiSu byłoby poparcie kandydatury Marka Jakubiaka, który oprócz elektoratu PiSu jest w stanie pociągnąć za sobą dodatkowy elektorat, tak jak przyciąga internatów na swoje kanały Facebook, Tik Tok i youtube, gdzie ma jedne z największych zasięgów i na czwartkowych live’ach ogląda go po kilka tysięcy osób. Jakubiak zyskałby na pewno też część elektoratu Konfederacji, który nie przepada za Sławomirem Mentzenem. Z całym szacunkiem do jego wiedzy i tego co robi – ja jestem przekonany, że jeśli Menzten wystartuje, to będzie miał słaby wynik, on się po prostu nie nadaje na prezydenta. I tu działacze Konfederacji też powinni się przestać okłamywać.
Jakubiak oczywiście nie wykonywałby z automatu poleceń władz PiSu, ale na pewno by jej nie szkodził. Z drugiej strony, jest zdeterminowany do zatrzymania burdelu w gospodarce i demontażu państwa przez obecny rząd.
Poza tym Marek Jakubiak od dawna wspiera środowiska wolnościowe, jest patriotą, nie lubi zielonego ładu, jest zwolennikiem referendów, do tego przedsiębiorcą, ROZUMIE gospodarkę i jako były wojskowy zna się na obronności – co w kampanii wyborczej będzie ważne.
Do tego Marek Jakubiak jest Warszawiakiem, a zatem w sposób naturalny i skuteczny punktowałby nieudolność Rafała Trzaskowskiego jako prezydenta Warszawy. Nie chcę się rozpisywać na temat Rafała Trzaskowskiego, ale wiadomo, że ja z moim hasłem PALE DREWNEM, JEŻDZĘ DIZLEM, TO MÓJ KLIMAT, nie będę popierał eurokraty, któremu „planeta się pali” i chce zniszczyć polską gospodarkę dla ratowania klimatu, który Chiny, USA i Rosja mają w dupie.
Ja sam widzę oczywiście bliższych mi kandydatów na prezydenta, którzy tez się przymierzają do startu. Takich jak np. Jan Kubań z którym na bieżąco współpracuję edukując społeczeństwo ekonomicznie i promując demokrację bezpośrednią czy Rafał Piech, z którym się widziałem kilkakrotnie i wspierałem jego ruch Polska Jest Jedna kandydując z jego komitetu na senatora. Trzeba być jednak pragmatykiem i realistą. Wybory prezydenckie wygrywa jedna osoba, która przekona do siebie większość, a nie ten, który zdobędzie dobry wynik, a potem się rozpłynie, jak Paweł Kukiz w 2015 roku. I tu z całym szacunkiem do jego osoby i jego postulatów, ale nie udało mu się zbudować stabilnego zaplecza, przez co musiał lawirować od PSL do PiS, przy czym dla swoich wyborców nie ugrał niestety nic – nawet drobnych zmian w referendach lokalnych.
Jakubiak oczywiście nie jest postacią krystaliczną, bo samo to, że jest się przedsiębiorcą niesie za sobą pewnie bagaż złych doświadczeń. Ale Trump też święty nie jest, a jednak zdecydowanie przekonał do siebie ludzi. Bo to nie wybory na papieża i nie chodzi o to, żeby być świętym, tylko być sobą, być prawdziwym i rozsądnym. I mówić jak jest, prostym przekazem, bez ściemy i lawirowania, bo od ściemniania i lawirowania będzie ekipa Tuska, która już zgrywa, że wcale nie popierała zielonego ładu i nie walczyła z krzyżami w szkołach ani marszem niepodległości. Kandydat tej ekipy będzie po prostu sterowanym aktorem.
Podsumowując, tak jak Republikanie w USA nie przepadali za Trumpem i nie chcieli go jako kandydata, bo był zbyt niezależny, ale musieli go uznać, bo tak chciał elektorat, tak teraz PiS powinien się pogodzić z tym, że w Polsce wybory wygrać może tylko ktoś z własnym kapitałem i charyzmą, a nie partyjna marionetka czy wieloletni zasłużony działacz partii.
Pytanie jednak, czy wybory prezydenckie się odbędą – bo jak sam Marek Jakubiak zauważa – obecnej ekipie na rękę jest to, żeby wyborów nie było, bo wtedy z automatu funkcję prezydenta przejmuje Marszałek, czyli Szymon Hołownia, który przed wyborami płakał nad Konstytucją, a po wyborach już ją miał w dupie i nie przeszkadzał mu bezprawny wjazd do TVP i blokada nadawania.
Tak nawiasem mówiąc, Pana Marka miałem okazję poznać osobiście w 2019 roku, kiedy zbierałem podpisy pod jego kandydaturą na Posła z Krakowa z listy Bezpartyjnych Samorządowców. Myślę, że i w tych wyborach prezydenckich byłbym skłonny go wspierać – oczywiście bez szyldu PiS. Tutaj fotka z Panem Markiem, której fragment użyłem na początku wpisu. Rynek w Krakowie.
Nieunikniona fala cięć wydatków oraz podwyżek opłat i podatków czeka Wieliczkę. Falę tę można porównać do fali powodziowej, która zalała miejscowości na Dolnym Śląsku. Będą to cięcia i podwyżki, których nie było w historii Wieliczki i na którą mieszkańcy i władze, podobnie jak na Dolnym Śląsku, nie są przygotowani. Można też, tak jak na obrazku, sytuację porównać do Tytanika, gdzie jeszcze nadal gra muzyka. Pozytyw jest jeden. Wieliczanie będą mieli solidną lekcję ekonomii, którą zafundował im były burmistrz – dr Artur Kozioł.
Piszę ten artykuł, bo w przestrzeni medialnej temat kryzysu finansowego Wieliczki w zasadzie nie istnieje. Wieliczka jako jedna z nielicznych, znanych miast, ma nad sobą widmo przymusowego programu naprawczego, ale nie przebija się to do opinii publicznej. Można by odczuć, że „sytuacja nie jest nadmiernie alarmująca” – jak to powiedział premier Donald Tusk na 2 dni przed wielką powodzią na Dolnym Śląsku. W rzeczywistości, tak jak prognozy zapowiadały powódź, tak obecnie w Wieliczce prognozy zapowiadają wielki kryzys, wiążący się z brakiem inwestycji, remontów, cięciami w komunikacji, a zarazem mocnymi podwyżkami opłat i podatków.
Sytuacja w finansach publicznych ogólnie nie jest dobra – spadają dochody podatkowe w budżecie państwa. Ponadto samorządy od kilku lat są w słabej kondycji z uwagi na reformy podatkowe, które uderzyły w dochody gmin. Poza tym wielu włodarzy miast przyzwyczaiło się do łatwego wydawania pieniędzy, często na głupoty, nie myśląc o gospodarności i o tym, że długi kiedyś trzeba spłacać.
W ostatnim tygodniu można było przeczytać jak na trudną sytuację finansową żalą się m.in. nowy Prezydent Krakowa oraz nowy burmistrz Zakopanego – obaj odziedziczyli budżet po poprzedniku, podobnie jak w Wieliczce. Różnica jest jednak zasadnicza : Kraków i Zakopane mogą nadal ratować się pożyczkami – Wieliczka już nie. W uproszczeniu: Wieliczka wykorzystała zdolność kredytową wynikającą ze wskaźników, czyli tak zwanej dyscypliny finansów publicznych.
Na koniec 2023 roku zadłużenie Wieliczki wynosiło 279 mln zł wobec 405 mln zł dochodów ogółem, co stanowi 69%. Deficyt wyniósł 79 mln zł, czyli 20% dochodów. Należy dodać, że w 2023 r. Wieliczka otrzymała dodatkowe 34 mln zł subwencji wyrównującej, która nie wiadomo czy w tym roku będzie, a jeśli nawet się pojawi, to na pewno nie tak wysoka. Wg. Sprawozdań na koniec II kw. 2024 zadłużenie Wieliczki wyniosło już 310 mln zł. Źle wygląda też sytuacja finansowa spółek komunalnych i ośrodka zdrowia. Za 2023 rok Spółka Zakład Gospodarki Komunalnej w Wieliczce miała 6,5 mln straty i 38 mln długu, spółka Solne Miasto miała 2,9 mln straty i 35 mln długu, przychodnia SPZLO miała 0,7 mln straty i 15 mln długu. Łącznie w tych podmiotach jest prawie 90 dodatkowego mln zł długu. Od kilku lat wydatki bieżące Wieliczki przekraczały mocno dochody bieżące – innymi słowy gmina żyła na kredyt. Sytuację Wieliczki, wbrew pozorom, dobija też napływ mieszkańców, w tym przyrost dzieci, co generuje rosnące koszty utrzymania szkół i przedszkoli. A nowi rodzice, nie zawsze wybierają urząd skarbowy w Wieliczce do rozliczeń PIT.
Nowy burmistrz Rafał Ślęczka odziedziczył po poprzedniku, Arturze Koziole, nierealny budżet. I trzeba to jasno podkreślić, że do obecnej kryzysowej sytuacji przyczyniła się Regionalna Izba Obrachunkowa w Krakowie (RIO). Kolegiant zajmujący się Wieliczką wnosił o stwierdzenie nieważności tego budżetu, co wiązałoby się z obowiązkiem przyjęcia przez Wieliczkę programu postępowania naprawczego – czyli przymusowych cięć wydatków i podwyżek podatków. Taki stan rzeczy, tuż przed wyborami, pogrążyłby Artura Kozioła ubiegającego się o reelekcję. W ostateczności, po sugestii ówczesnego prezesa RIO o przeczekaniu na końcowe sprawozdania i wyniki kontroli, RIO wydało dla budżetu opinię pozytywną z zastrzeżeniem.
Budżet został zaplanowany z deficytem na 20 mln zł. Jednak nie deficyt jest był problemem. Podstawową nierealną kwotą w budżecie na rok 2024 były dochody ze sprzedaży nieruchomości gminnych, wpisane na 52 mln złotych. W uzasadnieniu wpisano działki, które nie nadawały się na sprzedaż pod wieloma względami. Zawyżono też dochody z opłat za śmieci, a zaniżono wydatki na śmieci.
Do kwietnia były burmistrz Artur Kozioł wykorzystał całą przysługującą rezerwę burmistrza na rok. Według informacji uzyskanych z urzędu, przez pierwsze 4 miesiące były burmistrz wydał ok 200 tys zł na catering oraz 500 tys zł na promocję i usługi foto-wideo. Było to znacznie więcej, niż przez cały rok 2022. W uproszczeniu można powiedzieć, że były burmistrz wydał niemal cała rezerwę na propagandę i kiełbasę wyborczą.
Wróćmy jednak do budżetu. Po 6 miesiącach z zaplanowanych 52 mln ze sprzedaży działek, zrealizowano dochód w wysokości 9 tys. zł (słownie: dziewięć tysięcy złotych). Większości działek, które miały być sprzedane, nawet nie wystawiono do przetargu. Innymi słowy, odchodzący burmistrz zostawił następcy wielką minę.
W rezultacie, by zachować nadzieję na utrzymanie płynności finansowej do końca roku, trzeba było wstrzymać nierozpoczęte inwestycje i zacząć cięcia wydatków w urzędzie. To jednak za mało – nadzieje na utrzymanie płynności oparta była na tym, iż wpłyną dodatkowe pieniądze od rządu jako subwencja wyrównująca, bo taka wpłynęła w sierpniu 2023 do Wieliczki w wysokości ok 35 mln zł. W tym roku liczono przynajmniej na podobną kwotę, czyli na ok 30-40 mln złotych.
Okazuje się jednak, że rządowa „kroplówka” na pewno nie będzie w takiej kwocie jak poprzednio, a poza tym, nie ma co na nią liczyć do końca października. W praktyce, rząd dołoży Wieliczce może połowę tego, co rok wcześniej. Czyli bardziej 15 mln, i to dopiero w listopadzie.
Promyk nadziei dały przetargi na sprzedaż nieruchomości w sierpniu, z których w tym roku powinno wpłynąć ok 14 mln złotych. To jednak niewiele, w porównaniu do planowanych 52 mln zl.
Sytuacja budżetowa stała się na tyle napięta, że z końcem sierpnia zrezygnował wieloletni skarbnik gminy. Rozpoczęły się desperackie próby ratowania budżetu. Z dniem 1 września, w zasadzie bez uprzedzenia, obcięto kursy komunikacji miejskiej. Na sesję 18 września przedstawiono radnym, również bez uprzedzenia, projekty uchwały dotyczące sprzedaży 10 nieruchomości, z których można byłoby pozyskać kilkanaście milionów złotych. Część radnych była jednak w szoku: do sprzedaży przedstawiono m.in. zabytkowy budynek w centrum miasta przy szybie Regis, a ponadto park przy ul. Św. Barbary oraz budynek nowego przedszkola na osiedlu Lekarka. Protesty radnych i mieszkańców były tak silne, że zanim rozpoczęły się obrady, burmistrz wycofał już z porządku obrad część uchwał o sprzedaży, a kolejna część odpadała w głosowaniach. Innymi słowy, ten ruch budżetu nie uratuje.
Pomóc ratować budżet miała też podwyżka opłat za śmieci. Od 2020 roku w Wieliczce nie było żadnej podwyżki śmieci – obowiązywała stawka 30 zł od osoby ze zniżką 1 zł na kompostownik. Burmistrz Artur Kozioł, szykujący się do szeregu wyborów (dla przypomnienia: do Sejmu, na burmistrza, do Europarlamentu) nie chciał ludzi do siebie zrażać podwyżkami opłat i koszty w znacznej części pokrywał z kredytu, które mógł brać. Nowy burmistrz przedstawił radnym propozycję stawki 45 zł od osoby – bo przy takiej kwocie bilansują się dochody i koszty. Z komisji gospodarki komunalnej wyszła jednak propozycja 42 zł, obowiązująca, co ważne, od listopada br. Ta propozycja wstępnie została pozytywnie zaopiniowana przez radnych z tej komisji. Podczas obrad 18 września jednak większość radnych, wybranych z komitetu Artura Kozioła oraz Koalicji Obywatelskiej – wycofała się z poparcia podwyżki. A to oznacza ok 2 mln mniej do końca tego roku.
Innymi słowy, próby ratowania budżetu nową sprzedażą nieruchomości oraz podwyżką opłat za śmieci spełzła na niczym. To jednak nie wszystko, bo urzędnicy z Wydziału Gospodarki Komunalnej przesłali radnym informację, że w ich budżecie skończyły się pieniądze i od 1 października nie mają umów na odbiór i utylizację śmieci. O ile śmieci w Wieliczce odbiera gminna spółka komunalna ZGK (Zakład Gospodarki Komunalnej), to już utylizacją zajmują się dwie prywatne firmy z Krakowa: Remondis i MIKI. I tu może być problem, aby świadczyły usługi dla Wieliczki na „kreskę”. Bo na taką „kreskę” usługi świadczy póki krakowska spółka miejska Wodociągi Krakowskie, gdzie Wieliczka zalega na ok 10 mln złotych za dostarczanie wody oraz przyjmowanie ścieków (Wieliczka nie ma swojej oczyszczalni ścieków).
Sytuacja jest zatem kryzysowa i nie widać ratunku, a w przypadku, gdy zagrożone jest wykonywanie zadań gminy (takich jak odbiór śmieci) Regionalna Izba Obrachunkowa powinna nakazać program naprawczy. Plusem programu naprawczego jest to, że można skorzystać z korzystnie oprocentowanych pożyczek rządowych. Minusem jest to, że trzeba dokonać radykalnych cięć i podwyżek opłat i podatków, żeby doprowadzić do stabilizacji finansowej gminy.
Przykładowo, uruchomienie postępowania naprawczego zawiesza fundusze sołeckie, które właśnie uchwalane były na zebraniach wiejskich w 29 sołectwach wokół Wieliczki. Na zebraniach można wyczuć, że mieszkańcy zupełnie nie rozumieją sytuacji i liczą na to, że nowy burmistrz może w końcu rozwiąże ich problemy, których poprzednik nie rozwiązał. Problemy, które zwykle wiążą się z ogromnymi nakładami finansowymi – czy to rozbudowa szkoły, czy to nowa linia autobusowa, czy chodnik, czy droga, czy kanalizacja… Tylko jak nowy burmistrz ma rozwiązać problemy, których poprzednik nie rozwiązał mając do dyspozycji setki milionów z kredytów? Kredytów, który a nowy burmistrz (i nowi radni) brać już nie mogą, a muszą stare długi spłacać.
Do tej pory w Wieliczce panowało przekonanie, że od gminy można coś dostać, że gmina może coś dać, pomóc. Teraz sytuacja się zmieni. To gmina będzie potrzebowała pomocy – głównie finansowej. A ponieważ kredyty się skończyły, pomoc ta będzie musiała iść z kieszeni mieszkańców, ewentualnie ze zbycia majątku gminy jakim są cenne nieruchomości, co do których, jak pokazały obrady 18 września, nie ma zgody.
Bez radykalnych decyzji kryzys będzie się pogłębiał. Rozpoczęte zostały inwestycje oświatowe – przedszkole na ul. Grottgera w Wieliczce, przedszkola w sołectwach Koźmice Wielkie i Zabawa, nowy budynek szkoły w Kokotowie (filia szkoły w Śledziejowicach). Wszystkie te inwestycje wymagają dodatkowych nakładów na wykończenie, infrastrukturę i utrzymanie – a na to póki co pieniędzy nie ma.
Kryzys uderzyć może w organizacje typu kluby sportowe, które co roku dostawały pieniądze na prowadzenie działalności. Tutaj, niestety, bez wsparcia mogą pojawić się ofiary, bo nawet dotychczasowe wsparcie nie wystarczało i np. klub Wiślanka Grabie musiał zawiesić działalność.
Najbardziej bolesne cięcia mogą dotyczyć komunikacji miejskiej – bo ta generuje olbrzymie koszty. To z pewnością wywoła niezadowolenie społeczne, bo komunikacja to element codzienności mieszkańców – dojazdy do pracy, do szkoły, do lekarza itp. Nie jest to jednak tak twardy obowiązek gminy, jak utrzymanie szkół i przedszkoli czy odbiór śmieci.
Sytuacja jest tym bardziej trudna, ze w radzie miejskiej nie ma zrozumienia problemu, a tym bardziej nie ma żadnych propozycji rozwiązania problemu. Większość radnych zachowuje się tak, jak by kryzysu nie było. Wynika to z dotychczasowego przeświadczenia, że radny to tylko bierze pieniądze z diety i domaga się, aby to i to było zrobione w jego okolicy. Czyli taki koncert życzeń i zero odpowiedzialności. Minie jeszcze sporo czasu, zanim radni zrozumieją, że ich kaprysy i bierność pogłębią kryzys, który odczują na własnej skórze.
Nawet jeśli jakimś cudem uda się zamknąć rok 2024 wykorzystując kruczki prawne i inżynierię finansową pozwalającą się zadłużać poza budżetem, to z pewnością będą trudności z uchwaleniem realnego budżetu na rok 2025. Rząd co prawda obiecuje samorządom wyższe dochody, ale realnie, w praktyce one wcale wyższe nie będą, bo mają zastąpić tzw. pieniądze kartonowe, czyli dotacje celowe na inwestycje typu drogi, kanalizacja, szkoły. Wieliczka, ewentualne dodatkowe pieniądze będzie musiała przeznaczać na spłatę długów. I pytanie, czy radni poprą taki jałowy budżet, gdzie nie będą widzieć inwestycji, które obiecali mieszkańcom?
Jedyny pozytyw, jaki w tym wszystkim może się pojawić, to aspekt edukacyjny, czyli „Polak mądry po szkodzie”. Kryzysu można było uniknąć, gdyby w 2021 roku udała się inicjatywa odwołania burmistrza Kozioła w referendum – bo już wtedy na ulotkach pisaliśmy, że dalsza niegospodarność i zadłużanie to ryzyko bankructwa gminy i wyższe opłaty.
Kryzys i działania naprawcze nowych władz spowoduje rozmowy i nakłoni do myślenia – z czego wynika pogorszenie sytuacji? Innymi słowy, kryzysowa sytuacja Wieliczki to dobra lekcja ekonomii i ci, co mają odrobinę oleju w głowie, zrozumieją, że będzie to konsekwencja bierności mieszkańców wobec fatalnego zarządzania i zadłużania gminy przez byłego burmistrza Artura Kozioła – doktora nauk społecznych w dyscyplinie Nauki o Zarządzaniu i Jakości.
Poniżej spis umów kredytowych, które Wieliczka ma do spłaty.
Budowa przedszkola publicznego w Zabawie, gm Wieliczka. Brak pieniędzy na wykończenie. Foto wieliczka.eu
Tylko 4% – o tyle mają wzrosnąć dochody Wieliczki w 2025 roku wg propozycji Ministerstwa Finansów. To mniej, niż 94% miast i gmin w Polsce, których dochody wzrosną relatywnie więcej – nawet o 12%. Nowe zasady nie uratują Wieliczki, która już obecnie w rankingu kondycji finansowej 267 miast powiatowych jest na trzecim miejscu od końca. Solne miasto jest niestety osamotnione ze swoim problemem, który wynika głównie z ogromnego przyrostu liczby dzieci i systemu finansowania gmin.
Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt zmian w dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Po zmianach dochody gmin nie będą już ustalane jako udział w PIT i CIT, ale mają być ustalane wg nowego wzoru. Ministerstwo wyliczyło również symulację wskazującą jaka konkretnie kwotę uzyska każda z gmin w 2025 na bazie nowych zasad. W przypadku Wieliczki nowe zasady mają zwiększyć dochód o 12 milionów złotych, co stanowi ok 4% rocznych dochodów wyliczonych na 311 mln zł.
Pod względem tego wzrostu dochodów, na 2477 miasta i gminy, Wieliczka plasuje się dopiero na 2343 miejscu. Dla ponad 400 miast i gmin nowe zasady będą o wiele korzystniejsze – nowe zasady zwiększą ich dochody o ponad 10%. Niektóre z nich kwotowo zyskają kilkakrotnie więcej niż Wieliczka, mimo iż mają niższy budżet. Przykładowo, Bełchatów na nowych zasadach zyska 25 milionów przy łącznych dochodach 236 mln, co daje wzrost o 12%. Przy tym wg sprawozdań za 2023 rok zadłużenie Bełchatowa roku wynosiło 5** milionów, a Wieliczki … uwaga… 280 milionów.
*KOREKTA: 5 milionów dotyczy tylko gminy Bełchatów, a nie Miasta Bełchatów. Połączony dług Miasta i Gminy Bełchatów to 45 milionów złotych.W odróżnieniu do Wieliczki, w Bełchatowie Miasto oraz Gmina to osobne jednostki samorządu.
Dług Wieliczki tylko w ostatnich 5 latach się podwoił – a mówimy tu tylko o oficjalnym długu, bo do tego dochodzi ok 70 mln ukryte w podmiotach zależnych.
Pod względem finansowym sytuacja Wieliczki to katastrofa. W rankingu kondycji finansowej samorządów opublikowanym przez redakcje Wspólnota w 2023 roku, spośród 267 miast powiatowych, Wieliczka plasuje się na 265 miejscu.
Skąd tak tragiczna sytuacja finansowa samorządu, który ma na swoim terenie perłę, jaką jest Kopalnia Soli, a od niedawna też rozwijającą się strefę gospodarcza przy łączniku autostrad A4 i S7?
Nowy system dochodów gminy nie premiuje gmin rozwijających się, a taką jest Wieliczka. Przez ostatnie 15 lat ludność Miasta i Gminy Wieliczka (czyli miasta oraz 29 okolicznych wsi) zwiększyła się niemal o połowę, z 49 tys. do ok. 70 tys. mieszkańców. Napływ ludzi, głównie młodych rodzin z dziećmi, generuje olbrzymie koszty oświaty i wychowania, co nie odzwierciedla się w płaconych podatkach, bo często rodzice nie płacą podatków w Wieliczce. W 2023 roku wydatki na oświatę i wychowanie w Wieliczce stanowiły aż 51% dochodów gminy. Przeciętnie w Polsce wydatki miast na oświatę stanowią 30-40% dochodów, a we wspomnianym Bełchatowie, tylko 19%. **
**KOREKTA: 19% dotyczy gminy Bełchatów, a nie Miasta Bełchatów. Połączone wydatki na oswiatę Miasta i Gminy Bełchatów stanowią 32% ich dochodów, a nie 19%
Bełchatów ma zatem sporo pieniędzy na sprawy inne niż oświata, a na nowych zasadach, będzie miał ich jeszcze więcej. Tymczasem bez istotnego wzrostu dochodów i wsparcia rządu Wieliczka pogrąży się w kryzysie, bo w zasadzie nie ma możliwości zwiększenia dochodów.
Samorządy mają oczywiście dodatkowe dochody z podatku od nieruchomości – ale tutaj stawki również regulowane są przez rząd. I tak od powierzchni lokalu mieszkalnego stawka maksymalna wynosi 1,15 zł za metr kwadratowy. Czyli od mieszkania 50 m2, rocznie właściciel płaci tylko 60 zł podatku. Jeśli właściciel ma dziecko w przedszkolu, czy to publicznym, czy prywatnym, kosztuje ono gminę ok 10-20 tysięcy złotych. Według danych GUS, w Gminie Wieliczka liczba dzieci w wieku 3-6 lat w latach 2017-2022 wzrosła o 33%. Co ciekawe, w 2017 roku liczba dzieci w wieku 3-6 lat w Wieliczce i Bełchatowie były podobne: ok 2,5 tysiąca dzieci. 5 lat później w Wieliczce liczba ta wzrosła do 3,6 tysiąca, a w Bełchatowie, spadła do 2,1 tysiąca.
Można zatem powiedzieć, że dzieciaki rujnują budżet Wieliczki – ale wynika to niestety z systemu podatkowego. Gminy mają ograniczone możliwości samodzielnego zwiększania dochodów, a z drugiej strony mają obowiązki zapewnienia wychowania przedszkolnego i edukacji dzieci.
Sytuacja finansowa Wieliczki jest na tyle zła, że pod koniec 2023 roku Regionalna Izba Obrachunkowa w Krakowie (RIO) kilkukrotnie wszczynała, a później umarzała postępowania nadzorcze dotyczące nierealnych planów finansowych i nadmiernego zadłużenia, które generuje ogromne koszty odsetek – w 2024 roku będzie to ok 20 milionów złotych. Ostatecznie, aby nie robić przykrości urzędującemu burmistrzowi Koziołowi przed wyborami, plany finansowe Wieliczki na rok 2024 zostały zaopiniowane przez RIO pozytywnie z zastrzeżeniem, że brak działań redukujących wydatki bieżące i zadłużenie doprowadzi do programu postępowania naprawczego. I takie postępowanie Wieliczce realnie grozi w roku 2025. Do czego się to sprowadza? Zgodnie z art. 240a ustawy o finansach publicznych, w czasie postępowania naprawczego zakazuje się dotacji dla innych samorządów, co doprowadzi do wstrzymania dotacji z budżetu Wieliczki dla Miasta Krakowa i Województwa Małopolskiego na przewozy autobusowe, a to przełożyłoby się na zaprzestanie lub ograniczenie kursowania autobusów MPK do Krakowa oraz autobusów ALD w inne rejony sąsiednich gmin. Postępowanie naprawcze to także ograniczenie zadań innych niż obligatoryjne ze środków własnych, co z kolei doprowadzi do likwidacji wielickich przewozów autobusowych, które nie są obligatoryjne tak jak szkoły, przedszkola czy spłata zadłużenia.
Jak to się stało, że miasto, do którego przyjeżdża rocznie ponad milion turystów, mające taką perłę jaką jest Kopalnia Soli, stała się na przestrzeni kilku lat bankrutem? I jak to jest, że Wieliczka ma problem z dziećmi w sytuacji niżu demograficznego? Oprócz wielu błędnych decyzji i niegospodarności, za co Wieliczanie pożegnali burmistrza Artura Kozioła w ostatnich wyborach, główną przyczyną są miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego (MPZP) w Wieliczce, które w latach 2010-2016 do granic możliwości pozwoliły na zabudować wolne tereny zabudową wielorodzinną (bloki do 5 kondygnacji) i szeregową (do 3 kondygnacji). Relatywnie tańsze mieszkania w sąsiedztwie Krakowa cieszą się dużym popytem młodych rodzin. Stworzono tym samym raj biznesowy dla deweloperów, którzy szkołami i przedszkolami oraz pozostałą infrastrukturą się nie przejmowali. W ostatnich latach Wieliczka zmuszona była do budowy lub rozbudowy kilku szkół i przedszkoli na wartość ok. 100 mln zł – większości na kredyt. Dwie rozpoczęte budowy dużych przedszkoli zostały wstrzymane z uwagi na brak pieniędzy na ich wykończenie. W ostatnim roku, po wielu protestach mieszkańców udało się w pewnym stopniu ukrócić budowę nowych osiedli, ale na pewno nie zatrzyma to napływu nowych rodzin.
Dziś w Wieliczce, oprócz problemów finansowych, występują poważne problemy z dostępnością i jakością wody, problemy z kanalizacją i infrastrukturą pieszo-drogową, na co w Wieliczce pieniędzy nie ma. I nie chodzi tu o pokrycie 100% inwestycji – pieniędzy nie ma nawet na 10% wkład własny.
Wskaźniki ustawowe zabraniają już Wieliczce dalszego zadłużania, a stare długi trzeba spłacać. Do tego w 2025 roku kończą się przepisy COVID-owe, które pozwalały samorządom na deficyty operacyjne, tj. wyższe wydatki bieżące niż dochody bieżące, co było odstępstwem od jednej z zasad równoważnia budżetu zawartej w art. 242 ustawy o finansach publicznych.
Niestety Wieliczka, jako jedna z nielicznych gmin w Polsce zaludniająca się „kosztownymi dziećmi”, jest ze swoim problemem finansowym osamotniona, bo 99% miast i gmin takiego problemu nie ma. A bez braku wsparcia rządowego i zasadach przedstawionych w obecnej formie, nawet w przypadku usprawnienia zarządzania finansami i usługami gminy przez nową władzę, Wieliczka skazana jest na głęboki kryzys, bo z „pustego i Salomon nie naleje”.
W związku z uchwałą Rady Miasta Krakowa o pierwszeństwie wejścia do Parku Zakrzówek dla posiadaczy Karty Krakowskiej, Pan Bartek i Stowarzyszenie Otwarta Wieliczka skierowali wniosek o stwierdzenie nieważności tej uchwały.
Zadajmy sobie pytanie, czy uzdatniona woda z wodociągu powinna być droga, czy tania? Z jednej strony można powiedzieć, że powinna być droga, aby ludzie ją oszczędzali, ponieważ uzdatnianie i badanie generuje koszty. Z drugiej strony, woda to podstawa do życia, więc powinna być łatwo dostępna i tania. Jak to pogodzić?
Zastanówmy się teraz nad dostępnością wody wodociągowej na przykładzie Wieliczki. W związku z szybki przyrostem mieszkańców i zabudowy, konsumpcja wody z wodociągu rośnie. Nie jest to jednak związane tylko z celami bytowymi, ale w coraz większym stopniu z nawadnianiem przydomowych trawników i ogródków, często zautomatyzowanym. W efekcie podczas długotrwałych upałów w wielu rejonach gminy Wieliczka występują wieczorne spadki ciśnienia wody, co wiąże się z wyłączeniem ogrzewaczy wody, a co za tym idzie, utrudnieniem wzięcia prysznicu czy kąpieli dzieci. Innymi słowy, dostępność w niektórych rejonach Wieliczki wody bywa ograniczona.
Z drugiej strony, po upalnych dniach zwykle przychodzą ulewne deszcze, które co roku zalewają niektóre rejony w okolicy Wieliczki, powodując tzw. powodzie błyskawiczne. Technicznie problem jest oczywiście do rozwiązania, ale wymaga dodatkowych, dużych nakładów finansowych.
Oba problemy można by częściowo zniwelować dzięki mikro retencji. Innymi słowy, gdyby właściciele nieruchomości z ogródkami i basenami gromadzili wodę deszczową, a następnie nawadniali nią ogródki, skala problemu niskiego ciśnienia wody w wodociągu oraz zalewania miasta byłaby mniejsza.
Co władze samorządowe mogą w tym kierunku zrobić? I tu wracamy do ceny wody. Jeśli cena wody byłaby wysoka, byłby to czynnik motywujący do mikro retencji. Z drugiej jednak strony, uderzyłoby to w osoby najuboższe.
Jak pogodzić te dwie kwestie? Gmina ma możliwość wprowadzenia dopłat do cen wody do ograniczonej ilości przypadającej na mieszkańca. Już obecnie niektóre gminy w Polsce stosują taką politykę – przykładem jest Gmina Podgórzyn i zakład wodociągowy Karkonoski System Wodociągów i Kanalizacji. Taryfowa cena wody stosowana przez zakład wodociągowy jest wysoka, bo aż 11 zł za m3. Gmina Podgórzyn jednak dopłaca 1,50 zł do m3, ale tylko do ilości 3 m3 miesięcznie na 1 mieszkańca, czyli średniego zużycia wody w Polsce na osobę. Zatem osoby chcące wykorzystać uzdatnioną wodę ponad miarę, muszą płacić więcej. Poniżej link do dokumentu z cenami wody dla gminy Podgórzyn.
Taki system dopłat ma też inny pozytywny walor zarządzania gminą. Motywuje do meldowania w gminie nowych mieszkańców i deklarowania nowych osób do opłaty za śmieci, co jest problemem zwłaszcza w Wieliczce, gdzie znaczna część przyjezdnych mieszkańców nie płaci podatków ani opłat za śmieci. W efekcie, często zużycie wody dla danej nieruchomości wskazuje, że zamieszkuje ją kilka osób, a zameldowana i zgłoszona do opłat za śmieci jest tylko jedna.
Wracając do meritum – można sobie wyobrazić, że cena wody w wodociągu w Wieliczce kosztowałaby 5 zł za pierwsze 3 m3 wody, a kolejne – 10 zł m3 . Dodatkowy dochód można wykorzystać na dofinansowanie mikro-retencji i modernizacje infrastruktury wodnej. Wdrożenie konkretnego rozwiązania i cen musi być jednak poprzedzone analizą ekonomiczną i konsultacjami społecznymi. Należy mieć też na uwadze, iż w obecnym stanie prawnym gmina oraz zakłady wodociągowe ma ograniczoną możliwość kształtowania cen taryfowych, ponieważ taryfa ustalana jest na 3 lata do przodu, a jej zamiana wymaga szczegółowego uzasadnienia kosztów i zatwierdzenia przez Wody Polskie. Należy rozważyć, czy z perspektywy w/w kwestii nie lepiej przywrócić radom gminy ustawową kompetencji zatwierdzania taryfowych cen zbiorowego zaopatrywania w wodę i ścieki.
Kurz wyborczy powoli opada, wiec dobrze sobie podsumować kampanię i wynik wyborów w Wieliczce. Wynik, który jest sromotną porażką burmistrza Artura Kozioła i przy okazji wielickiej Koalicji Obywatelskiej.
Ludzi którzy mnie bliżej znają wiedzą, że wątpiłem w to czy Kozioł będzie startował. Po pierwsze, dlatego, że czułem klimat do zmiany burmistrza, a po drugie, że wg mnie biznesowa szara eminencja w Wieliczce potrzebowała układu Kozioła i nie mogła przyzwolić na kandydata, który przegra.
Kiedy minął termin na zgłaszanie kandydatów i okazało się, że Koalicja Obywatelska faktycznie nie zgłosi kandydata, tylko poprze Kozioła, spełnił się dla mnie najbardziej optymistyczny scenariusz. Bo przecież do ostatniego dnia zgłaszania kandydatów nie można było wykluczyć, że KO wystawi nową osobę, a Artur Kozioł wycofa swoją kandydaturę, przekazując nowej twarzy swoje poparcie. A nowej twarzy z obozu Kozioła czy Koalicji Obywatelskiej obawiałbym się dużo bardziej, niż Kozioła, którego wielu ludzi miało już po prostu dość po tych 18 latach. Nowy kandydat dla ludzi byłaby zmianą, choć układ pozostał by po staremu. Tak jak w Niepołomicach, gdzie nowy burmistrz zapewne będzie kierowany przez poprzedników. Gdyby kandydatką KO była choćby Anna Polańska, trudno byłoby jej cokolwiek zarzucić. Przecież nie można jej winić za grzechy Kozioła, a nawet gdybym to robił, to zyskałbym więcej wrogów, niż zwolenników.
Cieszy mnie niezmiernie, że mieszkańcy Wieliczki i okolic nie dali się ogłupić kolejnymi obietnicami i wizerunkami Kozioła na każdym kroku. Takiej dawki propagandy to nikt się nie spodziewał. Ale jak widać, na nic się zdało. Na nic zdało się też poparcie 5 komitetów. Ludzie w Wieliczce, myślę że też dzięki mojej kilkuletniej działalności informacyjno-edukacyjnej, nie dali się ogłupić.
7 kwietnia pękła bańka, w której Artur Kozioł i jego środowisko żyło sobie w ostatnim czasie. Czytali i wierzyli w propagandę, którą sobie tworzyli. Myśleli, że jak zablokowali Pana Bartka na wszystkich profilach urzędowych na Facebooku, to uda się zakłamać rzeczywistość. Jeszcze w piątek przed wyborami, 5 kwietnia, rozmawiałem z wpływową osobą blisko układu Koziołowego, która wyliczała procenty kandydatów na burmistrza. I wychodziło, że Kozioł miał mieć ponad 50% w I turze… Mnie dawali tam 8-10%. Nie wiadomo na jakich podstawach. Skoro w wyborach na Senatora, przy bardzo skromniej kampanii miałem w Wieliczce 12%, to trzeba było być ignorantem, żeby dawać mi gorszy wynik w wyborach na burmistrza, mając szerszy komitet i bogatszą kampanię. Ostatecznie wyszło mi 16%, a Koziołowi 34%. Wygrałem z Koziołem w 3 komisjach: Strumiany, Wegrzce Wielkie i Osiedle Bogucice.
Po wynikach I tury faworytem był Rafał Ślęczka, który miał taki wynik jak Kozioł – 34%, a ponadto mógł liczyć na głosy przeciwników Kozioła. Już nawet statystycznie rzecz biorąc, jeśli urzędujący gospodarz w I turze nie wygrywa zdecydowanie, to ma bardzo niskie prawdopodobieństwo wygranej w II turze. Bo świadczy to klimacie do zmiany. I tak było w przypadku Wieliczki.
W dniu II tury wyborów miałem przygotowaną symulację głosów i rozpiskę na każdą komisję. Liczyłem na to, że w rejonach, w których Rafał Ślęczka wygrał zdecydowanie, znów wygra. A w rejonach, gdzie w I turze wygrał Kozioł, wystarczył remis albo nawet niewielka przegrana. Przykładowo, w Brzegach nawet porażka 20 głosami była dobra dla Rafała Ślęczki. I akurat z Brzegów miałem pierwszą informację – okazało się, że Rafał Ślęczka wygrał tam 20 głosami! To był wyznacznik, który wskazywał, że Kozioł dostanie łomot. Następne były głosy z Małej Wsi – tu remis brałbym w ciemno – a okazało się, że głosów na Ślęczkę było o połowę więcej niż na Kozioła – 240 do 150! Wtedy było już pewne, że Ślęczka wygra. Jednak głosy z Węgrzc Wielkich to już była miazga – dwa razy więcej na Śleczkę niż na Kozioła 579 do 292. Takiego wyniku nikt się nie spodziewał. W Węgrzcach Wielkich względem I tury Kozioł stracił prawie 50 głosów, a Ślęczka zyskał aż 350 – czyli niemal tyle, co ja uzyskałem w I turze. Podobnie było na osiedlu Bogucice.
W II turze Kozioł dostał srogi łomot, wygrywając tylko w 3 z ok 40 komisji. Ostateczny wynik 61% do 39% to większa przepaść, niż sobie wyobrażałem, bo liczyłem bardziej na 55% do 45%. Okazało się jednak, że moi wyborcy z I tury poszli na II turę wyborów i zagłosowali przeciwko Koziołowi. Zapewne swoje zrobiło moje oświadczenie w Internecie oraz akcja z banerami, plakatami i ulotkami wzywające do pójścia no wybory i oddanie głosu na nowego burmistrza, ale i cała moja działalność – w tym książka „Wieliczka – miasto grzechu. Od samorządu do nierządu”, która się w kampanii dobrze rozchodziła.
Oprócz zmęczenia mieszkańców Koziołem, było też kilka innych powodów przegranej. Po pierwsze – ludzie mieli szerszy wybór. Pisałem o tym przed wyborami, że Kozioł będzie miał silniejszych konkurentów niż w poprzednich latach i już samo to doprowadzi do II tury. Po drugie, ludzie są w stanie władzy wiele wybaczyć, dopóki mają wodę w kranie. Czystą wodę w kranie. A tego w ostatnich latach nie ma – jakość wody w Wieliczce się pogorszyła. Po trzecie, tak tępej propagandy i banerozy ludzie mieli dość. Kozioł bał się otwartych spotkań, bał się debaty. To też pokazuje, jak niski poziom mediów i demokracji jest w Wieliczce, skoro walka wyborcza odbywała się w odosobnieniu. Debata była tylko jedna, współorganizowana przez mój komitet przed I turą. Poprowadziła Pani Marzena Gitler w Centrum Kultury i Turystyki w Wieliczce. Ale odważnych kandydatów było tylko dwóch, Bartłomiej Krzych i Przemysław Staroń. Przed II turą nie było żadnej debaty.
Artur Kozioł przegrał, ale pewnie jakoś da sobie radę, choć politycznie jest spalony po takiej przegranej mimo kampanii na bogato i szerokiemu poparciu polityków – tu też warto się zastanowić, czy takie polityczne zabiegi mają sens w wyborach samorządowych.
Gorzej będą mieć sympatycy Kozioła, którzy go tak ochoczo popierali w tej kampanii, licząc na to, że wygra i się odwdzięczy. No raczej się nie odwdzięczy, a fotki z kampanii pozostaną w Internecie, a ludzie i nowe władze będą pamiętać, kto bronił chorego układu i walczył przeciwko zmianie.
Ja się ogromnie cieszę, że wraz niezależnymi kandydatami z komitetu Otwarta Wieliczka przeprowadziliśmy wspaniałą kampanię i od początku byliśmy za zmianą, która zdecydowanie wygrała.
Poniżej oficjalne stanowisko Pana Bartka – Bartłomieja Krzycha w sprawie II tury wyborów na burmistrza Wieliczki
Poniżej wersja tekstowa:
Wieliczka, 14 kwietnia 2024 r.
OŚWIADCZENIE
W sprawie wyborów na burmistrza Wieliczki
W II turze wyborów 21 kwietnia mieszkańcy Wieliczki i sołectw będą mieli do wyboru obecnego burmistrza Artura Kozioła i byłego wiceburmistrza Rafała Ślęczkę, którzy w I turze uzyskali podobną ilość głosów: po 34%.
Te wybory były dla mnie ogromnym poświęceniem. Wziąłem w nich udział, ponieważ uznałem, że w Wieliczce konieczna jest zmiana. I nadal tak uważam, że burmistrza trzeba zmienić. A że nie na mnie – no cóż – taki był wybór mieszkańców i trzeba to uszanować. Gratuluję Rafałowi Ślęczce dobrego wyniku.
Wyniki I tury wskazują, że moi wyborcy zdecydują o przyszłości Wieliczki. Osobiście nie wierzę w zagrywki z przekazywaniem poparcia z fotkami wspólnych uścisków dłoni czy podpisywania papierów. Moi wyborcy to nie owce, które można zapędzić do odpowiedniej zagrody.
Ponad 4 tys. wyborców (16%) chciało Bartłomieja Krzycha na burmistrza Wieliczki. Krzycha, który pali drewnem, jeździ „dizlem”, walczy z „patodeweloperką” i domaga się lepszej wody w kranie, a do tego jest uczynny, konkretny i prawdziwy. Uważam, że Pan Rafał Ślęczka powinien sam ich przekonać do głosowania w II turze, bo nie uzyska „z automatu” moich głosów tylko w imię zmiany burmistrza.
Przy okazji dziękuję moim wyborcom za głosy, które oprócz trzeciego wyniku na burmistrza, pozwoliły mi dostać się do rady miejskiej z najwyższym wynikiem w okręgu, znacznie przebijając moich konkurentów: obecnego wiceburmistrza Piotra Krupę i przewodniczącego rady Tadeusza Lurańca.
Dziękuję też kandydatom Otwarta Wieliczka za udział w wyborach. Mamy 2 radnych. To była wspaniała przygoda i doświadczenie, które będzie procentować w przyszłych działaniach dla dobra Wieliczki i okolic.